aGwerblog to blog kosmetyczny z elementami lifestylu, porad i makijażu.

MAC, Harmony | czy warto go kupić? + KONKURS!

MAC-Harmony-blog

Bronzer MAC w odcieniu Harmony nigdy mnie jakoś specjalnie nie interesował. Słyszałam o nim masę pozytywnych opinii, wiele dziewczyn uważało go za swój ulubieniec, ale kiedy zobaczyłam go na żywo wcale mnie nie zachwycił. Ot, zwykły bronzer, nie ma w nim nic specjalnego. Ponieważ w tamtym czasie (jakieś 2 lata temu) miałam swojego ulubieńca, chyba, z Kobo i nie szukałam nic nowego. Na szczęście przyjaźnię się z blogerką, która posiada go w swoich zbiorach i miałam okazję pożyczyć go na dłuższą chwilę. Macie ochotę poznać efekty naszego bliższego spotkania?
➥ Bronzer na każdą kieszeń
➥ Makijaż dla początkujących, co kupić?

MAC-Harmony-blog

MAC, Harmony

Kolejny kultowy kosmetyk, który doczekał się w końcu recenzji na blogu. Osobiście jestem zwolenniczką palet do konturowania, bo przy okrągłej twarzy zdecydowanie podoba mi się efekt, który dają różne odcienie brązu. Aczkolwiek na wyjazdy lub z braku czasu bardzo często sięgam po pojedyncze produkty. MAC, Harmony, to ten kosmetyk, po którego sięgałam z przyjemnością, nie tylko wtedy kiedy miałam mało czasu.
➥ Jak konturować okrągłą twarz?

Bronzer, a właściwie róż w odcieniu Harmony dostępny jest w salonach MAC, na stronie marki oraz w Douglasie (online i stacjonarnie). Za produkt o pojemności 6 g. musimy zapłacić 100zł w cenie regularnej. Ciężko opisać ten kolor, który nosi tak cudowną nazwę. To jednocześnie odcień taupe, ale nie jest tak szary i chłodny. To klasyczny, neutralny brąz, który można stosować do wielu typów urody. Dla mnie jest minimalnie podbity różem, dlatego jego neutralność kieruje się w tę chłodniejszą stronę, ale osobiście wciąż nie nazwałabym go chłodnym. Moim zdaniem nada się zarówno do cieplejszej i chłodniejszej urody. Co więcej, sprawdzi się też przy bardzo bladej karnacji, ale i dla oliwkowych tonacji (takich jak ja i ciemniejszych). Bardzo podoba mi się ta jego uniwersalność, bo dzięki temu jest ponadczasowy i sądzę, że to jeden z powodów jego popularności. Po dłuższym stosowaniu doszłam do wniosku, że ten ocień dopasowuje się bardzo do naszej karnacji. Dla mnie to strzał w dziesiątkę!

Kolejną jego zaletą jest pigmentacja. Pewnie się zdziwicie kiedy powiem, że nie jest na najwyższym poziomie. Moim zdaniem zbyt intensywna pigmentacja bronzerów to wada, bo bardzo łatwo zrobić sobie nimi krzywdę. Harmony ma idealną pigmentację. Nie jest zbyt mocna, więc osoby, które powiadają mniej sprawną rękę na pewno będą zadowolone. Natomiast te z Was, które preferują mocny kontur na pewno sobie z nim poradzą. Jego intensywność można stopniować, co jest kolejną cechą na plus dla tego bronzera.

MAC-Harmony-blog

MAC-Harmony-blog

Jakby nie patrzeć do tej pory same ochy i achy. Mam jednak jeden zarzut, który skierowany jest niekoniecznie do samego produktu. Opakowanie w jakim otrzymujemy bronzer jest, mówiąc w skrócie, średnie. Szybka bardzo szybką wyleciała, a plastik bardzo łatwo się rysuje. Miałam nadzieję, że za  taką cenę opakowanie będzie znacznie lepszej jakości. Pamiętajcie, że w salonach MAC można kupić róże w formie wkładów do palet magnetycznych, więc problem opakowania z głowy. Ja, jak to ja, musiałam się do czegoś przyczepić.

Poza tym uważam, że to naprawdę świetny kosmetyk. Bardzo się z nim polubiłam i z bólem serca oddałam go Alicji, tej co Ma Kota i planuję kupić własny róż Harmony. Nie prędko to nastąpi, bo aktualnie moja kolekcja produktów do konturowania rośnie z zastraszającą prędkością.

***UWAGA KONKURS***

No właśnie! Jeżeli o konturowaniu mowa, to mam dla Was genialny konkurs na Instagramie! Możecie wygrać fantastyczną paletę do konturowania marki pür cosmetics. Bawiłam się nią na ostatnim makijażu live i się zakochałam. Blenduje się jak masełko, a kolory są boskie. Co trzeba zrobić? Makijaż inspirowany jesienią i wrzucić go na Instagram. Wygrywają dwie osoby i każda z nich może sobie wybrać paletę do oczu lub do konturowania. Pełny regulamin i zasady konkursu znajdziecie na moim Instagramie. Powodzenia!

