aGwerblog to blog kosmetyczny z elementami lifestylu, porad i makijażu.

Czy warto kupić Silisponge? | silikonowa gąbka Molly Cosmetics

silikonowa-gabka-do-makijazu

O Silisponge jest głośno już od kilku miesięcy. Rozsławiona na największych kanałach beauty na YouTube wzbudza bardzo skrajne emocje. To dość specyficzny produkt do aplikacji podkładu, który zaskakuje nie tylko kształtem ale i strukturą. Cały boom na tego typu aplikatory zapoczątkowała Nikkie Tutorials, która nałożyła podkład... silikonowym biustonoszem. Od tego czasu świat beauty wariuje, a marki prześcigają się w tworzeniu swoich odpowiedników. Moją Silisponge marki Molly Cosmetics, testuję od stycznia, starałam się używać jej z wieloma podkładami aby móc rzetelnie Wam o niej opowiedzieć. Jeżeli jesteście ciekawe czy warto kupić Silisponge, zajrzyjcie do dzisiejszego tekstu.

silikonowa-gabka-do-makijazu

Co to jest silisponge?

Silisponge, to po prostu silikonowa gąbka do makijaż. Służy ona do aplikacji podkładu oraz korektora bezpośrednio na twarz. Mój model Silisponge (50zł.szt.) to oryginalna wersja wyprodukowana przez firmę Molly Cosmetics, dostępna w drogerii internetowej VisageShop. Jest wykonana całkowicie z silikonu i ma kształt podłużnego owalu. Jest bardzo miękka, sprężysta, przyjemna w dotyku i ma gładką strukturę. Jest stosunkowo płaska, co może być pozytywną jak i negatywną cechą tego produktu.

Ogromną zaletą Silisponge jest fakt, że kompletnie nie pochłania podkładu. Faktycznie wystarczy połowa dotychczasowej ilości produktu, aby wykonać pełny makijaż, co zdecydowanie przemawia na jej korzyść. Jest bardzo odporna na uszkodzenia, rozciąganie, wbijanie paznokci - sprawdzałam to bardzo dokładnie. W dłoni leży dobrze, ale schody zaczynają się w trakcie użytkowania.

Jak używać Silisponge?

Próbowałam kilku sposobów aplikacji podkładu i tylko jeden się sprawdził. Mianowicie rozsmarowanie podkładu przesuwając Silisponge po twarzy i jego późniejsze wklepanie. W ten sposób efekt na skórze jest najbardziej naturalny. Samo rozprowadzenie podkładu i jego późniejsze wklepanie trwa dłużej niż w przypadku chociażby ➥ Beauty Blendera. To zdecydowanie wada, która dla mnie dyskwalifikuje ten produkt. Niezależnie od podkładu, wygląda on na twarzy jak druga skóra i to kolejna zaleta, którą można przypisać temu gadżetowi. Silisponge jest elastyczna przez co dostosowuje się do kształtu twarzy, ale te kawałeczki materiału na granicach są niestety nieprzyjemne. Gąbka jest niewielkich rozmiarów i przy dłuższych paznokciach niewygodnie się ją trzyma, bo paznokcie wbijają się w skórę. Przy innym ułożeniu palców (zdjęcie poniżej ) rozcieranie i wklepywanie trwa jeszcze dłużej, bo wykorzystujemy mniejszą powierzchnię gąbki.

Aplikacja podkładu silikonową gąbką jest bardzo ekonomiczna. Po zakończeniu makijażu twarzy pozostaje na niej delikatna, bardzo cienka warstwa produktu, którą bez problemu można zetrzeć płatkiem kosmetycznym lub po prostu wodą. Potem wystarczy gąbkę zdezynfekować i można malować dalej. Nie musimy czekać aż wyschnie, aby ponownie jej użyć. Niestety minusem jest fakt, że choć na policzkach podkład wygląda dobrze, wklepanie go na nos to nie lada wyzwanie. Nie wiem od czego to zależy, ale w tym miejscu zawsze musiałam sobie pomagać palcami, pędzlem lub inną gąbką. Silisponge nie radzi sobie z tym miejscem zbyt dobrze.

silikonowa-gabka-do-makijazu

silikonowa-gabka-silisponge

Czy warto kupić Silisponge?

