aGwerblog to blog kosmetyczny z elementami lifestylu, porad i makijażu.

Najlepsze kredki do brwi | TOP 5 godnych polecenia

najlepsze-kredki-do-brwi

Kredki do brwi to ostatnio mój ulubiony sposób ich podkreślania. Jest szybki, wygodny i nie wymaga perfekcyjnej precyzji. Miałam okazję stosować już naprawdę sporo kredek i dziś chciałam Wam przedstawić najlepsze kredki do brwi, które moim zdaniem są godne polecenia. Skupiłam się na produktach, które są proste w obsłudze, nie sprawiają zbyt dużo trudności i są stosunkowo łatwo dostępne. Starałam się wybrać marki, które oferują spory wybór kolorystyczny i każda z Was będzie mogła wybrać odcień dla siebie. Jeżeli więc chcecie poznać najlepsze kredki do brwi, które polecam, zajrzyjcie do dzisiejszego materiału, czuję się się Wam przyda!
najlepsze-kredki-do-brwi

najlepsze-kredki-do-brwi

Zoeva Graphic Brows

Mój aktualny numer jeden wśród kredek do brwi. Posiadam wszystkie dostępne kolory i intensywnie ich używam już od kilku miesięcy. Mają średnią pigmentację w stronę mocnej, efekt na brwiach można stopniować przez delikatny, do bardzo mocny. Są stosunkowo sztywne, ale pod wpływem ciepła skóry bardzo szybko miękną i dużo łatwiej się nimi pracuje. Lubię je przede wszystkim za to, że makijaż nimi jest błyskawiczny. Raz dwa się rozgrzewają, są przyjemnie woskowe, więc lekko utrwalają włoski, a dołączona spiralka świetnie wyczesuje nadmiar produktu.
Cena: 39,90zł/szt.

najlepsze-kredki-do-brwi

najlepsze-kredki-do-brwi

SEPHORA, Retractable Brow Pencil

Jeżeli poszukujecie miękkiej i dobrze napigmentowanej kredki, sięgnijcie po tę z Sephora. Dlaczego? Bo zaraz za Zoevą to najlepsza kredka do brwi jaką miałam przyjemność testować. Jest bardzo miękka, co może być plusem, bo łatwo maluje się nią brwi. Niestety może to być też wada, bo miękkość może zmniejszać wydajność produktu. Na szczęście w tym przypadku nie musimy się o to martwić. Moim zdaniem jedyną wadą tej kredki jest tragiczny grzebyczek, który nie robi absolutnie nic. Jest sztywna, ale jednocześnie bardzo gładko sunie po skórze. Pigmentacja jest nawet lepsza niż przy kredce z Zoevy, więc fanki mocnych, ostro wyrysowywanych brwi powinny być zadowolone, bo tą kredką da się ten efekt osiągnąć.
Cena: 39zł/szt.

najlepsze-kredki-do-brwi

najlepsze-kredki-do-brwi

Golden Rose, LongStay Pencil Browliner

Choć bardzo lubię tę kredkę, to nie sięgam po nią tak często jak po tę z Zoevy. Wynika to z faktu, że kredka Golden Rose jest po prostu twarda i nieco trudniej się z nią pracuje. Znalazłam na nią jednak sposób, wystarczy delikatnie pomuskać nią skórę dłoni, aby się rozgrzała. Nie dość, że staje się bardziej miękka, to wygodniej maluje się nią później brwi. Nie zmienia to jednak faktu, że w takiej cenie to produkt godny polecenia. Nie osiągniemy nią może ekstremalnego, ostrego rysunku brwi ponieważ nie ma takiej pigmentacji. Sprawdzi się natomiast do stosowania na co dzień, nawet jeżeli mamy ochotę trochę mocniej poprawić brwi. Poza tym, marka oferuje naprawdę spory wybór kolorów i możecie je kupić w każdym większym mieście.
Cena: 19,90zł/szt.
➥ Hit do brwi, cienie z Golden Rose


najlepsze-kredki-do-brwi

najlepsze-kredki-do-brwi

Nabla, Brow Devine

Mój związek z tą kredką był początkowo nieudany, nie mogłyśmy się dotrzeć. Jednakże po wielokrotnym zastosowaniu doszłam do wniosku, że to jest świetna kredka na co dzień. Nie można zrobić sobie nią krzywdy, bo pigmentację ma na średnim poziomie. Jest na tyle sztywna, że jesteśmy w stanie zrobić dokładny rysunek brwi. Nie jest też przesadnie miękka, więc jej wydajność jest na wysokim poziomie. Wybór kolorów jest również dość spory, a dołączona spiralka jest świetna w swojej roli. Jeżeli więc szukacie kredki do brwi, która jest naprawdę trwała, a Wam zależy na naturalnym podkreśleniu - propozycja marki Nabla jest w sam raz dla Was.
Cena: 49,90zł/szt.