Ruszamy z obiecanym konkursem! Pokaż nam makijaż inspirowany jesienią 🍁 Razem z marką @pur_polska mam dla Was dwie nagrody ❤ Paletę do oczu Soiree Diaries oraz Contour Diares. Wygrywają aż dwie osoby ❤ ___________ Co trzeba zrobić żeby wygrać? 1. Obserwować profil @pur_polska oraz @agwer_blog na Instagramie. 2. Wrzucić zdjęcie swojego jesiennego makijażu i oznaczyć nasze profile na zdjęciu dodając w opisie informacje o konkursie i hashtag #jesieńzpur 3. Możecie zgłaszać dowolną ilość prac, ale takich, które nie były wczesniej publikowane. 4. Po ogłoszeniu wyników zwycięzcy będą mogli wybrać jedną z dwóch palet. 5. Udział w zabawie dla osób pełnoletnich, mieszkających w Polsce i posiadających konta publiczne. Profile założone tylko do konkursów nie będą brane pod uwagę. Zabawa trwa przez tydzień do 27.09 i do końca miesiąca postaramy sie ogłosić zwycięzców! Powodzenia!!! PS. Jak macie ochotę na zakupy to mam dla Was rabat 20% na cały asortyment @pur_polska dziś od 23.59 ważny przez miesiąc. Wystatczy w zamówieniu wpisać kod AGWER20
Post udostępniony przez a G w e r b l o g (@agwer_blog)


Jaki jest Wasz ulubiony bronzer aktualnie?

Czytaj dalej ›

ESTÉE LAUDER Double Wear | HIT czy KIT?

estee-lauder-double-wear-blog

Estée Lauder Double Wear, to chyba jeden z najbardziej znanych podkładów na świecie. Zachęcona masą pozytywnych opinii, rekomendacji nie tylko wśród blogerek, ale wizażystów i moich klientek. W końcu postanowiłam go wypróbować i mniej więcej od roku mam go w swoim kufrze. Myślę, że w końcu nadeszła pora aby podzielić się z Wami moją opinią na jego temat. Czy warto kupić podkład Estée Lauder Double Wear? Z dzisiejszego tekstu dowiecie się czy okazał się moim hitem, czy wręcz przeciwnie.

estee-lauder-double-wear-blog

Podkład Estée Lauder Double Wear

Producent obiecuje, że jest to podkład, który utrzymuje się na twarzy nawet do 15 godzin od aplikacji. Nie powoduje efektu maski, doskonale stapia się ze skórą, nie roluje się i jest gwarancją nieskazitelnego makijażu przez cały dzień. Obietnica doskonałego krycia i pięknej, lekko rozświetlonej cery wystarczy żebym z zapartym tchem zabrała się za testy. Tak własnie było. Ponieważ Double Wear, to produkt kultowy musiałam te zapewnienia skonfrontować osobiście i dziś opowiem Wam o moich odczuciach.

Podkład Estée Lauder Double Wear (185zł/30ml) zamknięty jest w bardzo eleganckiej, szklanej buteleczce, która wygląda bardzo luksusowo. Jak zapewne wiecie, ogromną wadą tego opakowania jest brak pompki, z którą musimy sobie poradzić na własną rękę. Nie jest to bardzo upierdliwe, ale płacąc taką cenę za podkład, chciałabym żeby jednak miał wygodny aplikator. Poza tym wykonanie jest perfekcyjne, a ubrudzenia zmywają się bez większych problemów. 

estee-lauder-double-wear-blog

estee-lauder-double-wear-blog

Podkład na większe wyjścia

Zdecydowałam się na ten produkt ze względu na zapewnienia wielogodzinnej trwałości. Chciałam mieć podkład, który zastyga i trzyma się na mojej twarzy przez wiele godzin. Dokładnie zakryje moje naczynka, nie przesuszy skóry i pozostawi na niej naturalny efekt. Szukałam produktu, który będę mogła stosować w podróży lub podczas ważnych uroczystości, nie martwiąc się o ciągłe poprawki. Podkład Estée Lauder Double Wear nie do końca spełnił moje oczekiwania. Dlaczego?

Przede wszystkim zawiodło mnie jego krycie. Ja nie mam wielkich wymagań, ponieważ jedyny problem z moją cera, to popękane naczynka. Niestety żeby je zakryć -3 warstwy Double Wear, co niestety nie zawsze kończyło się dobrze. Podkład marki Estée Lauder wymaga wprawnej i szybciej ręki podczas aplikacji, bo bardzo szybko zastyga. Dokładane warstwy muszą być aplikowane zanim podkład zastygnie, bo inaczej robi plamy i wygląda nieestetycznie. Miałam nadzieję, że tak kultowy produkt nie będzie stwarzał takich problemów. Dlatego zwracam Waszą uwagę na to, że dla idealnego efektu trzeba się trochę pospieszyć.

Nie mogę się jednak przyczepić do jego trwałości. Pokład trzyma się na twarzy naprawdę przez wiele godzin i cały ten czas wygląda bardzo ładnie. Nie ściera się, a zaaplikowane na niego produkty nie bledną w ciągu dnia. Stosowałam go wiedząc, że będę w trasie lub podróży ponad 10h i nie mogłam narzekać na jego wytrzymałość. Oczywiście nos, strefa nad ustami i broda wymagały mojej interwencji po mniej więcej 8h, ale to u mnie normalne. Ma płynną konsystencję, ale wbrew pozorom wcale nie jest lekki. Na szczęście nie czuć go na skórze, a ja po wielokrotnym stosowaniu nie odnotowałam aby wywoływał przesuszenie, zapychał lub podrażniał skórę.