To ciekawy gadżet godny przetestowania, jeżeli lubicie testować nowinki ze świata beauty. Uważam jednak, że dla przeciętnej użytkowniczki, która nie ma większego pojęcia o makijażu, nie interesuje się tym światem tak bardzo, będzie to po prostu zbędny gadżet. To ciekawa alternatywa, coś nowego, ciekawy zamiennik dla klasycznej gąbki lub pędzla, ale ja jestem po prostu na nie. Uważam, że za tę cenę można znaleźć znacznie lepsze narzędzie do nakładania podkładu, na przykład gąbeczki ➥ Blendit!. Szczególnie, że w przypadku silikonowej gąbki Silisponge i tak będziemy musiały posiłkować się innym narzędziem aby uzyskać idealny efekt na nosie czy w jego okolicach. Jeżeli mnie pytacie o zdanie - śmiało możecie ją sobie odpuścić.

silikonowa-gabka-do-makijazu

Moim zdaniem ten produkty jest po prostu niepraktyczny. Założenie jest ciekawe, ale kształt to nie był strzał w dziesiątkę. Myślę, że wystarczyłoby  nad nim popracować i mogłoby z tego być coś fajnego. Niewygodnie się go trzyma, przy dłuższych paznokciach a krawędzie silisponge są zbyt ostre.  Gdyby była bardziej obła, bez krawędzi, zdecydowanie wygodniej aplikowałby się płynne produktu. Podkład bardzo dobrze się wtapia w skórę i ładnie na niej wygląda. To produkt dla osób, które lubią testować nowości i chcą sprawdzić każdą nowinkę. Ale jeżeli mam być szczera, sugeruję sięgnąć po klasyczną gąbkę do makijażu.

Czym Wy najczęściej aplikujecie podkład?

Czytaj dalej ›

Glamshadows | recenzja, swatche i kolory które warto mieć

cienie-glamshadows

Niejednokrotnie pokazywałam Wam już glamshadows. Od dłuższego zbierałam się aby przygotować zbiorczy post na ten temat, bo wiele z Was o nie pyta. Używam ich już od kilku miesięcy i właściwie sięgam po nie przy każdym makijażu bo wiem, że mogę na nich polegać. Wybór kolorów jest ogromny, a jakość dorównuje cieniom z wyższych półek. Dziś nadeszła pora na recenzję i swatche wszystkich kolorów, które posiadam. Ponadto zrobię dla Was listę kolorów must have i odcieni, które moim zdaniem są godne uwagi. 

cienie-glamshadows

Bardzo podoba mi się fakt, że Hania wprowadziła do sprzedaży cienie o różnym wykończeniu. Daje to jednocześnie bardzo duży wybór i niesamowite możliwości. W ofercie można znaleźć zarówno cienie neutralne, delikatne i do codziennych makijaży, ale i bardzo modne ciepłe kolory. Na szczęście wśród glamshadows możba znaleźć też szalone odcienie dla fanek kolorowych makijaży. Przystępna cena 12zł/szt. (1,8g) zachęca do tego, aby skomponować własną paletę. Możecie kupić dowolną ilość cieni i schować je w palecie magnetycznej, które również są dostępne w Glam Shopie. 

Cienie matowe

W zależności od edycji pigmentacja jest różna, ale bez problemu mogę określić je wszystkie mianem dobrze napigmentowanych. Dobrze rozcierają się na każdej bazie, łatwo się blendują, bez problemu się ze sobą łączą nie tracąc na intensywności koloru. Są stosunkowo kremowe, przyjemnie aplikują się na sucho i mokro. Niestety, podczas nakładania na pędzel nieco się pylą, ale ponownie podkreślę - dzieje się tak w przypadku większości cieni. 

Cienie duochromowe

To te, które kuszą najbardziej i absolutnie mnie to nie dziwi. Wśród cieni glamshadows jest całkiem spora kolekcja duochromów. Najlepszy efekt dają wklepane palcem, na mokrą bazę lub bazę pod brokat. Można też aplikować je za pomocą mokrego cienia. W tej sposób efekt będzie bardziej intensywny. Pigmentacja zależy od koloru, ale tak jak napisałam ich urok ujawnia się przy odpowiedniej aplikacji. Wspomnę, że duochromy z pierwszej kolekcji są zdecydowanie słabsze niż te, które Hania wydaje teraz. 