najlepsze-kredki-do-brwi

Anastasia Beverly Hills, Brow Wiz

Chyba najpopularniejsza kredka do makijażu brwi w świecie beauty. Rozumiem czemu jest sławna i dlaczego dziewczyny ją uwielbiają. Ma dobrą pigmentację (choć nie powala na kolana) jest miękka i sztywna, ma wygodną spiralkę i spory wybór kolorów. Polubiłam się z nią, bo pomalowane nią brwi robią naprawdę dobre wrażenie, proces jest szybki i przyjemny. Ale wiecie co? To najdroższa kredka w dzisiejszym zestawieniu, a nie bez powodu znalazła się na ostatnim miejscu. Dla mnie to zdecydowanie droższa wersja Zoevy i do tego trudniej dostępna. Jeżeli lubicie markowe produkty i liczy się dla Was znaczek, to polecam bo to naprawdę dobry produkt. Dla tych, którzy wolą oszczędzić, polecam sięgnąć po propozycję z początku mojej listy. Wybaczcie brak zdjęcia, ale niestety nie zdążyłam go zrobić przed wykończeniem kredki.
Cena: ok 120zł/szt.

najlepsze-kredki-do-brwi

Nie ma na świecie produktu, który zadowoliłby każdą osobę. Przedstawione przeze mnie kredki do brwi są świetne i każdą z nich mogę Wam polecić z czystym sumieniem. To od Was należy decyzja, którą wybierzecie dla siebie. Tak jak wspomniałam we wstępie, dla mnie na ten moment najlepsza jest kredka z Zoevy i jak tylko wykończę mój ulubiony kolor, sięgnę po inny odcień kredki marki Sephora.

Używałam jeszcze kredki z ➥ Soap&Glory, którą w tym momencie, mając doświadczenie z innymi produktami oceniłabym o niebo gorzej. Używałam kredki z Wibo, która niestety u mnie była totalnym niewypałem, z Catrice, również bez zachwytów. Także same widzicie, że sporo tych produktów wylądowało na moich brwiach. Mam nadzieję, że trochę Wam pomogłam i post będzie dla Was przydatny!

Posty o brwiach, które już się na blogu pojawiły:

Która kredka do brwi jest Waszym numerem jeden?

Czytaj dalej ›

Nowości kosmetyczne kwietnia | Kat Von D, Lush, Semilac

nowosci-kosmetyczne

Mój kosmetykoholizm zamiast się zmniejszać, to rośnie z każdym miesiącem. Co ja poradzę na to, że kocham kosmetyki, a na rynek ciągle wychodzi coś nowego? Choć w kwietniu nie poszalałam z zakupami, przybyło mi trochę nowości kosmetycznych. Dosłownie parę dni temu mówiłam Alicji, że dawno nie kupiłam sobie żadnej palety. Po czym przypomniałam sobie, że nie mam miejsca w szufladzie, w której je trzymam, a po drugie... Przecież w kwietniu przybyły mi dwie nowe! Zresztą pojawiło się u mnie trochę nowości nie tylko do makijażu oczu. Jeżeli macie ochotę zobaczyć, jakie kosmetyki przybyły mi w kwietniu, zapraszam na dzisiejszy post.

nowosci-kosmetyczne

nowosci-kosmetyczne

Nowości w makijażu oczu

Dwie palety o których wspomniałam, to ➥ Kat Von D shad and light eye, której recenzja już się pojawiła na blogu. Używam jej tak intensywnie, że chyba przetestowałam ją już chyba w każdych warunkach. Natomiast w kwestii najnowszej propozycji theBalm, mam mocno mieszane uczucia. Jakością nie odbiega absolutnie od swoich dwóch starszych braci, ale niestety nie przemawia do mnie kompozycja kolorów. Właściwie z dziewięciu cieni przemawia do mnie sześć, a trzy z nich są totalnie nie trafione. Nie zmienia to jednak faktu, że paleta na pewno znajdzie grono zwolenniczek.

Wśród moich nowości kosmetycznych znalazło się też troszkę produktów z Golden Rose. Na blogu pokazywałam Wam już, a nawet robiłam test na żywo na InstaStory tuszu do rzęs ➥ Lush Plumping Mascara, który notabene bardzo polubiłam. Zresztą to nie pierwszy raz kiedy kosmetyki tej marki wzbudzają we mnie pozytywne odczucia.