Hit czy kit?

Nie nazwałabym go kitem, bo ostatecznie się u mnie sprawdził. Krycie sobie wzmacniam nałożeniem w pierwszej kolejności na problematyczne miejsca, odrobiny korektora i sprawnie nakładam podkład na skórę. Cera po jego aplikacji wygląda bardzo naturalnie i tak jak obiecywał producent nie odnotowałam efektu maski. Zdecydowanie jestem zadowolona z jego trwałości, a to było dla mnie przy jego ocenie kluczową kwestią. Dla mnie to jednak nie jest hit, bo za tę cenę ma zbyt dużo wad by do tak określić. Zastanawiam się czy kupię go ponownie i odpowiedź raczej nie będzie twierdząca. U mnie najlepiej w kwestii krycia i trwałości sprawdza się profesjonalny podkład Makeup Atelier Paris, ale o nim innym razem.

Czy warto go kupić? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie same. Jeżeli zależy Wam na wielogodzinnej trwałości makijażu, nie macie dużych niedoskonałości do zakrycia, to myślę, że tak. Na jego korzyść przemawia fakt, że wygląda na skórze bardzo ładnie i doskonale się trzyma. Choć uważam, że można znaleźć tańszy podkład, który będzie się sprawdzał podobnie.

Znalazłyście swój idealny podkład na większe wyjścia?

Czytaj dalej ›

Niedzielnik #22 | projekt jesień, Londyn i blogerki kłamią


Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogłam się doczekać tego niedzielnika. Może niekoniecznie nie mogłam się doczekać niedzieli, ale niedzielnik już od kilku dni chodził mi po głowie. To będzie kolejny tekst, w którym trochę się przed Wami otworzę, znowu sobie ponarzekam (bo ja taka maruda jestem właśnie), odsłonię trochę kart świata blogerów i zaproponuję udział w projekcie celebrowania jesieni. Oczywiście jeżeli macie ochotę spędzić ze mną ten niedzielny poranek, to przygotujcie sobie pyszną kawę lub ciepłą herbatę, zawińcie się w kocyk i zabierzcie do czytania. Dziś będzie tego całkiem sporo.
➥ Najlepszy prezent dla blogera
➥ 5 sposobów na odstresowanie

#PROJEKTJESIEŃ

Kocham jesień! Choć ostatnio mówiłam, że zima to moja ulubiona pora roku, to właśnie zmieniłam danie. Zdecydowanie wolę jesień i w tym roku mam zamiar celebrować ją tak długo jak się da. Ciemne bordowe pomadki, śliwkowe paznokcie, ciepłe swetry, koce i książka z ulubioną herbatą? Tak, tak, tak! Co roku jesienne krajobrazy zapierają mi dech w piersiach. Czerwono-brązowe liście, w połowie łyse drzewa, piękny zapach wilgotnej trawy, chłodny wiatr. Nic tylko żyć, nie umierać! W tym roku chcę celebrować jesień. Mam zamiar całkowicie odmienić swoje postrzeganie codzienności. Bordowa albo śliwkowa pomadka? Oczywiście! Mocno podkreślone oko? Czemu nie! Wygodny i ciepły sweter? Koc? Botki? Jak najbardziej. Mam zamiar z każdego jesiennego dnia wyciągać jak najwięcej i choć jestem raczej domatorką i lubię spędzać czas w domu na pewno będę więcej spacerować. Chcę chłonąć każdą jesienną chwilę, bo ani się obejrzę już będzie zima.

W związku z powyższym ogłaszam #projektjesień! Będę się z Wami dzielić moim celebrowaniem jesieni. Na pewno przygotuję na blogu jesienny post, a zapowiada się coś fajnego, więc mam nadzieję, że się Wam spodoba! Jeżeli Wy też macie ochotę celebrować ze mną jesień, zapraszam. Na pewno będę wrzucać zdjęcia na Instagram z hashtagiem #projektjesień, Waszych zdjęć również będę pod nim szukać.

Londyn!

Właściwie to jeszcze nic pewnego i póki co wyjazd jest dopiero w fazie planowania, ale... Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli jeszcze w tym roku będę w Londynie! Kolejne marzenie będę mogła skreślić z listy. Zawsze chciałam odwiedzić to miasto! Zobaczyć jak tam jest, zajechać do The Making od Harry Potter Studio i na peron 9 i 3/4. Jako zagorzała fanka Harrego Pottera nie mogę przejść obok takiego miejsca obojętnie, a wypadałoby przed trzydziestką je odwiedzić. Bo potem wiecie... trzeba już być dorosłym i te sprawy.
Poza Londynem, razem z moim chłopakiem mamy w planach wizytę w Liverpoolu. Jako zagorzały fan piłki nożnej od dawna chciał tam pojechać, a skoro już będziemy w okolicy... Szykuje się fajny trip po Wielkiej Brytanii i mam szczerą nadzieję, że nasz wyjazd wypali! Już tworzę listę miejsc, które chciałabym odwiedzić i oczywiście na pewno zawitam do Bootsa i Primarka. Nie planujemy co prawda dłuuugiej wizyty, ale mam nadzieję, że zdążymy zobaczyć Big Bena, Tower Bridge, Buckingham Palace, Tower of London i może skorzystamy z okazji i wjedziemy na London Eye? Choć nie wiem czy będę miała tyle odwagi, zobaczymy!

