aGwerblog to blog kosmetyczny z elementami lifestylu, porad i makijażu.

Makijaż na upały | 5 kroków, o których warto pamiętać

makijaz-na-upaly

Makijaż na upały, to nie lada wyzwanie każdego lata. Szczególnie jeżeli zależy Wam na pełnym makijażu przez wiele godzin. Oczywisty jest dla mnie fakt, że makijaż w trakcie upałów sprowadza się u Was do minimum. Sama zresztą stawiam na zasadę im mniej tym lepiej. Są jednak czasem takie sytuacje gdzie musimy (tfu! chcemy) wyglądać jak milion dolców, a temperatura na dworze robi sobie z nas niezłe jaja. Nie ze mną te numery. Dzisiaj zdradzę Wam co zrobić żeby makijaż przetrwał upały, jakie użyć kosmetyki i o jakich krokach pamiętać, aby nie martwić się o jego trwałość podczas ważnej imprezy odbywającej się latem.
➥ Co warto kupić na początek przygody z makijażem?


makijaz-na-upaly

Makijaż na upały


Jeżeli szukacie recepty na codzienny look, muszę Was rozczarować. Dzisiejszy materiał jest przygotowany dla tych z Was, które wybierają się na ważną uroczystość i liczą na wieczorowy makijaż, który przetrwa upał, nie spłynie i nie zrobi się ciastkiem. Nie będzie tutaj lekkich kremów BB, produktów mineralnych, ani zasady minimalizmu. Nie będą to standardowe rady, które czytacie na każdym blogu. Skupiam się na konkretnych produktach i procesie przygotowania makijażu. Dziś podpowiem Wam o czym należy pamiętać jeżeli makijaż ma wytrzymać wysoką temperaturę, a Wy macie wyglądać jak gwiazdy Hollywood. Nie polecam wszystkich kroków i wszystkich produktów używać przy codziennym makijaż, bo jest to po prostu zbędne i zdecydowanie zbyt obciążające dla skóry. Ale jeżeli szykujecie się na coś ekstra, to warto o nich pamiętać.

Krok 1: Pielęgnacja

W lecie niezwykle istotne jest dokładne dbanie o cerę. Przy wysokich temperaturach jesteśmy bardziej podatne na poparzenia słoneczne, dlatego koniecznie musicie pamiętać o filtrach. Odpowiednie przygotowanie skóry to podstawa każdego trwałego makijażu, ale latem to bardzo ważna kwestia.  Oczywiście polecam filtry 50SPF, bo one najlepiej chronią skórę przed promieniami UV. Niestety nic Wam jeszcze nie mogę polecić, bo sama używam dopiero od kilku tygodni produktu marki Skin79, który pod makijażem spisuje się świetnie, ale nie mam porównania do innych produktów tego typu. Nawilżanie, oczyszczanie i ochrona to kluczowa sprawa. Banalne, ale konieczne.

makijaz-na-upaly

Krok 2: Baza

Żeby podkład wytrzymał wysokie temperatury, pot i wyglądał dobrze przez wiele godzin, konieczna jest dobra baza. W takim przypadku świetnie sprawdzają się produkty wygładzające, zmniejszające pory. Bez wahania polecam Wam produkt z ➥ Make Up For Ever, który sprawdza się u mnie od dawna. Natomiast jeżeli wolicie efekt świetlistej skóry, to genialnie spisuje się w tej roli nowość marki Smashbox Radiance Primer. Wygładza, zwęża pory i pozostawia skórę pięknie rozświetloną. Sprawdziłam ją podczas ostatnich upalnych dni i świetnie się w tej roli sprawdziła. W sprzedaży jest też dostępny antyperspirant do twarzy do stosowania w ekstremalnych przypadkach, ale ten produkt polecam zostawić dla profesjonalistów.

makijaz-na-upaly

Krok 3: Produkty wodoodporne

Zapewniają trwałość nawet w trudniejszych warunkach. Na zdjęciu zabrakło kluczowego podkładu marki Makeup Atelier Paris, który sprawdza się w tej roli najlepiej. Jest stosunkowo lekki, ale dobrze kryjący, a wybór kolorów jest ogromny. Do mocniejszego krycia polecam sięgnąć po Estee Lauder Double Wear, który bardzo dobrze wygląda nawet na cerze naczynkowej. Natomiast jeżeli macie cerę suchą lub nie potrzebujecie krycia na wysokim poziomie, śmiało możecie chwycić propozycję marki Smashbox: podkład Studio Skin. Pierwszych dwóch nie polecam stosować na co dzień, ale Studio Skin na pewno w tej roli się sprawdzi.