Skusiłam się na kolejną parę sztucznych rzęs od sminko.pl - Lady. Ten model nie przypadł mi tak do gustu jak Alice, ale też wygodnie się go nosi i pięknie wygląda na oczach. Rzęsy zaprojektowane przez Martę (Zmalowana), są naprawdę dobrej jakości i starczają na bardzo długo. moja pierwsza para wygląda właściwie jak nowa, a używałam jej już naprawdę wiele razy.

nowosci-kosmetyczne

nowosci-kosmetyczne

nowosci-kosmetyczne

Nowe kosmetyki do makijażu twarzy

Paletek do konturowania nigdy za wiele, a ta z Golden Rose okazała się naprawdę świetna! Jeżeli własnie poszukujecie kompaktowej palety, której pigmentacja nie zrobi Wam krzywdy, a będzie w stanie wykonać piękne, naturalne konturowanie twarzy - to jest produkt dla Was. Ja jestem zauroczona kolorystyką i jakością pudrów, które praktycznie w ogóle się nie osypują. Pigmentacja jest średnia, dlatego większość z Was powinna być z niej zadowolona. Do codziennego użytku będzie jak znalazł. Wśród nowości marki Golden Rose znalazłam też metaliczne eyelinery (WOW!) i Lip Markery, które okazały się bardzo fajne do torebki.

Czym byłby makijaż bez mgiełki utrwalającej? Ja zawsze o niej pamiętam jeżeli wiem, że będę wychodzić z domu, albo w sytuacji kiedy makijaż będę miała na twarzy przez wiele godzin. Dzięki temu, że jestem ambasadorką drogerii Visage Shop, w kwietniu wraz z paletą theBalm dotarły do mnie cztery miniaturki mgiełek Skindinavia. Dwie, którymi pryskamy twarz przed makijażem oraz dwie wykańczające. Te ostatnie sprawdziły się u mnie doskonale i nawet przy tłustej cerze makijaż trzymał się bardzo dobrze przez wiele godzin. Coś czuję, że skuszę się na pełnowymiarową wersję jednej z nich! Przy okazji przypominam, że na hasło AGWER10 macie 10% zniżki na całe zakupy w drogerii ➥ Visage Shop.

nowosci-kosmetyczne

Semilac zestaw Test Me

Zestaw Test Me od marki Semilac, dotarł do mnie przy okazji świąt Wielkanocnych. Jakby nie patrzeć, kształt lampki idealnie się do tego nadawał! Co więcej, zestaw jest fajny dla osób, które chcą zacząć przygodę z manicure lub bardzo często podróżują. Rozmiar całego zestawu i samej lampki zasilanej na power bank (który można wykorzystać też do telefonu!) pozwala zabrać ją ze sobą dosłownie wszędzie! Co prawda lampa jednocześnie może utwardzać tylko jeden palec i czas jest dłuższy niż przy standardowej lampie, ale jako wyjazdowy pomocnik będzie się sprawdzać.

Nowości w kosmetykach do pielęgnacji

W pielęgnacji nie lubię kombinować. Raczej jestem wierna produktom, które się u mnie sprawdzają, ale nie ukrywam, że zawsze jestem ciekawa nowości. Minitishop obdarował mnie drobną niespodzianką przed świętami, a w niej znalazłam kosmetyki marki Alpha-h, które są dla mnie całkowitą nowością. Jest to australijska marka, która wykorzystuje w swoich kosmetykach kwasy owocowe. W zestawie miniaturek znalazłam między innymi naprawczy preparat z kwasem glikolowym i enzymatyczny peeling w formie pudru, który już czeka na swoją kolej. Nie znam tych produktów, a przy moich naczynkach wolę uważać na produkty z kwasami, więc zanim zacznę je wprowadzać, trochę o nich poczytam. 

Ostatnio szukałam jakiejś maseczki, która uzupełniłaby moją pielęgnację. Postanowiłam przetestować kolejną propozycję marki Lush wykorzystując wyjazd rodziców na urlop do Francji. Na szczęście byli przy granicy ze Szwajcarią i udali się do Genewy, do sklepu Lush. Wybrałam różaną maseczkę Rosy Cheeks i chociaż nie znoszę zapachu róży, ten tutaj jest delikatny i nie drażni, jak większość tego typu aromatów. Przyjemnie się ją użytkuje, zastyga kilka minut po aplikacji i pozostawia skórę przyjemnie miękką. Jednakże o jej działaniu poczytacie w osobnym poście. Jako ogromna fanka ➥ szamponu BIG,  musiałam zaopatrzyć się w kolejne opakowanie. Uwielbiam jego działanie i choć aktualnie wykańczam zapasy, już niebawem po niego sięgnę i już nie mogę się doczekać!

nowosci-kosmetyczne

Dobrnęłam do końca i wcale nie było tak źle. Sama nie poszalałam z nowościami, ale bycie blogerką wiąże się z otrzymywaniem masy kosmetyków do testowania. Nie żebym narzekała, ale zawsze trochę się tego nazbiera, a ja nie wiem od czego zacząć! Zawsze ten dylemat, a Wam co najbardziej przypadło do gustu?

Wolicie kupować nowe kosmetyki do makijażu czy pielęgnacji?