Jeżeli byłyście kiedyś w Londynie lub Liverpoolu, koniecznie napiszcie mi w komentarzach gdzie warto zajść, jakie miejsca zobaczyć. Może znacie jakieś przyjemne kawiarnie? Restauracje, przez które nie zbankrutujemy, ale dobrze zjemy i miło spędzimy czas?

Blogerki kłamią

Pewnie znowu wyjdę na tą złą. Pewnie znowu ktoś mi zarzuci, że mam ból dupy (tym razem proszę o precyzję - o co?), że jestem zazdrosna albo mam kompleks mniejszości i wylewam gorzkie żale. Prawdopodobnie wiele z Was sobie pomyśli, że przesadzam. Zapewne znowu ktoś obrobi mi tyłek, będzie plotkował za moimi plecami czy zablokuje mnie na Instagramie. Możliwe, ale już mnie to nie interesuje, bo miarka się przebrała.
ZNOWU.


 (notabene autorem tego zdjęcia jest mój chłopak, czego Demotywatory.pl nie raczyły w żaden sposób zaznaczyć)
Opowiem Wam coś, co może pozwoli niektórym z Was uświadomić sobie, że blogosfera jest tak naprawdę bardzo mała. Ludzie gadają, plotkują i... obserwują, widzą pewne rzeczy, pewne zależności. Jako blogerka dostaję dużo ofert współpracy. Nie, nie piszę tego po to żeby się chwalić, ale żeby uświadomić Wam, dostaję informację o większości kampanii, które odbywają się w naszym urodowym świecie online. Wiem co się szykuje, jakie będą akcje i jakie kosmetyki będą przesyłane do testów w ramach barteru lub płatnych działań. Jako odbiorca czytam blogi, śledzę Instagramy i Fanpage ulubionych (i nie tylko) blogerek i widzę co się dzieje, jakie piszą posty, jakie tematy poruszają na swoich blogach i jakie otrzymują paczki. Widzę, które dziewczyny decydują się na barter, a które na płatną współpracę. Będąc jednocześnie blogerem i czytelnikiem wiem, jakie warunki proponuje marka lub agencja w ramach współpracy. 
I wiecie co mnie denerwuje?
Jak doradzają, komentują i podpowiadają innym blogerkom jak się wyceniać, jak to powinny szanować swoją pracę i swój czas. Przy czym 3/4 recenzji blogu to paczki z współprac barterowych. Oczywiście może się mylę! Może każda z nich ugadała sobie perfekcyjne warunki i chwała im za to. Gratulację, życzę powodzenia i podziwiam za tak umiejętne prowadzenie negocjacji. Szkoda tylko, że często nie przekłada się to na rzeczywistość.
Żeby znowu nikt mnie źle nie zrozumiał. Barter, barterowi nie równy. Nie tępię tego typu działań, bo czasami sama się na takie zgadzam jeżeli produkt lub marka mnie jara i chcę poznać te kosmetyki z bliska. Jasne! Nigdy tego nie kryłam i, co pragnę podkreślić, tu nie chodzi o potępianie barteru, ale o podejście do tego tematu niektórych osób. Nie chodzi mi tutaj o samą ideę barteru, róbta co chceta - Twój blog, Twoje kredki. Mnie chodzi o hipokryzję, którą zdarzało mi się ostatnio często zauważać. "Biorę 3/4 współprac barterowych, bo ZA DARMO, a wszystkim doradzam jak bardzo powinni się cenić, jak szanować swój czas i włożoną pracę, chwalę się na prawo i lewo jaka to ja nie jestem droga, jakie to ja mam stawki i gardzę barterem".
Naprawdę? Gdzie tu sens? Gdzie logika?

Nie rozumiem robienia z siebie nie wiadomo kogo, kiedy rzeczywistość jest zupełnie inna. Ten światek naprawdę jest mały i jak ktoś jest uważnym obserwatorem nie trudno jest zauważyć kto jak kreuje swój wizerunek. Nigdy nie uważałam się za eksperta w dziedzinie blogowania, bo uważam, że są osoby bardziej kompetentne ode mnie, ale jeżeli COŚ WIEM i mogę pomóc komuś, kto tej wiedzy nie posiada - zrobię to. Jednak nie wciskam kitu, nie robię z siebie "bogini blogosfery" tylko dlatego, że dostałam kolejną paczkę. Staram się dzielić faktyczną wiedzą i doświadczeniem aby osoby, które go jeszcze nie mają miały łatwiejszy start niż ja, ale nie ściemniam. Nie wciskam nikomu, że wiem najlepiej i w ogóle, bo każdy ceni swoją pracę inacezej. Dla mnie to nie jest powód do wywyższania się, ale radości. Z przyjemnością dzielę się z Wami moimi doświadczeniami, podpowiadam i nie kłamię. Po prostu jestem szczera. Zawsze powtarzam, że dopóki robisz na blogu wszystko w zgodzie ze sobą, to rób to dalej. Mnie irytuje jedynie fakt, że niektóre blogerki robią jedno, a mówią drugie i myślą, że nikt tego nie widzi.
Aha i jeszcze jedno. Nie mylmy paczek PR-owych, które właściwie do niczego nas nie zobowiązują z faktycznymi działaniami o charakterze barterowym. To są dwie różne kwestie.