Jako korektor wodoodporny i taki, który wytrzyma pot, deszcz, a nawet prysznic polecam Shape Tape z tarte. Przetrwa naprawdę wszystko i zakryje też mocne cienie pod oczami. Do stylizacji brwi przy wysokich temperaturach najlepiej sprawdzi się pomada. Jako, że moje brwi często się pocą (jakkolwiek to brzmi), zapewniam Was, że nic nie przetrwa tego szaleństwa tak dobrze jak pomada. Jeżeli sięgniecie do tego po mocny żel, piękne brwi przez wiele godzin macie jak banku. 


makijaz-na-upaly

Krok 4: Kosmetyki w kremie

Cienie w kremie, róże w sticku, to doskonałe rozwiązanie na takie okazje. Nałożone na podkład dają bardzo naturalny efekt, doskonale przyklejają się do skóry i będą się świetnie trzymać. Wystarczy niewielką ilość wklepać w skórę i całość lekko przypudrować. Produkty z Golden Rose mają piękne kolory i lekkie satynowe wykończenie. Jeżeli jednak chodzi o produkty do powiek, to już kwestia bardzo indywidualna. Ja lubię matowe Color Tattoo z Maybelline używać jako bazy lub po prostu na całą powiekę. Jako opcje rozświetlającą polecam zainteresować się cieniami Excess Shimmer marki Maxfactor.

U mnie na powiece, bardzo często sprawdza się zastygający korektor, który pudruję pudrem fixującym. Wtedy każdy cień trzyma się nawet w wysokich temperaturach, nie roluje się (co czasem się to u mnie zdarza), a kolor nie bleknie. Jeżeli jednak macie bardzo tłustą powiekę polecam cień w kremie połączyć z odrobiną zastygającego korektora i powinno się sprawdzić. 

makijaz-na-upaly

Krok 5: Porządne utrwalenie


Ostatni etap, który zapewni trwałość makijażowi na wiele godzin w każdych warunkach. Nie zrezygnowałabym w upale z pudru, ale wiem, że często się o tym mówi. Dla mnie to produkt, który spala ze sobą całość, a jeżeli macie w domu puder utrwalający (inaczej fixujący), to wystarczy delikatnie przyprószyć  nim twarz, aby utrwalić całość. Makijaż spryskany sprayem fixującym sprawia, że staje się on całkowicie wodoodporny i odporny na pot, deszcz, czy nawet łzy. To ciężki produkt, dlatego radzę sięgać po niego tylko w wyjątkowych sytuacjach. 

Co jeszcze można zrobić aby makijaż przetrwał wysokie temperatury?

Odpowiedzią na to pytanie jest  baking. Do mnie ta metoda nie do końca przemawia, nie lubię efektu jaki daje na skórze, ale nie mogę powiedzieć, że to nie działa. Zwiększa trwałość makijażu, zwiększa odporność na pot i łzy, podkreśla konturowanie i sprawia, że na zdjęciach twarz wygląda nieskazitelnie. Po za tym warto mieć ze sobą bibułki matujące, którymi bez problemu możemy zdjąć nadmiar sebum z twarzy bez krzywdy na podkładzie. W Waszej kopertówce powinno znaleźć się miejsce na mały puder kompaktowy w celu przypudrowania noska. Czasem się zdarzy, że bibułka ściągnie odrobinę pokładu i wtedy przyda się delikatne przypudrowanie. Nie przesadzajcie jednak z ilością żeby nie osiągnąć efektu ciastka.

Wizyta na weselu, ważna impreza, wydarzenie służbowe na którym chcecie wyglądać dobrze, nie zdarza się codziennie. Zestaw kosmetyków, który Wam dzisiaj pokazałam, to wersja  na większe wyjścia. Chcę abyście wiedziały, że stosowanie ich zbyt często może doprowadzić do podrażnień, w jakimś stopniu zapchać bardziej wrażliwą skórę lub spowodować wysyp wyprysków. Wszystko zależy od Waszej skóry. Dlatego na co dzień (szczególnie latem) stawiajcie w głównej mierze na lekkie produkty i minimalizm! 

Jakie są Wasze sposoby na letni makijaż imprezowy?

Czytaj dalej ›

Nowe kolory pomadek Golden Rose | Jak dobrać idealną konturówkę?

matowe-pomadki-golden-rose

Miałyście kiedyś problem z dobraniem odpowiedniej konturówki? Bo ja przez wiele lat byłam w tym temacie totalnie zielona. Dosłownie! Właściwie bardzo długo konturówka, to był dla mnie wymysł absolutnie zbędny do życia. Na szczęście zapanował trend na powiększanie ust właśnie za pomocą konturówki! Nie ułatwiło mi to co prawda zadania, bo jakoś tę konturówkę trzeba było dobrać. Metodą prób i błędów jakoś sobie radziłam, a wśród propozycji marki Golden Rose wybór był i wciąż jest właściwie nieograniczony. Decyzja jaki kupić kolor, zawsze była trudna. Też miałyście kiedyś ten problem? Na szczęście marka Golden Rose wpadła na genialny pomysł jak nam ten proces ułatwić i dziś Wam o tym opowiem. Zacznijmy jednak od początku.

matowe-pomadki-golden-rose

matowe-pomadki-golden-rose

Czemu warto używać konturówki do ust?

