aGwerblog to blog kosmetyczny z elementami lifestylu, porad i makijażu.

Pędzle sigma | Best of Sigma brush set

pedzle-sigma

Pędzle Sigma podbijają rynek kosmetyczny już od wielu lat. Sama znam tę markę już od co najmniej trzech lat, ale dopiero w 2016 roku miałam okazję poznać ją nieco bliżej. Od dłuższego czasu używam zestawu pędzli Best of Sigma brush set i dziś podzielę się z Wami moją opinią na ich temat. Ponieważ posiadam już spore doświadczenie w kwestii narzędzi do makijażu, chcę powiedzieć Wam o nich jak najwięcej z perspektywy osoby, która na nich pracuje. Czy warto je kupić, czy te pędzle są w ogóle godne uwagi i jak się nimi pracuje? Myślę, że na te i więcej pytań znajdziecie odpowiedzi w dzisiejszym poście. 

pedzle-sigma

Best of Sigma brush set

W skład tego zestawu wchodzi 7 pędzli. Część z nich, to modele do oczu, a część do twarzy, co sprawia, że ten komplet jest niezwykle użytkowy. Zanim omówię każdy model, chcę zwrócić Waszą uwagę na wykonanie tych pędzli. Wszystkie modele są zrobione z hipoalergicznego, syntetycznego włosia o najwyższej jakości. Nie zmieniają swojego kształtu po wielu myciach, nie zauważyłam wypadania włosów, odbarwiania, ani zmiany w miękkości. Każdy pędzel jest zrobiony z dbałością o najmniejszy szczegół. Rączka z wysokim połyskiem odporna na zabrudzenia i rysowanie, wytłoczone napisy z holograficznym motywem nawet przy intensywnym użytkowaniu nie ulegają niszczeniu. Skuwka jest mocna, doskonale połączona z trzonkiem i włosiem pędzla. W komplecie Best of Sigma brush set znajdują się modele:

  • E21, smudge - maleńki, bardzo precyzyjny pędzelek przeznaczony do rozświetlania wewnętrznego kącika. Dobrze sprawdza się też do rozcierania kredek, smużenia na linii dolnej lub rozcierania kreski na górnej powiece. Jego mały rozmiar, krótkie i sztywne włosie sprawia, że jest doskonały do precyzyjnej pracy.
  • E34, Domed Utility - szeroki pędzelek tylu pencil brush, który pierwotnie służy do aplikacji cieni. Ja bardzo go lubię do rozcierania produktów na dolnej powiece, aplikacji cienia rozświetlającego w kącik wewnętrzny. Jest dość sztywny, ale nie drapiący przez co bez obaw sięgam po niego przy precyzyjnym rozcieraniu.
  • E57, Firm Shader - szeroki, płaski języczkowy pędzelek, o stosunkowo krótkim włosiu. Bardzo miękki i dzięki swoim niewielkim rozmiarom, bardzo wygodny. Lubię nim aplikować kolory, rozcierać dolną powiekę i nakładać cienie na mokro. Bardzo lubię tego typu pędzle, a ten sprawdza się nie tylko do górnej, ale i dolnej powieki.
  • E38, Diffused Crease - jeden z lepszych pędzli do blendowania jakie posiadam, chętnie sprawiłabym sobie jeszcze co najmniej trzy sztuki tego modelu. Doskonale blenduje i rozciera cienie, jest miękki, ale odpowiednio sztywny. Jest delikatnie rozczapierzony do góry, dzięki czemu pozwala na uzyskanie chmurki koloru i bardzo płynnego roztarcia.
  • F64, Soft Blend Concealer - docelowo przeznaczonych chyba do blendowania korektora, ale w moim przypadku idealnie nadaje się do nakładania rozświetlacza na szczyty kości policzkowych i pudrowania okolicy pod oczami. Jest dość sporych rozmiarów, ale nadaje się również do przypudrowania całej górnej powieki za jednym zamachem.
  • P88, Precision Flat Angled - pędzel z serii precision, czyli przeznaczony do dokładnej aplikacji produktów. Jego kształt sugeruje, że jest przeznaczony do korektora pod oczami i w tej roli moim zdaniem sprawdza się najlepiej. Dzięki precyzyjnej końcówce świetnie wpasowuje się również w trudne okolice nosa.
  • F80, Flat Kabuki - jeden z moich ulubionych pędzli do aplikacji podkładu jaki posiadam. Doskonale blenduje podkład, nie smuży ani nie zostawia śladów na skórze. Miękki, ale jednocześnie sztywny i bardzo wygodny. Nie wchłania zbyt dużej ilości podkładu, dzięki temu jego domycie nie stanowi większego problemu.
W tym zestawie brakuje mi jedynie chyba najsłynniejszego pędzla do oczu E40, który wielokrotnie zachwalała Jaclyn Hill. Mam jednak nadzieję, że będę miała okazję go jeszcze sprawdzić, bo model E38 bardzo mi się podoba. Czuję, że numerem 40 też świetnie by się u mnie sprawdził. Całą resztę używam regularnie i żałuję, że nie mam ich w kilku egzemplarzach.