EDIT: Dziewczyny, żeby było jasne, ja nie wrzucam nas wszystkich do jednego worka. Dalej jestem zdania, że powinnyśmy sobie pomagać i doradzać, ale nie wciskając kit. Nie chcę nikomu robić koło tyłka i wytykać palcami, bo też nie ma kogo. To co napisałam tyczy się moich wielomiesięczych obserwacji różnych grup, blogów i dyskusji w sieci. Nie będę robić czarnego PR-u ani robić gównoburzy, bo nie ma o co. Po prostu chciałam wyrzucić z siebie kilka przemyśleń, a Wy nie musicie się ze mną zgadzać. Każda z nas jest inna i może mieć inne podejście do tematu ;)
Ale wiecie co? Koniec z narzekaniem. Nie chcę żeby niedzielnik był czymś negatywnym i jak jedna z Was słusznie zauważyła, ostatnio powiewa w nich ciągłym marudzeniem - koniec z tym!
➥ Dlaczego barter jest (i nie jest) spoko

Mała dawka inspiracji

Jak wygląda lekcja makijażu w salonie MAC? - dziewczyny z bloga Bless The Mess, robią naprawdę genialną robotę! Milena dzieli się doświadczeniem z lekcji i podpowiada czy warto ją podjąć czy lepiej sobie odpuścić. Jeżeli planowałyście wizytę w salonie, radzę przeczytać!
Zmiany w przepisach o ochronie danych 2018 - już w styczniu zaczną obowiązywać nowe przepisy o ochronie danych osobowych, jeżeli prowadzicie bloga lub sklep online i macie na nim newsletter, to koniecznie powinnyście przeczytać ten artykuł i poznać bloga Bliżej prawa, bo warto.

Czy jest takie miejsce, do którego Wy od dawna chciałybyście wyjechać?

Czytaj dalej ›

Najpiękniejsze pomadki na jesień | Golden Rose, MAC, TheBalm

pomadki-na-jesien

Nie mamy co prawda jeszcze oficjalnie jesieni, ale chyba nic nie stoi na przeszkodzie, żebym pokazała Wam najpiękniejsze pomadki na jesień, co? To dla mnie zawsze najbardziej inspirująca pora roku. Piękne krajobrazy, kolorowe liście, przyjemny wiatr i te klimatyczne wieczory - to jest to! Jesień uwielbiam za intensywne pomadki, mocno podkreślone oczy, ciepłe kolory swetry, koce i popołudnia spędzone z książką w ręku. Wszystkie odcienie jesieni zawsze wywołują u mnie masę pomysłów i mam nadzieję, że w tym roku też tak będzie. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie 9 najpiękniejszych pomadek na jesień! Jeżeli szukacie tej jednej, jedynej - zapraszam na post!

pomadki-na-jesien

Najpiękniejsze pomadki na jesień

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale to właśnie najczęściej jesienią sięgam po ciemne, intensywne pomadki. Wiosną i latem wybieram te lekkie, bardziej jaskrawe kolory, które fajnie się komponują z piękną pogodą i lekkim strojem. Jesień, która jest zdecydowanie bardziej przytulną porą roku niż dwie poprzednie, kusi mocnymi ustami i cięższym makijażem oka. Oczywiście jeżeli wciąż wybieracie lekką wersję siebie, nic nie stoi na przeszkodzie aby tak pozostało. Ja jednak zawsze zachęcam do tego, aby zabawić się makijażem, poeksperymentować, no bo przecież kiedy jak nie teraz? Nie musicie od razu sięgać po ciemne brązy i śliwkowe szminki, których się obawiacie. W dzisiejszym zestawieniu wybrałam też kilka pomadek bardziej wpadających w nude, aby mniej odważne z Was również znalazły coś dla siebie. To co? Poznajcie z bliska najpiękniejsze pomadki na jesień, które skradły moje serce.

Wybierając kolor kieruj się tym, w czym czujesz się najlepiej.

pomadki-na-jesien

NYX, Soft Matte Lip Cream, Copenhagen - jedna z lżejszych matowych pomadek jakie miałam okazję stosować. Nie jest to pomadka zastygająca, więc nic dziwnego, że tak mocno nie wysusza. Nie jest najtrwalsza na świecie i ze względu na dość musową formułę lubi robić plamy podczas aplikacji. Żeby osiągnąć idealny efekt trzeba poświęcić na nią trochę czasu. Ma przepiękny kolor ciepłej wiśni zmieszanej z odrobiną bordo, który rekompensuje drobne niedoskonałości podczas aplikacji. Określiłabym ten kolor jako intensywną wiśnię z domieszką śliwki, jest fantastyczny, ale niestety trudny do opisania. Odcień Copenhagen na ustach wypada jaśniej niż w opakowaniu.

Golden Rose, Liquid Matte Lipstick, 05 - czy ja muszę komuś przedstawiać ten kolor? Matowa pomadka Golden Rose o numerku 05 zyskała spore grono zwolenniczek dzięki Ewie Red Lipstick Monster. Ja w tym kolorze zakochałam się już dawno. To ciemna, trochę przydymiona jagoda, idealna propozycja jako pomadka na jesień. Kolor jest nie do podrobienia, a na moich ustach wypada dość ciemno. Przepiękna i oczywiście, jak większość pomadek z tej serii, bardzo trwała, ale o tym chyba nie muszę wspominać.