Cienie foliowe

Bardzo mocno połyskujące, dające momentami efekt mokrej powieki. Są mocno napigmentowane, mięciutkie i niezwykle przyjemne w aplikacji. Bardzo lubię to mocne rozświetlenie, które dają. Doskonale sprawdzają się do wieczorowych i ślubnych makijaży, bo efekt jest po prostu niezwykły. Dla uzyskania delikatniejszego efektu, polecam nałożyć je płaskim pędzelkiem. Natomiast jeżeli interesuje Was mocny pigment i intensywny połysk, wystarczy wklepać je palcem. 


cienie-glamshadows

cienie-glamshadows

Godne zamienniki cieni Makeup Geek?

Właściwie nigdy nie szukałam zamienników uwielbianych przeze mnie cieni Makeup Geek, bo te które miałam całkowicie mnie zadowalały. Okazuje się jednak, że cienie wyprodukowane przez Hanie są bardzo podobnej jakości co wspomniane wcześniej cienie. Większość z nich ma bardzo dobry pigment, nawet jeżeli są to kolory transferowe spokojnie większość z Was powinna być z nich zadowolona. Jeżeli chodzi o odpowiedniki konkretnych kolorów, to znalazłam kilka, a przypuszczam, że byłoby ich więcej. Jeśli będziecie zainteresowane postaram się przygotować takie zestawienie, więc dajcie znać w komentarzach.


Jakie cienie glamshadows warto mieć?

Nie będę dzielić ich na kategorie, po prostu wypiszę Wam wszystkie kolory, które uważam, że warto mieć w swoich zbiorach. Wymienię kolory, które mogą się przydać w dziennym makijażu, ale i wieczorowym: Migotka, Szare Bordo, Słodkie Kakao, Palona Kawa, Sorbet, Tango, Dzika Malina, Różowe Złoto, Kosmiczna Pieczarka, Rabarbar, Plan B, Marsala, Krem z Pomarańczy. Wybrałam tutaj takie bardzo użytkowe kolory, które powinny się sprawdzić nawet o u tych z Was, które nie lubią przesadzać z makijażem oczu. Jeżeli natomiast lubicie szaleństwa, polecam sięgnąć po Niebieski Burgund, Cytrynową Mgiełkę, Dominikane, Mokry Bąbelek i Landrynkę.

cienie-glamshadows

cienie-glamshadows

Aktualnie są to moje ulubione cienie i stawiam je na równi z tymi z Makeup Geek. Minimalnie bardziej się osypują, ale podesłałam Wam już na to patent. Kolory są fantastyczne, wybór ogromny uważam, że każda użytkowniczka powinna być zadowolona. Jeżeli boicie się mocnego pigmentu, polecałabym sięgnąć po te jaśniejsze odcienie. Czy warto je kupić? Zdecydowanie tak!

Jeżeli macie ochotę zobaczyć makijaż, który wykonałam tymi cieniami, zajrzyjcie ➥ tutaj, drugą opcję pokazywałam Wam też na Facebooku ➥ klik.

Koniecznie dajcie znać, który kolor najbardziej Wam się podoba?

Czytaj dalej ›

Niedzielnik | dlaczego kocham bajki, kryzys w blogowaniu i o wielkiej miłości do Harrego Pottera

blog-kosmetyczny

Cześć! Ponieważ mamy niedzielne przedpołudnie, nadeszła pora na kolejną odsłonę #niedzielnika. Bardzo się cieszę, że poprzedni post tak bardzo przypadł Wam do gustu. Dziękuję za wszystkie komentarze i wiadomości, bo pisałyście, że mój pomysł bardzo Wam się podoba i chcecie więcej. Przyznam szczerze, że sama nie mogłam się doczekać kolejnej odsłony niedzielnika. Dzisiaj poznacie mnie od strony dwudziestosiedmiolatki, którą kompletnie się nie czuję! Opowiem Wam trochę o mojej wielkiej miłości do Harrego Pottera, o kryzysie w blogowaniu i moim małym, choć bardzo przyjemnym uzależnieniu. Na końcu znajdziecie też kilka fajnych linków!

blog-kosmetyczny

Ile ja mam lat?

Bardzo często zdarza mi się chwila zawieszenia kiedy ktoś pyta mnie o wiek. I to nie wynika wcale z faktu, że chcę coś ukryć albo zataić. Po prostu kompletnie nie czuję, że mam dwadzieścia siedem lat! Jakbym miała określić mój wiek na jaki się czuję, to powiedziałabym dwadzieścia dwa, max dwadzieścia trzy lata. Przechodzą kryzys ćwierćwiecza, który ciągnie się już kilka lat i nie do końca potrafię odnaleźć się w dorosłym świecie. A może po prostu nie chcę?