pedzle-sigma

pedzle-sigma

Czy warto kupić pędzle Sigma?

Odpowiedź jest krótka i moim zdaniem oczywista: tak. Są to pędzle wysokiej jakości, wykonane z najlepszych materiałów, wegańskie, syntetyczne i bardzo wygodne. Włosie jest miękkie i sprężyste, a cienie rozprowadza się nimi z wielką przyjemnością. Czarno srebrna grafika pędzli jest przyjemna dla oka, a materiał z jakiego są wykonane jest odporny na uszkodzenia. Moje pierwsze pędzle Sigma mają 2-3 lata i wciąż wyglądają nieskazitelnie. Oczywiście to, po jakie modele sięgniemy jest kwestią indywidualną, ale uważam, że z tego zestawu powinny być zadowolone przede wszystkim osoby początkujące. Na szczęście jest możliwość wybrania innych zestawów lub pojedynczych modeli.

pedzle-sigma

Jestem przekonana, że na przestrzeni lat w mojej kolekcji pojawi się więcej pędzli Sigma. Jestem bardzo zadowolona zarówno z tego zestawu, jak i z pozostałych sztuk, które posiadam. Jeżeli macie taką możliwość, nie wahajcie się - bo poza pędzlami Zoeva, to są najlepsze pędzle jakie miałam okazję używać.

Wszystkie pędzle marki znajdziecie tutaj: www.sigmabeauty.com

Jakie są Wasze ulubione pędzle bez których nie wyobrażacie sobie makijażu?

Czytaj dalej ›

Ulubieńcy kosmetyczni | Zoeva, Kiehl's, blend it!, ABH

ulubiency-kosmetyczni

Ulubieńcy kosmetyczni, to zazwyczaj kosmetyki, które od pierwszego wejrzenia zrobiły na mnie dobre wrażenie i później nie sprawiły mi rozczarowania. Skupiam się też na tym, żeby sięgać po nowości, aby podzielić się z Wami moją opinią na ich temat. Dzisiaj wśród ulubieńców znalazło się sporo nowych kosmetyków, ale przypomniałam sobie o produkcie do brwi, który swego czasu uwielbiałam. Dziś pokażę Wam z bliska świetną paletę do oczu w przystępnej cenie, genialne gąbki do makijażu, stick rozświetlający i nawet coś z pielęgnacji. Jeżeli macie ochotę z bliska poznać ulubieńców grudnia, zapraszam Was na post.

ulubiency-kosmetyczni

ulubiency-kosmetyczni

Ulubione kosmetyki pielęgnacyjne w grudniu

Kiehl's Midnight Recovery eye - po wizycie w salonie marki w Poznaniu byłam pełna entuzjazmu jeżeli chodzi o kosmetyki, które zostały mi dobrane podczas konsultacji. Ten krem pod oczy, podobnie jak serum, były strzałem w dziesiątkę. Stosuję go codziennie rano i wieczorem, przez co moja skóra pod oczami jest doskonale nawilżona, elastyczna i miękka. Rano delikatnie orzeźwia i odświeża spojrzenie. Wieczorami koi i uspokaja skórę dając przyjemne uczucie ulgi. Dobrze spisuje się pod makijażem, dlatego bez obaw sięgam po niego codziennie.

Realash, Eyelash Enhancer  - ostatnio bardzo wiele z Was pytało mnie o rzęsy. To właśnie dzięki tej odżywce są takie długie, gęste i grube. Jestem zachwycona działaniem tej odżywki i choć efekty zaczęłam dostrzegać dopiero po dwóch miesiącach, warto było czekać! Odżywka nie zawiera bimatoprostu, nie podrażnia, nie wywołuje uczuleń i podczas jej stosowania, nie zauważyłam żadnych efektów ubocznych. Jeżeli szukacie odżywki, która nie tylko wydłuży i zagęści rzęsy, ale sprawi, że będą grubsze i mocniejsze - gorąco polecam odżywkę Realash firmy Orphica.