TheBalm, Meet Matt(e) Hughes, Charming - ciemny, chłodny brudny róż, który w rzeczywistości jest dość ciemny. Ta pomadka, to w ogóle jeden z moich ulubieńców i sięgam po niego nie tylko jesienią, ale i przez cały rok. Doskonale się zjada robiąc subtelne ombre, nie wysusza ust zbyt mocno i bardzo dobrze się trzyma. Uwielbia ten odcień i formułę wszystkich pomadek theBalm, ale ten kolor to po prostu mistrzostwo i polecam go również na co dzień!

TheBalm, Meet Matt(e) Hughes, Dedicated - druga pomadka z tej samej serii w dzisiejszym zestawieniu. Ten kolor, to przepiękna, bardzo intensywna malina. Elegancka, bardzo kobieca i mocno rzucająca się w oczy. Niestety zjada się mniej estetycznie niż Charming, ale to typowe dla kolorów tego typu. Nie zmienia to jednak faktu, że pięknie się prezentuje i na pewno jesienią będę po nią sięgać zdecydowanie częściej.

Urban Decay, Comfort Matte, Afterdark - jeżeli lubicie głębokie intensywne fuksje, ten kolor powinien się Wam spodobać. To nieco cieplejsza i bardziej intensywna wersja Golden Rose 05 i bardzo zbliżony kolor do Rebel. Czego na zdjęciu nie widać, pomadka ma zatopione mikroskopijne, niebieskie drobinki odbijające światło, których nie widać po nałożeniu na usta. Dzięki temu pomadka nie jest całkowicie matowa i wybiela zęby.

pomadki-na-jesien

Golden Rose, Matte Crayon Lipstick, 20 - jak tylko pomyślałam o tym zestawieniu, wiedziałam, że ta kredka się tu znajdzie. Matte Crayon Lipstick marki Golden Rose w kolorze 20 to przepiękna zgaszona czerwień z delikatnym malinowym podbiciem. Nie dość, że nosi się komfortowo, wygląda obłędnie, wybiela zęby, to trzyma się bardzo przyzwoicie. Jeżeli lubicie czerwone usta, to pomadka obowiązkowo powinna się znaleźć w Waszych zbiorach.

MAC, Whirl - u mnie nowość, ale już nie mogę się od niej oderwać. Jeden z trzech nudziaków, które powinny sprawdzić się do noszenia na co dzień. Nie do końca wiem jak go opisać, to neutralny brąz, który wpada delikatnie w beżowe tony. Bardzo jesienny kolor, który nadaje się do codziennego noszenia. Nie jest ani za ciepły, ani zbyt chłodny. Bardzo dobrze komponuje się z mocniejszym makijażem oczu i pasuje do jesiennych stylizacji.

MAC, Rabel - to jedna z moich ulubienic wśród pomadek na jesień. To idealna mieszanka wiśni, fioletu i bordo. Nieco chłodniejszy odpowiednik Afterdark. Niestety podobnie jak Copenhagen lubi czasem robić prześwity, kiedy już dojdziemy z nią do porozumienia wygląda prześlicznie. Jest intensywna, więc jeżeli nie lubicie takich kolorów, Rebel nie jest dla Was. Nie jest to pomadka o wykończeniu matowym (to satin), więc nie ma rewelacyjnej trwałości, ale bardzo dobrą pigmentację. Nie wysusza ust i estetycznie się ściera mimo swojego intensywnego koloru.

Anastasia Beverly Hills, Veronica - może nie każda z Was zdecydowałaby się aby sięgnąć po nią na co dzień, to jednak w tej roli też świetnie się sprawdza. Kolor ma dość niespotykany, bo to przybrudzony, dość ciemny, chłodny brąz z delikatnym podbiciem brudnego różu. Na ustach jest ciemna i intensywna, więc jeżeli się na nią zdecydujecie nie polecam szaleć z makijażem oczu. 

pomadki-na-jesien

Wybór pomadki na jesień zależy oczywiście głównie od Waszych preferencji. Dla mnie te dziewięć kolorów to must have, po które na pewno często będę sięgać. Uwielbiam intensywne usta i chociaż wkurza mnie ich ciągłe poprawianie, to efekt jest tego wart! Jesienią lubię mocniejsze makijaże, ale coś czuję, że nie jestem w tym osamotniona, prawda?

Jaki jest Wasz must have na jesień?

Czytaj dalej ›

Makijaż back to school (work) | kosmetyki drogeryjne

makijaz-back-to-school

Makijaż back to school, to coś czego brakowało mi w latach szkolnych. Nie było takich poradników, wskazówek jak się malować do szkoły albo raczej... czego NIE robić. Dla przykładu czarna kredka jako jedyny element makijażu oczy, to nie jest najlepszy pomysł. Nigdy... Długo się zastanawiałam czy jest sens przygotować dla Was taki poradnik, ale ponieważ na Facebooku AGwer sporo z Was wyraziło zainteresowanie, oto jest. Zrobiłam makijaż krok po kroku, który będziecie mogły wykonać w 15-20 minut przed wyjściem do szkoły, pracy czy zajęcia na uczelni. Wybrałam też produkty, które są łatwo dostępne, niedrogie lub które bez problemu będziecie mogły zastąpić tym, co macie akurat w domu. To co? Do dzieła!