Dlaczego bajki są spoko?

Absolutnie nie wstydzę się tego, że mając dwadzieścia siedem lat (jeszcze!) kocham oglądać bajki. To dla mnie idealna odskocznia od codziennych zmartwień i problemów. Uwielbiam piękne estetycznie obrazy, intensywne kolory, oprawę muzyczną i pozytywne przesłania współczesnych animacji. W ciągu ostatnich miesięcy całkowicie zakochałam się w angielskiej wersji Trolli. Klimat tej bajki, niesamowite piosenki i niesamowite kolory sprawiają, że mam ochotę się uśmiechać i ciągle nucić piosenki pod nosem. Druga bajka, która ostatnio wkradła się do mojego serca to Vaiana, Skarb oceanu (a właściwie Moana). Bardzo podoba mi się fakt, że nie jest to kolejna księżniczka poszukująca swojego księcia z bajki, a kobieta walcząca o swoje marzenia. Mocno przypomina mi moją ukochaną Pocahontas, a polska oprawa muzyczna mocno wpada w ucho. Poza tym... kto nie chciałby wiecznie być dzieckiem? Ja na pewno, bo kompletnie nie czuję się na swój wiek.

O miłości do Harrego Pottera

Nie, nie ma tu na myśli postaci czarodzieja i nie, nie kocham się w Danielu Radcliffie. Jestem zakochana w świecie wykreowanym przez J. K. Rowling. Już zresztą pisałam parę lat temu na blogu o ➥ książce mojego dzieciństwa, czyli o całej serii Harrego Pottera. Magia, zagadki, odkrywanie świata czarodziejów, przepiękne obrazy zarówno w książce jak i w filmie. Łatwo się zatracić w tej rzeczywistości. Całą serię przeczytałam jakieś 5-6 razy, jak nie więcej. Nie zliczę też wszystkich razów spędzonych przed telewizorem bądź ekranem komputera ponownie zatracając się w magiczny świat Hogwartu. Saga jest dla mnie wyjątkowa, ponieważ dorastałam z bohaterami, czekałam na premiery książek i filmów, bo własnie w tedy był ten największy boom na Harrego Pottera. Czy są wśród Was fanki tej serii?

blog-kosmetyczny

blog-kosmetyczny

No i na co Ci ten blog?

Trochę sobie pogadałam, więc teraz sobie ponarzekam. Ale tylko odrobinkę, obiecuję! Od czasu do czasu, nachodzą bardzo dziwne myśli. Ostatnio wynikało to z faktu, że szykując jeden z tekstów do cyklu Blogowanie od kuchni szperałam po sieci. Przeglądałam blogi, różne konta na Instagramie czy na Facebooku. Naszła mnie ogromna fala frustracji, że niektóre rzeczy są dla mnie po prostu nieosiągalne. Nie mam znajomości dzięki którym raz dwa dostanę współpracę za kilka tysięcy, nie jestem wybitnie utalentowana i nie prowadzę najlepszego bloga w Polsce. Nie mam warunków na perfekcyjne zdjęcia, nie stać mnie na firmę od SEO i na najdroższe kosmetyki czy najlepszy aparat. Miałam ochotę powiedzieć po prostu STOP lub wziąć kilka dni wolnego od wszystkiego co związane z blogiem. Bo nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli, czasem niektóre działania nie przynoszą takiego efektu jaki bym chciała. Bardzo się staram i może stąd moja frustracja, bo za bardzo chcę? Czasem jest to po prostu frustrujące, a ja mam wrażenie, że mój blog ginie w sieci i nikt o nim nie pamiętam. Co robię źle, że efekty nie są powalające? Wzięłam jednak kilka głębokich wdechów, puściłam sobie "Pół kroku stąd" Natalii Nykiel i z uśmiechem na twarzy wróciłam do pracy. Oznajmiam jednak, że kryzys minął!

Uzależniona od zdjęć

Mówiąc dokładniej, od dodatków do zdjęć. Choć samo fotografowanie też jest uzależniające, ale to bardzo pozytywne uzależnienie! Jak chodzę na zakupy, nawet te spożywcze, to zdarza mi się rozglądać za materiałami, które dobrze wyglądałyby na fotografii. Naprawdę! Bardzo lubię bogate, ale nieprzytłaczające kompozycje, biel, marmur, jasne i czyste zdjęcia. Nie lubię używać ciągle tych samych elementów więc mieszam, kombinuję i oczywiście... kupuję kolejne dodatki! Mówiłam, że to już choroba, a mnie powoli kończy się miejsce na przechowywanie rekwizytów... Deseczki, podkładki, spodeczki, kolorowe kartki, brokat, lampeczki, koszyczki i masa pierdół, które urozmaicają zdjęcia na bloga czy Instagram. Ale ja kocham robić zdjęcia, więc... takie uzależnienie to ja mogę mieć.
➥ Jak przygotować zdjęcia przed publikacją na blogu?