Suplement diety Vitapil - ponieważ na przestrzeni jesieni i zimy, moje włosy zaczęły nadmiernie wypadać, musiałam sobie czymś pomóc, bo nie na żarty się przestraszyłam. Marka Vitapil posiada w swoim asortymencie produkty, które zapobiegają wypadaniu włosów i to właśnie na nie się zdecydowałam. Tabletki biorę już prawie dwa miesiące w tej chwili i znacznie poprawiła się sytuacja z moimi włosami. Efekt całej kuracji zamieściłam w poprzednim poście. Już w grudniu zauważyłam rezultaty stosowania suplementu i do dziś jestem z niego bardzo zadowolona. Mogę polecić z ręką na sercu.

ulubiency-kosmetyczni

ulubiency-kosmetyczni

Ulubione kosmetyki do makijażu

Makeup Revolution, Fortune Favours The Brave - to nie jest najlepsza paleta na świecie, jakość tych cieni też pozostawia wiele do życzenia. Jednakże uważam, że jak za 49,90zł, warto ją mieć. Dobór kolorów jest fantastyczny, pigmentacja oraz trwałość też niczego sobie. Spokojnie można wykonać nią zarówno makijaż dzienny, lekki, rozświetlający, ale i mocne, ciemne oko na wieczór. Ostrzegam jednak - cienie mocno się osypują i pylą podczas aplikacji. Mnie urzekł w tej palecie dobór kolorów i fakt, że na powiece wyglądają przepięknie. Jeżeli szukacie palety, na której chcecie nauczyć się malować, radzę sięgnąć po propozycję Makeup Revolution, nie bez powodu znalazła się wśród ulubieńców kosmetycznych. 

Zoeva Pure Velours lips, All is Calm - najnowsze pomadki Zoevy już Wam pokazywałam i to właśnie jeden z nich całkowicie mnie w sobie rozkochała. All is Calm to kolor wręcz stworzony dla mnie, niezbyt ciemny, ale nie jest to też klasyczny nudziak. To bardo brudna wersja średniego różu zmieszanego z chłodnym brązem. W moim przypadku doskonale sprawdza się do każdego makijażu. Zarówno na większe wyjścia, jak i do lekkiego oka.

Anastasia Beverly Hills, Dipbrow pomade, dark brown - produkt, do którego wróciłam po dłuższej przerwie. Testowałam sporo kosmetyków do makijażu brwi, więc ulubiona pomada poszła w odstawkę. Wciąż przyjemnie się nią maluje i choć w tej chwili wymaga kilku kropel duraline przed aplikacją, na brwiach wygląda nietuzinkowo, a makijaż trzyma się na miejscu przez wiele godzin. Jeżeli chcecie zobaczyć możliwości jakie daje pomada z ABH i dlaczego zasłużyła na swoje miejsce w ulubieńcach kosmetycznych, tutaj znajdziecie post z recenzją.

ulubiency-kosmetyczni

Ostatnie trzy produkty wymagają ode mnie kilku słów wstępu. Uważam, że każda z Was i mam tutaj na myśli dosłownie KAŻDĄ z Was, powinna poznać je z bliska. Od kiedy te kosmetyki pojawiły się w mojej kosmetyczce, zastanawiam się jak mogłam bez nich funkcjonować. Zrewolucjonizowały mój makijaż i bez wątpienia mogę je nazwać odkryciami 2016 roku!

Golden Rose, Highlihter stik - kolor bright pink przepięknie odbija światło i podbija nałożony na niego rozświetlacz. Bardzo jasny, bardzo chłodny, ale pozbawiony drobinek czy brokatu. Stick bardzo gładko sunie po skórze, można go aplikować na mokry podkład, ale i na suchym nie pozostawia żadnych plam. Uwielbiam go do stosowania również jako baza pod połyskujący cień. Jest niezastąpiony, bo jeżeli zależy mi na ekstremalnym błysku, zawsze się sprawdza!

Glamshadows - to, że je uwielbiam już wiecie. Zachwycałam się nimi przy poście czy warto je kupić? i wciąż uważam, że są świetne. Jednak w grudniu sięgałam wręcz obsesyjnie po trzy kolory: Marsala, Różowe Złoto i Szare bordo. Tak naprawdę nimi trzema mogłabym wykonać lekki dzienny makijaż, co zresztą często robiłam. Marsala to fantastyczny cień, idealny w załamanie, ale też na całą powiekę, a Szare Bordo to perfekcyjny cień transferowy. Jestem pewna, że Różowe Złoto zgarnie wierne grono wielbicielek, bo to jeden z piękniejszych cieni jakie widziałam. Cienie w akcji mogłyście zobaczyć w propozycji na makijaż sylwestrowy.