Czytaj dalej ›

Najlepsza paleta cieni EVER | Kat Von D, Shade and Light eye


Paleta Kat Von D, to jedna z tych palet, obok których nie da się przejść obojętnie. Jest dostępna od 2015 roku i od tego czasu namiętnie do niej wzdychałam. Dość długo wahałam się przed jej zakupem ze względu na wysoką cenę. Na szczęście nie żałuję ani jednej wydanej złotówki (a właściwie euro), bo paleta jest bajeczna o czym się dziś przekonacie. Kat swoją karierę zaczynała jako tatuażystka i mogliśmy ją oglądać w Miami INK, o ile dobrze pamiętam. Teraz już od kilku lat buduje swoją markę beauty i bez dwóch zdań wychodzi jej to doskonale. Jeżeli chcecie poznać z bliska paletę Kat Von D Shad and Light eye, to zapraszam na dzisiejszy post.
➥ Makijaż paletą Kat Von D
➥ Paznokcie nude z czerwienią


paleta-kat-von-d-shade-and-light

Idealna paleta nude?

W moim życiu nastał właśnie moment uwielbienia do wszystkiego co nud(n)e. Paznokcie, makijaże, nawet ciągnie mnie do strojów, które nie są czarne(!). Paleta Kat Von D całkowicie wpisuje się w moje aktualne gusta, bo kolory ziemi i wszelakie odcienie brązów to aktualnie moja miłość. Kompozycja kolorystyczna, jest dowodem na to, że można stworzyć paletę idealna dla każdej tonacji. 

Paleta ma zaledwie 12 cieni, a całość podzielona jest na trzy zestawy kolorów. Neutralne, chłodne i ciepłe, wszystkie całkowicie matowe. Właśnie to, daje tej palecie przewagę nad propozycjami innych marek. Nie dość, że całość jest podzielona na tonacje, Kat zaprojektowała ją w taki sposób, aby nawet laik sobie z nią poradził. Pierwszy rząd to podstawowe cienie bazowe, które moim zdaniem sprawdzają się doskonale w roli cieni transferowych. Każdy z nich dostosowany jest do odpowiedniej tonacji. Drugi rząd to cienie docelowe przeznaczone do wykonania makijażu. Każda trójka ma jasny, średni i ciemny kolor, aby za ich pomocą zbudować cały makijaż oka. Czyż to nie jest genialne? Oczywiście układ, dobór kolorów w danej sekwencji to jedynie sugestia, nic nie stoi na przeszkodzie aby poeksperymentować. 

Jaka jest paleta Kat Von D Shade and Light Eyes?

To najlepsza paleta jaką miałam w rękach do tej pory. Nie jest idealna (o czym za moment), ale kompozycja kolorów, jakość samych cieni, trwałość, intensywność, pigmentacja i wygoda pracy zdecydowanie przemawiają na jej korzyść. Cienie są trochę suche, ale nie czuć tego podczas wykonywania makijażu. Mam wrażenie, że podczas aplikacji i blendowania na oku, robią się najprzyjemniejszym masełkiem, które chciałoby się rozcierać bez przerwy. Każdy cień jest bardzo mocno napigmentowany, więc polecam nabierać kolory z rozwagą. To nie są jednak cienie, które mogłyby robić plamy. Nawet przy większej koncentracji kolorów bajecznie się rozcierają. Współpracują z każdą baza i każdym pędzlem, niezależnie od półki cenowej. 

Czy paleta Kat Von D ma jakieś minusy? Jej jedyną wadą, która niestety może niektórym przeszkadzać jest to, że mocno się pyli. Podczas nabierania cieni na pędzel, sporo koloru się po prostu osypuje. Nie dzieje się to oczywiście podczas aplikacji na oko i w ciągu dnia, ale sam moment nabierania koloru na pędzel jest problematyczny. Przez to paleta dość szybko się brudzi, ale poza tym to naprawdę ideał wśród palet. Mam nadzieję, że nie wpłynie to na wydajność cieni, bo wydają się być bardzo mocno zbite.


paleta-kat-von-d-shade-and-light
paleta-kat-von-d-shade-and-light

Moja opinia, uwagi i spostrzeżenia

Paleta kosztuje 45$, a ja nabyłam ją we Francuskiej Sephorze i uważam, że warto! Myślę, że znacie już moją opinię na temat palety Kat Von D Shade and Light Eye. Zastanawiam się tylko dlaczego tak długo zwlekałam z jej zakupem. Cienie są po prostu fantastyczne. Tak! Zrobię to i powiem, że praca z nimi jest jeszcze przyjemniejsza, niż z cieniami ➥ Makeup Geek czytarte, które wiecie, że uwielbiam. Mimo swojej suchości pod pędzlem, są bardzo miękkie i kremowe przy aplikacji. Rozcierają się płynnie, bardzo łatwo i każdym z nich stworzymy idealną mgiełkę. Można uzyskać nimi bardzo intensywny, mocny efekt ale i subtelnie podkreślone oko. 

paleta-kat-von-d-shade-and-light-eye

Już to mówiłam i powiem to jeszcze raz. Jestem zakochana! Od kiedy ją mam, niechętnie sięgam po inne cienie, choć jak wiecie - mam ich sporo. Makijaże uzupełniam jedynie odrobiną błysku i koloru. Jakość i to, jak wygodnie się z nią pracuje, przeszło moje wszelkie oczekiwania. Jeżeli chcecie porządną jakościowo paletę z cieniami, które są bardzo trwałe i mimo mocnej pigmentacji łatwe w obsłudze, ta paleta jest dla Was. Inne tego typu propozycje mogą iść w odstawkę, a jestem pewna że Shade and Light Eyes starczy Wam na bardzo długo. 