Post udostępniony przez a G w e r b l o g (@agwer_blog)

blog-kosmetyczny

Kilka linków, które warto sprawdzić


Zawsze staram się wygenerować odrobinę czasu na to, aby znaleźć w sieci jakieś interesujące treści. Pozostając w tematyce blogowania, powinnyście przeczytać Jak pisać poczytne posty, 15 przydatnych taktyk. Ostatnio szukając grafik do postów na FB, trafiłam na post u Natalii z blogaJest Rudo (którą notabene też polecam!) o tym, skąd pobierać darmowe grafiki. Jeżeli miałyście problem z tym, czy podczas pisania blogowych tekstów używać słowa brązer czy bronzer, Agata wyjaśnia na swoim blogu, która wersja jest poprawna.

W tematyce Beauty jestem zazwyczaj bardziej na bieżąco. Tym razem jednak podrzucę Wam tylko jeden tekst. Trafiłam ostatnio na bardzo interesujący tekst, który wyjaśnia jak określić porowatość włosów. Każdy rodzaj porowatości jest dokładnie i przystępnie opisany, jeżeli miałyście z tym problem, ten tekst powinien rozwiać Wasze wątpliwości.

O czym byście chciały poczytać w następnym niedzielniku? Napiszcie mi w komentarzu jakie książki odmieniły Wasze życie i czy też macie jakieś przyjemne uzależnienia? 

PS. Pamiętajcie, że ruszył już Share Week u Andrzeja Tucholskiego. Ja na pewno przygotuję swoje typy. A Wy?

Czytaj dalej ›

Sposób na kreskę | makijaż krok po kroku

jak-namalowac-kreske

Mocna kresa to makijaż, który sprawdzi się na każda okazję. Można ją połączyć z lekkimi delikatnymi ustami, ale i z czymś zdecydowanie mocniejszym. Makijaż, który Wam dziś pokazuję czekał już na publikację dobre kilka miesięcy. Ponieważ już jutro sobota, może moja propozycja się Wam spodoba i wykorzystacie ten makijaż na sobotnią imprezę. Nie wiecie jak wykonać kreskę, w którym miejscu powinna się zaczynać i jaki mieć kształt, postaram się podpowiedzieć jak sobie z tym poradzić jednym prostym sposobem.

jak-namalowac-kreske

Jak namalować kreskę?


Sposobów na kreskę jest tyle ile kobiet. Każda z nas ma swój patent, który się sprawdza. Niedługo przygotuję dla Was tekst z kilkoma sposobami na kreskę, jednakże dziś chcę Wam pokazać, jak w łatwy i szybki sposób można ją namalować. Zaznaczam jednak, że tą metodą makijaż będzie typowym makijażem wieczorowym - chyba, że lubicie mocno podkreślone oko na co dzień.


Zacznij od dolnej powieki

W tej metodzie jest to kluczowa kwestia. Chodzi o to, aby czarną, stosunkowo miękką kredką zaznaczyć zewnętrzną część dolnej powieki i rozetrzeć ją w stronę brwi. Wystarczy zrobić to płaskim syntetycznym pędzlem lub pencil brush'em, ewentualnie sprężystym języczkiem.  Przeciągając od wewnętrznej części do zewnętrznej, poza kącik uzyskamy kierunek i kształt, na którym będzie się opierać nasza kreska. Ponieważ ja wyznaję zasadę, że jaskółka powinna wychodzić z dolnej powieki (nie z linii wodnej!) dzięki wcześniej nałożonej kredce, będziemy wiedzieć gdzie znajdzie się początek kreski i w którą stronę ma iść jaskółka. Jeżeli jeszcze nie jest to dla Was zbyt jasne, instrukcję znajdziecie poniżej.