Makijaż back to school

Nie będę ukrywać, że sama malując się do szkoły popełniałam masę błędów. Pewnie jak nie jedna z Was sięgałam tylko po czarną kredkę (nieroztartą, no bo po co) i tusz do rzęs. Miałam trzy cienie na krzyż i ani myślałam, że kiedyś będę miała taką kolekcję jak teraz. Na większe wyjścia ze znajomymi nakładałam za ciemny podkład i... czułam się pięknie pomalowana! Bez pudru, korektora czy chociażby odrobiny różu... Nie pytajcie jak to wyglądało, ale nikt nie narzekał, że straszę. Nie popełniajcie moich błędów i malujcie się świadomie!

Chcę jeszcze tylko zwrócić Waszą uwagę na jedną rzecz. Makijaż powinien być dobrany odpowiednio do okazji. W szkole, na studiach czy w pracy po prostu nie wypada iść w ➥ czarnym smokey i czerwonych ustach.  Makijaż w stylu back to school nie powinien być zbyt mocny, za ciemny i przyciągający uwagę. Jego zadaniem jest podkreślenie Waszej urody, rozświetlenie skóry i delikatne zaznaczenie oczy. Żadnych sztucznych rzęs, żadnego brokatu czy fuksjowej pomadki. Makijaż do szkoły czy pracy być stonowany i elegancki. Moja propozycja jest szybka, łatwa w wykonaniu i subtelnie podkreśla spojrzenie.

makijaz-back-to-school

makijaz-back-to-school

  1. Całą powiekę pokrywam korektorem i na całość aplikuję puder żeby łatwiej się blendowało nałożone później cienie.
  2. Czarną (lub ciemnobrązową) kredkę rozcieram w zewnętrznej części górnej powieki tworząc rozdymioną jaskółkę w kierunku brwi. Imitacja kreski podkreśli oko, ale nie będzie za ciężka.
  3. Zaznaczam załamanie powieki za pomocą średniego brązu. Blenduję delikatnie okrężnymi ruchami żeby uzyskać lekką chmurkę koloru, ale nie nakładam go zbyt dużo, aby oko nie było za ciemne.
  4. Na całą górną powiekę nakładam cielisty matowy cień aby odświeżyć i powiększyć optycznie oko.
  5. Na środek powieki wklepuję róż, który później będę aplikować na policzek. Ten krok pokdreśli zielone, niebieskie i brązowe tęczówki, ale możecie go pominąć.
  6. Zaznaczam całą dolną powiekę tym samym średnim brązem, którego użyłam do zaznaczenia załamania powieki. 
  7. Na wewnętrzny kącik oraz wewnętrzną część górnej powieki zaznaczam rozświetlaczem. Ten zabieg rozświetli i "obudzi" spojrzenie, a oczy nie będą wyglądały na zmęczone.
  8. Tuszuję rzęsy, na dolną linię wodną nakładam cielistą lub brązową kredkę i mogę wychodzić!

makijaz-back-to-school

Myślałam czy nie przygotować czegoś w kolorze, co mogłoby się sprawdzić jako makijaż back to school. Doszłam jednak do wniosku, że będzie to mało praktyczne. Chciałam żebyście mogły bez problemu odwzorować ten makijaż w domu niezależnie od tego jaki macie kolor oczy czy jaką macie karnację. Brązy, beże i większość rozświetlaczy bez problemu sprawdza się na co dzień, a jeżeli nie macie zbyt dużo czasu możecie cały ten makijaż wykonać po prostu za pomocą bronzera. Sprytne nie? Koniecznie podzielcie się w komentarzach swoimi trikami na makijaż do szkoły!

Jakie Wy popełniałyście błędy w makijażu do szkoły czy pracy?

Czytaj dalej ›

Urodzinowe nowości kosmetyczne | Mbrush, Anastasia Beverly Hills, Morphe

nowosci-kosmetyczne

W tym roku moje prezenty urodzinowe przeszły wszelkie oczekiwania! Zrealizowało się kilka moich drobnych marzeń i sama sprawiłam sobie kosmetyki, które od dawna były na mojej liście. Ponadto po raz pierwszy od ponad 10 lat spędziłam urodziny w domu, bez imprezowego szaleństwa i wiecie co? Bardzo mi się podobało! Oglądanie bajek i pyszne sushi doprawione ulubionym drinkiem w wieku 28 lat to idealny przepis na urodziny, ale dziś nie o tym. Pokażę Wam moje nowości kosmetyczne, na które zdecydowałam się skreślając pozycję z mojej Wishlisty. 

Nowości kosmetyczne

Nie muszę Wam chyba przypominać, że od dawna jestem uzależniona od palet cieni. Już Wam pokazywałam z bliska paletę Morphe Brushes, która powstała w współpracy z Jaclyn Hill. Wstrząsnęła światem makijażowym od dnia premiery. Zresztą nie bez powodu, kompozycja kolorów, jakość i trwałość cieni bije na głowę nie jedną paletę dostępną na rynku. Jest przepiękna, a urodziny były doskonałą okazją żeby ją sobie sprawić. Jeżeli chcecie poznać ją z bliska zajrzyjcie do ➥ recenzji MorpheXJaclynHill.