Gąbeczki blend it - nie wiem dlaczego nie skusiłam się na te gąbeczki wcześniej, bo są fantastyczne. Chyba najbardziej zbliżone strukturą, jakością wykonania i efektem na skórze do oryginalnego Beauty Blendera. Co więcej, nie pękają podczas mycia tak łatwo jak BB, a maltretowałam je konkretnie żeby sprawdzić ich wytrzymałość. Niebawem pokażę Wam je z bliska na blogu bo zdecydowanie warto je poznać z bliska. Jakbyście chciały je gdzieś kupić, to dostępne są na mintishop.pl

ulubiency-kosmetyczni

Muszę przyznać, że grudzień sprzyjał poznawaniu nowych kosmetyków i cieszę się, że znalazłam kilku ulubieńców. Jestem ciekawa czy wśród tych produktów znajduje się coś, co Was również oczarowało?

Koniecznie napiszcie mi o swoich ostatnich ulubieńcach!

Czytaj dalej ›

Produkty Vitapil – jak przebiegała moja kuracja?

wypadanie-wlosow

Niedawno minął miesiąc od kiedy zaczęłam kurację z produktami Nutropharma z serii Vitapil. Nadeszła pora na przedstawienie efektów miesięcznej kuracji. Jako włosomaniaczka miałam wysokie wymagania wobec produktów marki i sumiennie przyłożyłam się do ich stosowania. Bardzo polubiłam lotion do skóry głowy, a regularne spożywanie suplementu zauważalnie zmniejszyło nadmierne wypadanie włosów. Jesienno-zimowe przesilenie pokonałam raz dwa i to właśnie dzięki preparatom Vitapil. Dziś opowiem Wam o samej kuracji i efektach stosowania.

➥ Początek kuracji Vitapil

wypadanie-wlosow

Jak przebiegała moja kuracja z produktami Vitapil?

Jeżeli zależy Wam na zdrowych lśniących włosach, zmniejszeniu wypadania i wzmocnieniu włosów, musicie zainteresować się odpowiednią suplementacją. Szczególnie jest to wskazane w okresie jesienno-zimowym. Uzupełnienie stosowania suplementów o wcierki do włosów, zdecydowanie zwiększy szanse na osiągnięcie zamierzonych rezultatów. Bardzo się ciesze, że trafiłam na produkty tej marki, bo zachęcona pozytywnymi opiniami nie mogłam się doczekać efektów.

Kuracja składała się z dwóch elementów: regularnego zażywania tabletek oraz wcierania lotionu minimum trzy razy w tygodniu. Bardzo podobało mi się dawkowanie tabletek na włosy, wystarczyło brać jedną sztukę raz dziennie, zaraz po posiłku. Z moją regularnością bywa różnie, ale w tym przypadku bez problemu pamiętałam o ich zażywaniu. W pudełku znajduje się 60 tabletek, więc cała kuracja powinna trwać około dwa miesiące. Lotion można stosować codziennie (co robiłam przez pierwsze dwa tygodnie) lub minimum 3 razy w tygodniu. Niestety lotion nie dotrwał do końca miesiąca, bo parę dni temu wcierałam go po raz ostatni. Ja jednak wcierek nigdy nie oszczędzam i stosuję je dość obficie. W moim przypadku przydałaby się jeszcze jedna buteleczka tego specyfiku do wykończenia całej kuracji.

tabletki-vitapil-na-wypadanie-wlosow

PROFESJONALNY LOTION

Niesamowicie podobał mi się zapach tego produktu. Delikatnie słodki, ale jednak świeży, bardzo kobiecy, przywodzący na myśl drogie perfumy. Nie pogardziłabym takim zapachem na mojej toaletce! Aplikator jest przemyślany i bardzo praktyczny, a sam produkt wydobywa się z niego w odpowiedniej ilości. Ogromną zaletą lotionu jest fakt, że nałożony na mokre włosy (czyli tak jak zaleca producent), nie obciąża ich, unosi u nasady i daje uczucie odświeżenia. Nie przyspiesza przetłuszczania się, co w moim przypadku zdecydowanie działało na plus. Oparty na alkoholu lotion, bogaty jest w składniki aktywne takie jak: keratyna, proteiny, biotyna, ekstrakt z bambusa i inne komponenty, które pozytywnie wpływają na stan włosów. Nie podrażniał, nie wywoływał swędzenia, pieczenia. Po wykończonej butelce, jak i w trakcie nie zauważyłam żadnych efektów ubocznych stosowania preparatu. Sam płyn starczył mi na niecały miesiąc prawie codziennego stosowania. Oglądając ostatnio skórę głowy zauważyłam pojawienie się maleńkich baby hair, ale nie odnotowałam znacznego przyspieszenia porostu włosów.