Jaka jest Waszym zdaniem najlepsza paleta cieni jaką używałyście?

Czytaj dalej ›

Niedzielnik | 9 zajęć, które możesz robić offline i Meet Beauty


Która z Was jest właśnie na Meet Beauty i zamiast czytać mój niedzielnik siedzi na jakimś wykładzie albo fajnym warsztacie? No dobra, tym razem Wam to wybaczam! Ale za tydzień widzimy się tutaj obowiązkowo, bo będę musiała Wam wyjaśnić skąd się wzięłam na Meet Beauty będąc w Szczecinie. Chociaż... Może już wiecie? Tak czy siak... Za oknem coraz piękniejsza pogoda, a Wy macie pewnie ochotę oderwać się od komputera? (ja tam akurat nie bardzo) Jeżeli nie macie pomysłu, co fajnego zrobić w wolnej chwili mam dla Was propozycję. A właściwie dziewięć. Zajęcia, które można robić offline zarówno w domu, jak i na zewnątrz. To co, od czego zaczynamy?


9 zajęć, które możesz robić offline

W DOMU

Bullet Journal - w moim przypadku sprawdza się to naprawdę doskonale. Uzupełnianie ➥ mojego Bullet Journala, rysowanie nowych tabelek, wypisywanie list, planowanie najbliższych tygodni mnie uspokaja. W tych momentach się wyciszam, skupiam i kumuluję energię, którą później wykorzystuję w pracy. Ponieważ Bullet Journal, to zeszyt, w którym możecie zrobić dosłownie wszystko, nie musicie organizować swojej rzeczywistości czy planować kolejnych działań w SM. Możecie rysować, malować, robić listy zakupów czy spisywać swoje pomysły, albo ćwiczyć idealny rysunek koła. Chwila nad kreatywnym zeszytem relaksuje, odpręża i pomaga zebrać myśli.

Kreatywne gotowanie - dla fanek spędzania czasu w kuchni, to bardzo fajne rozwiązanie albo na przykład dla par. Jeżeli jednak podobnie jak ja, nie lubicie gotować mam na to sposób. Zabawcie się w naukowca lub wcielcie się w rolę ucznia i poeksperymentujcie z tradycyjnymi daniami. Mnie zawsze fajniej uczyć się nowych, ciekawych dań niż powielać ciągle sprawdzone przepisy. Dodatkowo, to naprawdę fajny sposób aby spędzić trochę czasu z partnerem.

Gry planszowe - są tu fanki planszówek? Ja nie mam zbyt dużego doświadczenia i raczej tradycyjnie trzymam się Monopoly, ale wiem, że na rynku jest masa genialnych gier. Ostatnio Ala pokazała mi Catan, która od pierwszej partii bardzo mnie wciągnęła. Spędzenie nawet kilku godzin ze znajomymi nad grami planszowymi potrafią wzbudzić wiele emocji, nastawić pozytywnie na następne dni i na trochę oderwać się od codziennych obowiązków. Moim zdaniem to super sprawa! Jakie gry planszowe polecacie?

Seriale, filmy i książki - nic nadzwyczajnego prawda? Ale co powiecie na to, aby w wolnej chwili zabrać się za serial lub film, którego nigdy wcześniej nie chciałyście obejrzeć? Chodzi o to, aby odkrywać nowe gatunki, otwierać się na inne doznania. Takie eksperymenty czasem owocują nową pozycją na liście ulubionych. Ja często z braku czasu mam zaległości w ulubionych serialach, więc w wolnych chwilach odpalam Netflixa i nadrabiam ostatnie odcinki. Podobnie zresztą jest z książkami, ostatnio staram się odkrywać nowe gatunki i wiecie co? Działa!

Nauka - postawienie sobie celu, że w danym miesiącu nauczę się jakiejś nowej rzeczy, to fajny i rozwojowy sposób na spędzanie czasu. Może to być plan opanowania podstaw fotografii albo kurs gotowania, to może dosłownie być wszystko. Możecie postanowić, że nauczycie się kaligrafii lub rysunku, możecie iść na kurs języka, karate czy jazdy na motorze. Wszystko zależy od tego jakich chcecie nabyć umiejętności, ile macie czasu do wykorzystania, ale pamiętajcie o tym aby to było coś, co będziecie mogły robić offline.