Zakup Modern Renaissance Anastasia Beverly Hills bardzo długo chodził mi po głowie. Nie byłam zadowolona z dwóch poprzednich palet Anastasii, które miałam więc bałam się kolejnego zakupu. Zrobiłam porządny research, obejrzałam masę recenzji na YT, przeczytałam sporo na blogach i przejrzałam chyba wszystkie makijaże na Instagramie. Z opinii użytkowników wynika, że to właśnie Modern Renaissance jest najlepszą jakościową paletą AHB. Kolory są obłędne i bardzo w moim stylu więc postanowiłam się na nią zdecydować. Czy pożałuję? Jeszcze nie wiem, ponieważ dopiero zrobiłam jej zdjęcia i jeszcze nie zabrałam się za testowanie. 

Jestem przekonana, że słyszałyście zarówno o konturówce Soar i pomadce Whirl z MAC Cosmetics. Poza ➥ Mehr, Russian Red i kilkoma innymi pomadkami to chyba jedne z najbardziej popularnych produktów do ust marki. Co prawda myśląc o zakupach urodzinowych nie miałam ich w planach, ale promocja na stronie MACa mnie skusiła. Konturówkę Soar już wypróbowałam i to przepiękny, brudny róż zbliżony w tonacji do Mehr - bo jakżeby inaczej, brudny róż to moje drugie imię. Rozsławiona przez Kylie Jenner Whirl będzie pięknym nudziakiem na jesień. 

nowosci-kosmetyczne
nowosci-kosmetyczne
Moja lista pędzli Mbrush jest całkiem spora. Do mojej małej kolekcji dołączyły ostatni trzy modele widoczne na zdjęciu (od lewej 03, 11, 16). Komponuję zestaw dla siebie, którym będę mogła zrobić każdy makijaż. Póki co jestem w tych pędzlach zakochana, zarówno w jakości i miękkości włosa, która jest nie do podrobienia, jak i krótkich, wygodnych trzonkach. Nie będę ukrywać, że ceny są stosunkowo wysokie, ale w tym przypadku jest ona relatywna do jakości. Możecie się spodziewać pełnej recenzji za jakiś czas jak dobrze je przetestuję. 

Bombshell Victoria's Secret to już kultowe perfumy. Mniej więcej rok temu kupiłam w TKMaxx zestaw miniaturowych perfum VS i wśród nich był własnie zapach Bombshell. Jak można się domyśleć, przepadłam z kretesem. Zapach wpisałam na moją listę i czekałam na okazję aby je kupić. Tym razem wyręczył mnie w tym mój tata i właśnie od niego dostałam ten zapach na urodziny. Jak pachną słynne perfumy Bombshell? Są słodkie, ale świeże, owocowe i lekko kwiatowe. Bardzo dobrze się trzymają, a mnie oczywiście urzekła ich świeżość, bo właśnie takie zapachy lubię najbardziej.

nowosci-kosmetyczne
nowosci-kosmetyczne
nowosci-kosmetyczne

Moim małym gadżeciarskich marzeniem był przepiękny miętowy Instax. Mój chłopak zrobił mi w tym roku niesamowitą niespodziankę i właśnie jego znalazłam z samego rana wraz z pięknym bukietem kwiatów. Od dawna marzyłam o tym aparacie, nie tylko ze względu na piękny design, ale i ciekawy format zdjęć. Jako osoba uzależniona od Instagramu, nie mogłam przejść obok takich zdjęć obojętne. Kiedyś chciałabym zrobić w swoim pokoju ścianę wspomnień, na której będą wisieć między innymi zdjęcia z tego aparatu. No i nie ukrywajmy, że nie raz będę go komponować w zdjęcia, bo wygląda naprawdę uroczo!

Ostatnią rzecz z premedytacją zostawiłam na sam koniec. Moja przyjaciółka sprawiła mi w tym roku niesamowitą niespodziankę i sprawiła mi całą kolekcję książek Harrego Pottera w wydaniu z okładkami Doddle. Wiedziała, że od kilku miesięcy zastanawiam się nad zakupem i postanowiła zaszaleć. Ale wiecie co? To nie wszystko! Parę dni po urodzinach dostałam list z Hogwartu wraz z biletem na pociąg!!! Wzruszyłam się, a potem pobeczałam jak dziecko bo wiedziała, że od dawna marzyłam o liście z Hogwartu. Niesamowicie się cieszę i mimo tych wszystkich kosmetycznych zakupów, ten prezent był chyba najpiękniejszym jaki dostałam w ciągu tych 28 lat. Ania, dziękuję!

nowosci-kosmetyczne

Mówiłam, że w tym roku moje urodziny były wyjątkowe. Nie tylko ze względu na prezenty, które dostałam albo kupiłam sobie sama. W końcu chyba dojrzałam o swojego wieku i zrozumiałam, że cieszę się z tego jak wygląda w tej chwili moje życie. Już nie płaczę nad swoim wiekiem (nieprawda!)  i chociaż wciąż nie czuję się jak 28. latka, to pogodziłam się z tym ile mam lat. Z tego miejsca chciałam też podziękować każdej z Was, bo ilość wiadomości i komentarzy z życzeniami bardzo mnie zaskoczyła! Dziękuję za życzenia i dziękuję, że jesteście ze mną już prawie 5 lat!

Czy Wy też szalejecie z zakupami z okazji urodzin?

Czytaj dalej ›

Makijaże krok po kroku