TABLETKI NA WŁOSY

Patrząc na skład tabletek Vitapil myślę, że niejedna włosomaniaczka byłaby zadowolona. Drożdże piwne, bambus, żelazo, kwas pantotenowy, biotyna, witamina B12, to tylko część składników, które wpływają na wzmocnienie włosów. Początkowo byłam przerażona rozmiarem tabletek, ale nie obawiajcie się - połyka się je bez problemu. Nie posiadają żadnego smaku i zapachu, czym byłam zachwycona, bo często ziołowe zapachy takich suplementów mnie odpychały. Podobnie jak w przypadku lotionu, tutaj również nie odczułam żadnych skutków ubocznych. Odnotowałam natomiast znaczne zmniejszenie wypadania włosów! Tak jak pisałam Wam w poprzednim wpisie, jesień dała moim włosom w kość, a ta kuracja pomogła mi opanować wypadanie. Podczas czesania wyciągam ze szczotki niewielką ilość włosów, nie wypadają też w trakcie przeczesywania palcami lub podczas codziennych zajęć. Jestem zachwycona, ponieważ bałam w pewnym momencie przerażona ilością wypadających włosów i pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że efekty są widoczne tak szybko. Minęło niewiele ponad miesiąc od kiedy zaczęłam kurację, a włosy prawie całkowicie przestały wypadać! Co więcej, mam wrażenie, że włosy zyskały na połysku i nie łamią się tak mocno, nawet na końcach.

tabletki-vitapil-na-wypadanie-wlosow


wypadanie-wlosow

piekne-wlosy

Nie zauważyłam niestety znacznego przyrostu włosów, bo aktualnie ich długość to 60,5cm. Odnotowałam więc wzrost 1,5cm w ciągu miesiąca, przybyło mi 0,5cm więcej niż standardowo - zawsze to jakiś plus. Mam jednak wrażenie, że ostateczny efekt uzyskam po wykończeniu suplementu. Na pewno zamieszczę update kiedy wykończę opakowanie tabletek, skuszę się chyba też na drugą buteleczkę lotionu. Cieszę się, że poza zmniejszeniem wypadania, odnotowałam znaczny wysyp baby hair. Jeżeli coś pozytywnie wpływa na zagęszczenie mojej fryzury, będę sięgać po to zdecydowanie częściej! W przypadku kuracji Vitapil większa ilość maleńkich włosów jest zauważalna gołym okiem i znów mam niesforne kosmetyki przy samej skórze głowy.

Z całej kuracji jestem naprawdę zadowolona. Bardzo się cieszę, że włosy mi już tak nie lecą jak miesiąc temu, podoba mi się też ich połysk oraz fakt, że są bardziej odporne. Zauważyłam, że mniej się plączą, szczególnie przy ściąganiu i zakładaniu szalika (tak, wciąż nie wiążę włosów kiedy wychodzę...). Jeżeli macie możliwość sięgnąć po suplement i wcierkę do włosów Vitapil, z czystym sercem mogę Wam ją polecić. Doskonale sprawdziła się u mnie w tym trudnym dla włosów okresie i myślę, że w przyszłym sezonie też sięgnę po te produkty.

Jakie są Wasze sposoby na nadmierne wypadanie włosów?

Czytaj dalej ›

52 książki, które chcę przeczytać w 2017 roku

52-ksiazki-w-52-tygodnie

Kolejny rok, to doskonała okazja na następne wyzwanie czytelnicze! Podobnie jak przez ostatnie dwa lata, tak i teraz postawię sobie cel przeczytania 52 książek w ciągu 52 tygodni. Nie będę się jednak ograniczać, bo przez ostatnie dwa lata udawało mi się przeczytać ok. 60 książek rocznie. Może w 2017 dobiję w końcu do setki? Zobaczymy! W każdym razie, postanowiłam pokazać Wam dzisiaj (jeszcze nie pełną) listę 52 książek, a właściwie 59, które chciałabym przeczytać w 2017 roku. Muszę przyznać, że jestem ostatnio rozdarta jeżeli chodzi o kwestię książek, ponieważ ciężko mi się zdecydować na co mam w danej chwili ochotę. Pod koniec 2016 roku trafiłam na kilka kiepskich pozycji i może dlatego cały czas szukam czegoś wystrzałowego.