Kolorowanki dla dorosłych - sama swego czasu często kolorowałam, nie wiem czemu ostatnio przestałam to robić. To zajęcie bardzo wycisza, pozwala się zrelaksować, odpocząć i uspokoić. Jeżeli miałyście trudny dzień, sporo stresu w pracy, pokolorowanie chociaż jednej kolorowanki da Wam uczucie ulgi. Łatwiej będzie Wam później zasnąć, poziom stresu zmaleje, a Wy będziecie na pewno bardziej zrelaksowane niż wcześniej. No i później możecie podziwiać piękny obrazek!


POZA DOMEM


Escape Room - najlepsza zabawa EVER! Jeżeli w Waszym mieście jest jakiś Escape Room, musicie do niego pójść. Co to jest? To tematyczny pokój, w którym zamykają Was z kilkorgiem znajomych i w ciągu 60 minut macie za zadanie się z niego wydostać. Podążacie za wskazówkami, rozwiązujecie zagadki, rozszyfrowujecie ukryte wiadomości, otwieracie kłódki. No po prostu petarda! Sama długo się broniłam, bałam się tego, że ktoś zamyka mnie w ciemnym pokoju, a ja muszę z niego wyjść. Ale to naprawdę było cudowne doświadczenie. Kilka tygodni temu wybrałam się do Chatki Hagrida i oczywiście już planuję wizytę w kolejnym Escape Roomie. Macie takie atrakcje w swoim mieście?

Sesja zdjęciowa - z przyjaciółką, mamą, chłopakiem lub po prostu fotografowanie miasta. I tu nie chodzi o to, że musicie być perfekcyjne, w końcu praktyka czyni mistrza. Raczej o to, by razem zrobić coś kreatywnego, powygłupiać się, stworzyć wspólne wspomnienia. Chwyćcie aparat, nawet ten w telefonie, weźcie kilka kolorowych ubrań i wybierzcie się z przyjaciółką na drugi koniec miasta i poróbcie sobie zdjęcia, selfie, w śmiesznych pozach czy ciekawych miejscach. Albo wybierzcie się na wspólne...

Odkrywanie miasta - które możecie połączyć właśnie z sesją zdjęciową. Może jest takie miejsce w Waszej miejscowości, którego jeszcze nie znacie, a zawsze chciałyście pojechać? Zapytajcie znajomych, czy polecają fajne miejsca w Waszych okolicach i jedźcie odkrywać miasto! Z aparatem, książką czy kamerą, ale na pewno z fajnym towarzystwem.

Chwilę dla siebie możecie też wykorzystać po prostu... dla siebie. Domowe spa, masaż, pedicure czy manicure to też oderwanie od świata w sieci. Zrelaksujcie się, odprężcie i przede wszystkim odłóżcie telefon i wyłączcie laptopa. Wykorzystajcie tę chwilę tylko dla siebie, bo każda z nas, niezależnie od tego czym się zajmuje na co dzień, zasługuje na drobną chwilę relaksu i odpoczynku. Tak naprawdę dopóki nie odłożycie telefonu, nie wyłączycie Facebooka czy Instaramu, ciężko będzie Wam cokolwiek zrobić offline. Więc polecam to je na chwilę wyłączyć, chociażby od czasu do czasu.

Post udostępniony przez a G w e r b l o g (@agwer_blog)

Konferencja Meet beauty i wydarzenia blogerskie

Właściwie blogerskie wyjazdy, to też doskonała opcja na fajne spędzanie czasu. Może niekoniecznie offline, bo często robimy wtedy relację na Snapie czy InstaStory, ale na pewno to fajne doświadczenie. I wiecie co? Strasznie żałuję, że w tym roku nie mogłam wziąć udziału w konferencji Meet Beauty, bo okazała się ona dla mnie szczególnie ważna. To największe w Polsce wydarzenie dla blogerów beauty, a ja znowu nie mogłam pojechać do Warszawy. Strasznie jest mi przykro, bo na tej edycji powinnam pojawić się osobiście. Myślę, że większość z Was już wie dlaczego, ale ja opowiem Wam o tym dopiero za tydzień. Otrzymałam nagrodę za najlepszy blog makijażowy w Polsce! Za rok nie odpuszczę i na pewno się wybiorę, bo aż wstyd, że jeszcze nie udało mi się wcześniej wziąć udziału w tej konferencji. Poza tym, w lipcu szykuje się jeszcze See Bloggers, a ja już dwukrotnie byłam na tej konferencji. Może warto wybrać się po raz trzeci?

Uwielbiam wyjeżdżać na wydarzenia organizowane dla blogerów. To zawsze jest ogromna dawka nowej wiedzy, ciekawe warsztaty, masa doświadczenia i nowe kontakty! Znajomości, które od wielu miesięcy budują się online, własnie na takich spotkaniach w końcu stają się rzeczywistością. To właśnie to, jest w tym wszystkim najcudowniejsze. Świat online staje się światem realnym i już abstrahując od nowej wiedzy, nowych doświadczeń i pamiątek. To ludzie się liczą, bo to oni tworzą tą całą, cudowną blogerską społeczność!