jak-namalowac-kreske

1. Przypudruj przygotowaną wcześniej powiekę, pudrem lub jasnym matowym cieniem w celu wyrównania koloru powieki.
2. Za płaskiego pędzelka o krótkim włosiu, rozetrzyj czarną kredkę w stronę brwi. Ta czynność będzie szkieletem kreski.
3. Tym samym pędzlem przyciemniaj wczesnej roztartą kredkę ciemnym fioletem, aby uzyskać rozdymiony kolor.
4. Puchatym pędzlem i średnim matowym brązem zaznacz załamanie powieki oraz zewnętrzną część powieki ruchomej.
5. Przyciemnij zewnętrzny kącik ciemnym brązem, aby uzyskać mocniejszy efekt na górnej powiece. Skup się na kształcie "V".
6. Na pozostałą część ruchomej powieki wklep jasno kremowy, matowy cień blendując go z poprzednim kolorem.
7. Na jasny cień wklep połyskujący pigment lub cień, albo rozświetlacz. Ja wybrałam pigment z różowym połyskiem.
8. Dolną powiekę rozetrzyj dodatkowo jaśniejszym fioletem, pamiętając o wewnętrznej części dolnej powieki, aż do kącika.
9. Korzystając z wcześniej narysowanego schematu, narysuj jaskółkę opierając się o rozblendowaną na dolnej powiece kredkę.
10. Przyciemnij połączenie eyelinera z dolną powieką, aby wszystko było spójne i płynne i nie było widać krawędzi.
11. Na dolną i górną linię wodną nałóż czarną kredkę dla wzmocnienia efektu lub beżową aby dodać lekkości makijażowi.
12. Wytuszuj rzęsy, doklej sztuczne i ciesz się piękną kreską

jak-namalowac-kreske

jak-namalowac-kreske

Wybrane przeze mnie kolory dobrałam po prostu do zielonej tęczówki. Odcienie będą pasować też brązowookim, ale i te z Was, które mają niebieskie oczy też powinny być zadowolone. Makijaż jest stosunkowo prosty i szybki, kwestia kilku ćwiczeń, abyście były zadowolone z efektów. Do tego makijażu możecie sięgnąć po całkowicie nudowe pomadki, albo coś z odrobiną różu. Ja postawiłam na tę drugą opcję. Ten look ładnie będzie wyglądał również w brązowych odcieniach i wtedy będzie niezwykle uniwersalny. Wtedy polecam przeciągnąć usta soczystą czerwienią!

jak-namalowac-kreske

Jeżeli macie swoje patenty na namalowanie kreski, koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach! 

Czytaj dalej ›

Semilac Frappe 135 w niecodziennej odsłonie

semilac-frappe

Frappe marki Semilac, to chyba jeden z najbardziej kultowych lakierów marki. To idealny nudziak, który doskonale wygląda właściwie przy każdej karnacji. Odpowiednio stonowany, niezbyt ciepły, ale nie jest też za zimny. Doskonały nude, który każda lakieromaniaczka powinna mieć w swoich zbiorach. Ponieważ wiosna zbliża się wielkimi krokami, a ja nie lubię nudnych paznokci, słynny Frappe skomponowałam z cudownym, lekkim kobaltem o nazwie Indigo. Nie mogłam też przejść obojętnie wobec topu, który wciąż robi u mnie furorę, ➥ Top mat total zagościł również przy okazji tego manicure. Jeżeli nie macie pomysłu na paznokcie, a nie chcecie znów malować ich na jeden kolor proponuję drobne szaleństwo z kropkami!
semilac-frappe

semilac-frappe

Jak zrobić kropki na paznokciach?


Wystarczy do tego najzwyklejsza sonda. Jeżeli macie taką, która ma kilka rozmiarów - super! Ja po prostu odrobinę lakieru wylałam na folię aluminiową i maczałam w niej końcówkę sondy. Delikatnie dotykając płytki robiłam kropki w różnym rozmiarze. Bez problemu sprawdzi się też do tego zwykła wykałaczka. Skupiłam się, aby w jednym miejscu była większa koncentracja kropek w różnych kolorach. Dzięki temu stwarzają wrażenie rozsypanych. Najpierw jednym kolorem, później drugim każdy utwardzając osobno. Sięgnęłam po kolory zbliżone do Frappe i Indigo, dzięki temu uzyskałam spójność całego manicure. Zaletą lakierów hybrydowych jest to, że jeżeli zdobienie Wam nie wyjdzie, możecie je zmyć zanim wsuniecie dłoń do lampy. Także bez pośpiechu, na pewno się uda!

semilac-frappe-135
Semilac Frappe, 135 - według tego co mówi producent, to bardzo jasny, chłodny beż. Aby opisać go dokładniej określiłabym go nieco ciemniejszą wersją lakieru Biscuit z maleńką domieszką średniego beżu. Jest też chłodnym odpowiednikiem Creamy Muffin. Jednym słowem: idealny nudziak. Pełne krycie osiąga przy dwóch warstwach lub trzech cieniutkich.