52-ksiazki-w-52-tygodnie

Zawsze przy okazji tworzenia takiej listy, daję sobie kilka pustych miejsc na uzupełnienie w trakcie roku. Nowości czytelniczek, kolejne części lub po prostu pozycje, które ktoś mi poleci, a ja chciałabym sprawdzić. W tym roku stawiam na różnorodność i nadrabianie zaległości w seriach, które od dawna chciałam przeczytać. To co? Jeżeli macie ochotę poznać 52 książki, które chciałabym przeczytać w 2017 roku, to lista znajduje się poniżej:

1. Szklany tron, Sarah J. Maas
2. Korona w mroku, Sarah J. Maas
3. Dziedzictwo ognia, Sarah J. Maas
4. Królowa cieni, Sarah J. Maas
5. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet (I), Stieg Larsson
6. Dziewczyna, która igrała z ogniem (II), Stieg Larsson 
7. Zamek z piasku (III), Stieg Larsson, Zamek z piasku (III)
8. Miasto kości (I), Cassandra Clare
9. Miasto popiołów (II)Cassandra Clare
10. Miasto szkła (III)
Cassandra Clare
11. Miasto upadłych aniołów (IV)
Cassandra Clare
12. Miasto zagubionych dusz (V)
Cassandra Clare
13. Miasto niebiańskiego ognia (VI)
Cassandra Clare
14. Wołanie kukułki, Robert Galbraith
15. Jedwabnik, Robert Galbraith
16. Żniwa zła, Robert Galbraith
17. Muza, Jessie Burton
18. Coco Chanel. Życie intymne, L. Chaney
19. November 9, Colleen Hoover
20. Światło między oceanami, M. L. Stedman
21. Nauczycielka, Judith W. Taschler
22. Czy miałeś kiedyś rodzinę?, Bill Clegg
23. Zanim zasnę, S. J. Watson
24. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, J.K. Rowling
25. Życie i śmierć, S. Meyer
26. Ponad wszystko, Nicola Yoon
27. 100 lat samotności, GG. Márquez
28. Smażone zielone pomidory, F. Flagg
29. Między nami, C. Cleave
30. Najgorszy człowiek na świecie, Małgorzata Halber
31. Najlepsze chwile w życiu, M. Haran
32. Wybrańcy, S. Se-Sandberg
33. Wstrzymaj oddech, Holly Seddon
34. Cudowna dziewczynka, Andrew Roe
35. Dziesiąty krąg, Jodi Picoult
36. Surogatka. Jak moja mama urodziła mi syna, Sara Connell
37. Dom Sióstr, Charlotte Link
38. Przyjaciele zwierząt, A. Marklund
39. Cinder, Marissa Meyer
40. Scarlet, Marissa Meyer
41. Cress, Marissa Meyer
42. Winter, Marissa Meyer
43. 
44. 
45. 
46. 
47. 
48. 
49. 
50.
51. 
52. 

Na liście mam też kilka książek branżowych, związanych z marketingiem, blogowaniem i nie tylko:
1. Jak zarabiać na blogu i pozostać sobą, Ruth Soukup
2. Marketing internetowy, praca zbiorowa, Ł. Kępiński, M. Kordowski, D Sałkowski, K. Sztubecki
3. Content marketing po polsku, B. Stawarz
4. E-marketing, J. Królewski, P. Sala
5. Zapytaj Garyego, Gary Vaynerchuk
6. Wojownik SEO. Sztuka osiągania najwyższych pozycji w wyszukiwarkach, John I. Jerkovic
7. Storytelling, narracja w reklamie i biznesie, praca zbiorowa, K. Fog


52-ksiazki-w-52-tygodnie

To jednak nie wszystko na dzisiaj. Chciałabym Was prosić, abyście zostawiły w komentarzu tytuł książki, które wzbudziła w Was jakieś emocje, którą zapamiętałyście od pierwszej strony. Książkę, którą polecacie każdemu bo tak bardzo Was poruszyła. Tematyka tak naprawdę nie ma znaczenia, chętnie poznam Wasze propozycje, bo mnie brakuje już chyba pomysłów. Czekam na Wasze propozycje żebym mogła uzupełnić listę na ten rok.

Wy też w tym roku podejmujecie się jakiegoś wyzwania czytelniczego?