Jak bawiłyście się na Meet Beauty? A te z Was, które nie były w Warszawie byłyście off czy online cały weekend?

Czytaj dalej ›

Semilac SemiBeats by Margaret

semilac-by-margaret

Wczoraj miała premierę najnowsza kolekcja marki Semilac. SemiBeats by Margaret, to autorska kolekcja artystki, która przy wyborze kolorów inspirowała się... swoim życiem. SemiBeats, to niezwykle intensywne, jaskrawe i pełne energii kolory, które będą dopełniać letnie stylizacje. Nowy zestaw lakierów ma poprawiać humor, wprowadzać do życia pozytywne wibracje i nadawać naszej codzienności odrobiny koloru. Lato zbliża się do nas wielkimi krokami, więc marka jak zwykle trafiła w punkt jeżeli chodzi o wyczucie czasu z nową kolekcją. Kolory są iście letnie!
➥ Top Chameleon No Wipe
➥ Semi flash Metallic, lustrzane paznokcie
➥ Top Mat Total

semilac-by-margaret

Semilac by Margaret

SemiBeats to kolekcja dla kobiet, które lubią paznokcie w intensywnych barwach. Kolekcja, którą stworzyła Margaret to ukłon w stronę pełnych energii, lubiących wyzwania i barwne życie kobiet. Paleta barw proponowana przez markę, daje niesamowite pole możliwości. Ponadto niezależnie na jaki kolor się zdecydujemy, będzie on nadawać każdej stylizacji wyrazistości. Latem lubimy otaczać się intensywnymi barwami, więc wprowadzenie takich nowości to strzał w dziesiątkę. Cała kompozycja kolekcji, to odzwierciedlenie charakteru Margaret. Energetycznej, pełnej pomysłów, młodej i pięknej kobiety. 

Semilac by Margaret to 9 nowych kolorów w szeregach marki. Róż, pomarańcz i neonowe kolory, mięta, turkus i fantastyczny granat znajdą spore grono zwolenniczek, a ja zdecydowanie już do nich należę. Pierwsze pięć kolorów to mieszanka róży i pomarańczy oraz intensywnego, ale przygaszonego fioletu. Przez swoje neonowe wykończenie, te lakiery są troszkę rzadsze niż klasyczne hybrydy Semilac. Kolory 516-519 dadzą najlepszy efekt zaaplikowane na jasną, białą bazę. Choć przy dwóch warstwach, też mogą osiągnąć pełne krycie (co widać na zdjęciach). Pozostała czwórka, to bez dwóch zdań mój świat czyli mięta, turkus i granat. Te odcienie mają standardowo mocną pigmentację i pięknie kryją.

semilac-by-margaret

  • Tiny Rose, 516 - dziewczęcy, ciepły i nasycony róż.
  • Neon Pink, 517 - bardziej różowa i jeszcze bardziej neonowa wersja Mardi Gras.
  • Neon Orange, 518 -  oranżowa, ciepła czerwień.
  • Full Orange, 519 - jaskrawy, klasyczny ostry oranż.
  • Clear Amarant, 520 - przygaszona, stosunkowo jasna fuksja.

semilac-by-margaret


  • Turquoise Blue, 521 - soczysty, bardzo delikatnie wpadający w błękit odcień mięty.
  • Light Aquamarine, 522 - mięta z wyrazistą nutą zieleni.
  • Delicate Blue, 523 - żywy, intensywny turkus.
  • Deep Ultramarine, 524 - lekko przydymiony, ciemny kobalt.


Kolekcję określiłabym jednym, krótkim słowem: wyrazistość. Choć kolekcja jest bardzo bogata, a kolory mocno kontrastowe, na pewno przypadną do gustu tym z Was, które lubią szaleć z manicure. Osobiście  najczęściej będę sięgać po niebieskości, ale kusi mnie jeszcze Clear Amarant i Tiny Rose. Niedawno zmieniałam mani, ale kusi mnie aby przed wyjazdem na Blog Conference Poznań zaszaleć z nową kolekcją. Który kolor wybrać na pierwszy ogień?

Który kolor z kolekcji Semilac By Margaret podoba Wam się najbardziej?

Czytaj dalej ›

Baza pod cienie Golden Rose | test i recenzja


Baza pod cienie to absolutna podstawa w moim makijażu. Nie ważne czy robię rano lekki makijaż czy szykuję się na większe wyjście wieczorem, zawsze używam bazy pod cienie. Daje mi to pewność, że makijaż oczu będzie się trzymał bez szwanku wiele godzin. Przez moje ręce przewinęło się sporo baz, primerów i produktów utrwalających makijaż oczu. Stosowałam cienie w kremie, bazy w słoiczku czy w tubce, produkty wysoko półkowe i te z niższej półki. Jakiś czas temu trafiła do mnie baza pod cienie z Golden Rose i ponieważ testuję ją już jakiś czas, pomyślałam, że to doskonały produkt za niewielkie pieniądze, który powinnyście poznać. Jeżeli jesteście ciekawe jak się sprawuje, nie możecie przegapić dzisiejszego postu.



baza-pod-cienie

Jak powinna działać dobra baza pod cienie?