Semilac Indigo, 013 - Semilac określa go jako błękit z szafirową nutą, ale dla mnie lepszym określeniem byłoby: przygaszony kobalt. Ja w tym lakierze odnajduję to, co uwielbiam. Intensywność kobaltu i pastelową delikatność, bo to właśnie taki lakier! Najlepsze krycie osiąga przy dwóch cienkich warstwach, przy pierwszej może smużyć, ale później problem znika.

Cały manicure trzymał się u mnie dwa tygodnie. Nie dostrzegłam odprysków czy pęknięć. Jakbym była wystarczające cierpliwa, to mogłabym te paznokcie nosić jeszcze co najmniej tydzień. Ja jednak dość szybko się nudzę i musiałam zmienić kolor, szczególnie że niedawno wyszła nowa kolekcja lakierów - nie mogłam się oprzeć!

semilac-frappe-135

Jeszcze dwa lata temu nikt by mi nie wmówił, że pokocham lakiery nude. Frappe marki Semilac, o wyjątkowy odcień, który rozkochał mnie w sobie od pierwszego manicure. Myślę, że to kolor, do którego będę wracać przez lata i wiem, że ma już duże grono zwolenniczek. Absolutnie mnie to nie dziwi. Lakier Frappe, to doskonały odcień bazowy, który można połączyć z dowolnym kolorem, a nasze paznokcie wciąż będą wyglądać doskonale. Jest nienachalny, ale bardzo kobiecy, subtelny i jednocześnie niezwykle wyjątkowy.

Jaki jest Wasz ulubiony lakier nude?

PS.
Jak jesteśmy w temacie lakierów przypominam, że na blogu trwa konkurs! Do wygrania zestaw Semilac by Influencers, 3 dowolne lakiery + lampa UV led! Szczegóły znajdziecie klikając w poniższe zdjęcie:




Czytaj dalej ›

Jak radzić sobie z osypywaniem cieni? | 9 sprawdzonych sposobów

osypywanie-cieni

Osypywanie cieni, to dość powszechny problem w makijażu. Niezależnie od tego czy kupujemy paletę za 15zł czy 270zł, cienie mogą się w mniejszym lub większym stopniu osypywać. W przypadku  pigmentów, cieni sypkich i brokatu - nie da się tego uniknąć. Jak radzić sobie z osypanym cieniem? Jak temu zapobiegać i jak sobie poradzić jak już nam się osypie podczas makijażu? Dziś rozwiążę ten problem i nie będziecie musiały się już o to martwić. Dziś przedstawię Wam 9 sprawdzonych sposób na radzenie sobie z tym problem. W dodatku, nie musicie nic kupować, wszystko co jest Wam potrzebne na pewno znajdziecie w domu.
Jak zniwelować rozszerzone pory?
➥ 7 grzechów Twojej pielęgnacji
➥ Cała prawda o makijażu z Youtube

osypywanie-cieni

osypywanie-cieni

7 SPRAWDZONYCH SPOSOBÓW NA OSYPYWANIE CIENI


1. Zacznij makijaż od oczu

Niby banalne i powszechnie znane, ale to najlepszy sposób na osypywanie cieni. Nie widzę problemu, aby zacząć makijaż po prostu od oczu. Wtedy cokolwiek nam się osypie możemy zdjąć płatkiem czy patyczkiem kosmetycznym z płynem micelarnym. Nie zmywamy w ten sposób podkładu, ani korektora i możemy zająć się później makijażem twarzy. 

2. Nie kładź korektora pod oczami

Jeżeli klasyczna kolejność makijażu jest dla Was znacząca, nic nie stoi na przeszkodzie. Nie nakładajcie jednak w przestrzeń pod oczami korektora i nie pudrujcie podkładu. W ten sposób wszystkie drobinki, podobnie jak w poprzednim wypadku będziecie mogły ściągnąć patyczkiem kosmetycznym lub płatkiem. Bez szkody na całym makijażu.