PS. Pamiętajcie żeby zgłosić się w konkursie, do wygrania najnowsza paleta Too Faced! Szczegóły tutaj.

Czytaj dalej ›

Korektor Maybelline Fit Me | najlepszy korektor drogeryjny

korektor-maybelline-fit-me

Nie ma chyba czegoś takiego, jak korektor idealny, a poszukiwania takiego mogą trwać wiecznie. Korektor Maybelline Fit Me, to jeden z tych produktów, przy których warto zatrzymać się na dłużej. Jego właściwości, trwałość, komfort noszenia oraz stosunkowo niska cena sprawiają, że jest najlepszym produktem tego typu z półki drogeryjnej. Trafiłam na niego wiele miesięcy temu i już kilkukrotnie pojawił się w ulubieńcach. Ostatnio coraz więcej produktów marki Maybelline pozytywnie mnie zaskakuje, a ten korektor to już drugi tego typu produkt marki, który pokochałam. Instant anti-age the eracer wciąż jest jednym z moich ulubionych. Dziś jednak zajmiemy się produktem z serii Fit me.

korektor-maybelline-fit-me

korektor-maybelline-fit-me

Maybelline Fit me, 10 light

Od kiedy sięgnęłam po ten korektor, nie muszę się martwić zasinieniami czy zaczerwienioną okolicą oczu. Dlaczego? Ponieważ Maybelline Fit Me, to produkty, który Ma doskonałe krycie i lekką konsystencję. Odcień 10, czyli light ma delikatnie pomarańczowe podtony, w związku z czym doskonale neutralizuje szare, fioletowe cienie pod oczami. Na poniższym zdjęciu porównałam ten odcień do trzech innych korektorów. Na porównaniu wyraźnie widać, że jest cieplejszy i nieco ciemniejszy niż pozostałe. Nie wpływa to jednak na fakt, że kolor delikatnie rozjaśnia tę okolicę, ale nie uzyskamy nim mocno rozjaśniającego efektu. Osobiście preferuję zakrycie cieni, niż rozjaśnienie w związku z czym, ten produkt sprawdza się w moim przypadku idealnie. Ten kolor nie sprawdzi się dla bardzo jasnych karnacji, ale przy normalnej słowiańskiej urodzie powinien zadziałać.

Standardowy aplikator zakończony gąbeczką jest wygodnym, choć średnio higienicznym sposobem aplikacji. Jednakże nabiera odpowiednią ilość produktu, która wystarcza do wyrównania koloru pod jednym i drugim okiem. Nie zbiera się w załamaniach jeżeli dobrze go przypudrujemy, nie ciemnieje i wygląda pod oczami dobrze przez wiele godzin, nie waży się ani nie migruje. Korektor Fit Me współpracuje z każdym pudrem, jaki stosowałam. Zarówno z tymi w formie sypkiej, prasowanej, a sprawdzają się przy nim również pudry rozświetlające lub po prostu transparentne. Bezproblemowo łączy się ze wszystkimi podkładami, zarówno z wyższej jak i niższej półki.

korektor-maybelline-fit-me

korektor-maybelline-fit-me

Na zdjęciu wyraźnie widać,  że cienie są zakryte, przestrzeń naturalnie rozświetlona, a efekt bardzo naturalny. Lubię o za wiele rzeczy, ale ten naturalny i nieprzerysowany efekt sprawia, że sięgam po niego najczęściej. Nie będę ukrywać, że osobiście stawiam go na równi z moim ukochanym korektorem MAC Mineralize Concealer. Oba mają doskonałe krycie i lekką konsystencję, aczkolwiek cena przemawia na korzyść korektora Maybelline Fit Me. Z tego co wiem, dostępne są cztery kolory, a najjaśniejszy to nr 15 fair. Jak tylko będę miała okazję, na pewno po niego sięgnę i prawdopodobnie przygotuję porównanie tych dwóch odcieni na blogu.

Dla kogo ten korektor się nie sprawdzi?

Przy bardzo suchej skórze, na przesuszonej strefie pod oczami nie będzie wyglądał estetycznie. Ponadto, powinny go unikać osoby o bardzo jasnej, wręcz alabastrowej cerze. Kwestia dotyczy oczywiście koloru 10 Light, z innymi nie miałam styczności. Jeżeli lubicie mocno rozjaśniony trójkąt fotograficzny, musicie raczej zdecydować się na jaśniejszy odcień, ten lepiej działa w kwestii neutralizowania przebarwień niż rozświetlenia.

korektor-maybelline-fit-me

Gamę produktów z serii Fit Me, można było dostać w Polsce jakiś czas temu jako kolekcję limitowaną. Aczkolwiek cała seria jest na stałe dostępna stacjonarnie w Niemczech i w innych zagranicznych drogeriach. Korektor Fit Me kosztuje od 20 do 30 złotych i dostępny jest również online np. w drogerii iperfumy. Jeżeli tylko będzie miały okazję sięgnąć po ten korektor Maybelline, serdecznie go Wam polecam.