Przede wszystkim powinna utrwalać makijaż oczu na wiele godzin. Po to stosujemy produkty tego typu, aby cienie się nie rolowały, żeby makijaż nie tracił na intensywności po kilku godzinach od jego wykonania. Ja zwracam też uwagę na to, czy cienie się nie rolują i nie zbierają w załamaniach. Dobra baza pod cienie, poza wspomnianymi cechami powinna tez podbijać intensywność kolorów. Nie chodzi tutaj o jaskrawy, bardzo intensywny efekt, bo raczej na co dzień coś takiego jest niepraktyczne, ale o wzmocnienie aplikowanego później koloru.

Baza pod cienie Golden Rose Eyeshadow Primer

Bohaterka dzisiejszego postu, to baza rozświetlająca. Jej zadaniem jest zwiększenie trwałości cieni, podbicie kolorów i ma też przeciwdziałać rolowaniu. W eleganckiej, zgrabnej tubce znajduje się 11ml produktu, za który na ➥ stronie Golden Rose musimy zapłacić 16,90zł. Aby pokryć całą powiekę wystarczy nam niewielka ilość produktu, która bez problemu się rozprowadza.

Baza jest stosunkowo tłusta dzięki czemu ładnie sunie po powiece. Ma lekki kolor, który powinien się sprawdzić przy jasnej karnacji. Jest delikatnie lepka przez co cienie bardzo dobrze się do niej przyklejają, ale nie sprawia to trudności przy blendowaniu. Producent zaleca, aby po jej nałożeniu odczekać 30s i dopiero po tym czasie przejść do nałożenia cieni. Ten sposób się sprawdza bo w tym czasie baza zastyga. Ma kremową, lekką, ale delikatnie tłustą konsystencję, która dobrze się sprawdza w codziennym stosowaniu bo szybko i dokładnie możemy ją rozprowadzić na całej powiece. Faktycznie dale efekt subtelnego rozświetlenia, co bardzo mi się podoba!


baza-pod-cienie

Trwałość, podbijanie kolorów i stosowanie bazy

Jak sprawuje się baza z Golden Rose? Moim zdaniem, jako produkt na każdą kieszeń, który ma sporą konkurencję na rynku uważam, że powinien się sprawdzić u większości z Was. Dlaczego? Bo to kosmetyk banalnie prosty w obsłudze który, spełnia obietnice producenta i jest łatwo dostępny. Baza jest zastygająca, przez co cienie kleją się do niej doskonale. Zauważalnie podbija kolory, nawet jeżeli ją wcześniej przypudrujemy (a ja zazwyczaj własnie tak robię). Wszystkie cienie jakie stosowałam (Golden Rose, Makeup Geek, Kat Von D, glamshadows, theBalm) trzymały się na niej bez problemu przez wiele godzin. Nie odnotowałam aby nawet rozświetlające, perłowe cienie się rolowały, kolory pozostawały bez zmian, a oko do demakijażu wyglądał perfekcyjnie.

To naprawdę świetny produkt, który bez dwóch zdań się u Was sprawdzi. Jednak nie byłabym sobą jakbym nie zwróciła uwagi na jeden drobiazg. Chciałabym aby baza miała odrobinę mocniejszą pigmentację, aby można było nią zniwelować wszystkie przebarwienia na powiece. Z moją powieką radzi sobie doskonale, ale obawiam się, że przy ciemniejszych przebarwieniach pigment może być odrobinę za słaby. Ten problem na szczęście możemy rozwiązać odrobiną korektora. Poza tym uważam, że to produkt godny uwagi i jestem przekonana, że nie jedna z Was będzie go sobie chwalić.


Specjalnie na potrzeby tego postu zrobiłam w poniedziałek test, który trwał 13h. Na oczach mam makijaż wykonany wyłącznie produktami Golden Rose na bazie Eyeshadow Primer. Oczywiście drugie zdjęcie musiałam zrobić przy lampie, stąd lekka zmiana kolorystyki. Myślę jednak, że to wystarczający dowód na to aby potwierdzić moje słowa. Makijaż przez 13h wyglądał bardzo dobrze, cienie nie straciły na pigmentacji, nie zrolowały się i całość wyglądała bardzo dobrze. Chyba nie muszę już nic dodawać, prawda?


Jeżeli szukacie fajnej bazy pod cienie, a nie chcecie wydawać na nią majątku. Propozycja marki Golden Rose będzie doskonałym wyborem. Zapewniam Was, że będziecie zadowolone.

Jaka jest Wasza ulubiona baza pod cienie?

PS. Uprzedzając pytania: na ustach Golden Rose LongStay Liquid Matte Lipstick nr 04. 

Czytaj dalej ›

Makijaże krok po kroku