3. Otrzepuj pędzelki

Myślę, że to kluczowa sprawa przy problemie osypujących się cieni. Zanim zaaplikujecie je na powiekę, wystarczy strzepać nadmiar koloru z pędzla. Wystarczy delikatnie uderzyć pędzlem o dłoń, czy toaletkę aby strzepnąć nadmia. Jeżeli o tym nie zapomnicie i nie będziecie zbyt mocno przyciskać pędzla do powieki, nie powinnyście mieć z tym kłopotu. 


osypywanie-cieni

osypywanie-cieni

4. Przytrzymaj płatek przy dolnej powiece

Kiedy makijaż gotowy i z przyzwyczajenia zrobiłyście najpierw całą twarz - nic straconego! Weźcie płatek kosmetyczny, najlepiej nieco większy i przyłóżcie go poniżej dolnej linii rzęs. W ten sposób wszystkie cienie, które ewentualnie się osypią zostaną na płatku. Nie jest to najwygodniejsza metoda na świecie, ale się sprawdza i makijaż dzięki temu jest uratowany!

5. Użyj pędzla kabuki

Jeżeli brakuje Wam czasu, wystarczy sięgnąć po duży pędzel do pudru. Szybki, zamaszysty ruch od nosa do skroni, powinien załatwić sprawę i pozbyć się osypanych drobinek. Można to zrobić pędzlem, którym wcześniej użyłyśmy do przypudrowania twarzy, aby oszczędzić czas i nie brudzić kolejnego modelu. Ten sposób najlepiej sprawdza się przy jasnych i średnich kolorach.

6. Okręć pędzel

Sprawdzi się do tego mniejszy pędzelek do rozcierania. Najlepiej zrobić to czystym, nieużywanym okrągłym pędzlem. Wystarczy, że przyłożycie go do skóry przy osypanym cieniu i zakręcicie nim przy skórze. Włosie pędzla chwyci cień i nie będzie po nim śladu. Pamiętajcie jednak o tym, żeby nie dociskać za mocno pędzelka, aby osypany kolor nie został na skórze.

osypywanie-cieni

sposob-na-osypywanie-cieni

7. Zanurz puchaty pędzel w pudrze

Możesz zrobić to zarówno wcześniej wspomnianym pędzlem kabuki i zrobić dokładnie to samo co w poprzednim punkcie. Ale u mnie lepiej sprawdza się średniej wielkości pędzel, na który nakładam dosłownie odrobinę pudru transparentnego. Przykładam go pod okiem zaraz przy zewnętrznym kąciku i szybkim ruchem przeciągam w stronę nosa.

8. Sięgnij po taśmę klejącą

To banalnie prosty sposób, który zawsze się sprawdza. Mały skrawek taśmy klejącej najpierw przyklejcie na dłoń, aby nie była zbyt klejąca. Następnie przyłóżcie delikatnie w miejsce gdzie osypał się cień, odklejcie ją i... gotowe! W ten sposób możecie ściągnąć brokat, a nawet większe ilości cieni bez szkody dla wcześniej nałożonego korektora! To jeden z moich ulubionych sposobów.

9. Zrób baking

Ostatnio bardzo modny sposób utrwalania makijażu doskonale chroni go przed niechcianymi cieniami. Kiedy kolory osypią się w trakcie malowania, nie musimy się tym martwić, ponieważ zatrzymają się na wcześniej nałożonym pudrze. Wystarczy sięgnąć po pędzel kabuki lub inny puchaty model i strzepnąć nadmiar pudru, którego użyliśmy do bakingu.


Niektóre te metody są do siebie bardzo podobne, szczególnie te z pędzlami. Początkowo chciałam opisać je ogólnie w jednym akapicie, ale doszłam do wniosku, że każda z nas lubi co innego. Mnie najwygodniej jest działać małym pędzelkiem, którym kręcę pod okiem, a komuś innemu może przypasować duży pędzel Kabuki. Jednak najczęściej sięgam po sposób z taśmą klejącą, bo uważam że jest najskuteczniejszy. Zawsze jadąc do klientki mam ze sobą taśmę, zazwyczaj kolorową do pakowania, bo jest słabsza i lżejszy klej nie podrażnia skóry.

Która metoda najbardziej Wam przypadła do gustu? A może macie jakiś swój patent o którym nie wspomniałam?

Koniecznie zajrzyjcie na Instagram, dużo się tam dzieje! 

Post udostępniony przez a G w e r b l o g (@agwer_blog)

Czytaj dalej ›

Makijaże krok po kroku