Czy wśród korektorów drogeryjnych jest jakiś korektor, który polecacie sprawdzić?

Czytaj dalej ›

Semilac Stylish brown | manicure na karnawał

semilac-stylish-brown

Lakier hybrydowy Semilac Stylish brown, urzekł mnie od pierwszego wejrzenia. To taki nieoczywisty, wiśniowy brąz o chłodnej tonacji podbitej fioletem. Bardzo elegancki, kobiecy i gustowny. Wyczuwam tutaj też lekko przydymione, śliwkowe nuty. Stylish brown, to absolutnie przepiękny kameleon. Takie kolory doskonale sprawdzają się na większe wyjścia. Ponieważ mamy karnawał, postanowiłam nieco zaszaleć ze zdobieniem. Sięgnęłam po kuszący Stylish Brown, niezawodny kolor Frappe i przepięknie połyskujący Pink Gold. Wszystkie trzy skomponowałam w proste ale efektowne wzory, które moim zdaniem sprawdzą na karnawałową imprezę.
➥ Jak używać Semiflash metallic?
➥ Przegląd lakierów nude od Semilac
➥ Sweterkowy manicure krok po kroku

semilac-stylish-brown

semilac-075

Semilac Stylish brown w manicure karnawałowym

Im dłużej patrzę na ten kolor, tym trudniej mi go opisać. Niesamowite jest to, jak zmienia się w zależności od światła. Z jednej strony to przygaszona, brudna śliwka, która ma w sobie domieszkę brązu. W słabszym oświetleniu wybijają się z tego koloru wiśniowe nuty, zmieszane z intensywnym brązem. Fantastyczny kameleon, który pasuje do większości karnacji. Pełne krycie osiąga przy dwóch cienkich warstwach, nie smuży, a pomimo tego, że kolor jest ciemny, bardzo łatwo się go rozprowadza. Jeżeli Stylish Brown od Semilac jeszcze nie trafił do Waszego zbioru. Koniecznie musicie to nadrobić, jest wart poznania. 

Nigdy wcześniej nie miałam paznokci w takim stylu jak teraz. Nie zdarzało mi się tworzyć manicure, w którym na prawie każdym paznokci były inny wzór. Postanowiłam zaszaleć ze względu na karnawał. Postawiłam jednak na dość stonowane, klasyczne kolory, aby efekt nie był zbyt przejaskrawiony. Mój absolutny ulubieniec lakier Frappe, cudownie wygląda w połączeniu z Pink Gold i to zestawienie na pewno jeszcze kiedyś wykorzystam. Ombre z użyciem Stylish Brown i mojego ulubionego nudziaka, również wygląda bardzo ciekawie, a nie wiedziałam co z tego właściwie wyjdzie.

Do wykonania tych kilku zdobień, potrzebowałam sondy do wykonania kropek, małego precyzyjnego pędzelka do wyostrzenia krawędzi i gąbki do zrobienia ombre. Zdobienie jest wbrew pozorom bardzo proste, ale efektowne. Wiele połączonych ze sobą elementów, które w moim przypadku wcale nie wyszły idealnie, stanowią fajny, karnawałowy manicure. 

semilac-stylish-brown

semilac-stylish-brown

Zazwyczaj w zdobieniach stawiam na minimalizm. Lubię łączyć dwa kolory lub coś z połyskiem, ale zazwyczaj nie szaleję z kilkoma wzorkami. Tym razem jednak efekt bardzo mi się podoba i czuję, że długo ze mną zostanie. Poza tym... Mamy karnawał! Nie ma co stawiać na minimalizm, prawda?

Dziewczyny! Nie wiem czy wiecie, ale niedawno pojawiła się nowa kolekcja Semilac DanceFlow, w której znajdują się same karnawałowe błyskotki! Trzy kolory pokazywałam Wam na Instagramie i są naprawdę piękne. Wszystkie kolory i całą nową kolekcję znajdziecie na www.semilac.pl

Jak Wam się podoba moja propozycja manicure karnawałowego z użyciem Semilac Stylish Brown w roli głównej?

Czytaj dalej ›

Makijaże krok po kroku