  • Zwiększa trwałość pomadki - dzięki czemu możemy cieszyć się ulubionym kolorem przez wiele godzin.
  • Zmienia kształt ust - konturówka ułatwia ich wyrysowanie w dowolny sposób.
  • Powiększa usta - ponieważ to właśnie dzięki konturówce możemy wyrysować idealne powiększenie ust. 
  • Podbija kolor pomadki - dzięki czemu możemy cieszyć się soczystym i intensywnym kolorem.
Dobranie odpowiedniego koloru konturówki, do odcienia pomadki pozwala na osiągnięcie najbardziej naturalnego efektu. Nie musimy się wtedy martwić czy np. nie wyglądamy jak ciocia Gertruda, która zapomniała, że żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku i ciągle nakłada jasną perłową pomadkę na bordową konturówkę. 

Jak dobrać idealną konturówkę?

Wystarczy, że sięgniemy po zbliżony kolor do wybranej przez nas szminki i problem z głowy. Warto zwrócić uwagę czy kredka jest w podobnej tonacji i wtedy wybierać odcienie, które minimalnie różnią się od docelowego koloru. Nie polecam decydować się na ciemniejsze barwy jeżeli boicie się tandetnego efektu. Natomiast nie obawiajcie się wybrać konturówki, która jest nieco jaśniejsza. Zawsze możecie zakryć ją szminką i pięknie wyrysowane usta gotowe.

Jest też drugi sposób, który od niedawna jest dostępny dla wszystkich użytkowniczek telefonu z systemem Android. Firma Golden Rose wypuściła cztery dni temu aplikację, która ma ułatwić nam dobranie idealnej konturówki do odcienia pomadki z szeregów produktów marki. "Duet Idealny GR" to aplikacja, w której dostępne są cztery rodzaje pomadek GR oraz konturówki, z serii DreapLips spośród których możemy wybierać, aby stworzyć idealny duet. Aplikacja jest szybka, intuicyjna i co najważniejsze, sama dopasowuje konturówkę do pomadki. Sprawdziłam ją naprawdę dobrze i działa bez zarzutu. Poza tym, kiedy już wybierzemy naszą dwójkę, aplikacja ułatwia nam zakup produktów przez stronę Golden Rose i parę dni później możemy szaleć z makijażem ust! To fajny i szybki sposób na skomponowanie idealnego duetu.
A jak pary skomponowane przez aplikacje prezentują się na ustach?

matowe-pomadki-golden-rose

Golden Rose Matte Liquid Lipstick

Moja ulubiona seria matowych płynnych pomadek. Mają bardzo przyjemną konsystencję, mocno trzymają się ust i stosunkowo estetycznie się zjadają. Mogą nieco wysuszać przy codziennym stosowaniu, ale od czego mamy balsamy do ust i peelingi! Wybór kolorów pomadek Matte Liquid Lipsticks jest aktualnie ogromny (aż 26 odcieni!), a trwałość tych pomadek powaliłaby na kolana nie jedną wersję z górnej półki. Już od dawna chodziły za mną nowe odcienie, aż w końcu do mnie trafiły. Nudziaki to coś, po co sięgam na co dzień, a ta absolutnie fantastyczna czerwień będzie mi na pewno towarzyszyć nie jednego wieczoru. Kolory dobrane przez aplikacje stanowią zgrane duety!

matowe-pomadki-golden-rose

Golden Rose Velvet Matte Lipstick

Pierwsza seria matowych pomadek tej marki jakie pokochałam. Posty o tych pomadkach pojawiły się już w 2014 roku, więc o czymś to świadczy. Mocno kremowe, świetnie napigmentowane i bardzo komfortowe na ustach. Warto pamiętać, że nie mają takiej trwałości jak wersja powyżej,ale do stosowania na co dzień są świetne! To chyba najmniej wysuszające matowe pomadki jakie używałam. Ich kremowa formuła gładko sunie po ustach pozostawiając na nich subtelne wykończenie satynowego matu. Aplikacja spisała się na medal łącząc odcienie pomadek z konturówkami.

matowe-pomadki-golden-rose

Golden Rose Matte Lipstick Crayon

Najlepsze pomadki w kredce do torebki! Są mega wygodne, dobrze wyrysowują usta, mają piękne kolory i przyzwoitą trwałość. Oczywiście nie przetrwają pysznego babcinego rosołu, ale zjadają się bardzo ładnie i bez problemu możemy je poprawić. Ich jedyną wadą jest fakt, że mocno wysuszają usta, ale jak już wspomniałam: przy odpowiedniej pielęgnacji, to naprawdę nie jest problem. Wygodna forma kredki nadaje się do torebki, co jest bardzo wygodne podczas podróży, w pracy czy na uczelni. Duety skomponowane przez aplikację zdały egzamin!

matowe-pomadki-golden-rose

Golden Rose Vision lipstick

Seria skierowana dla osób, które preferują kremowe wykończenie pomadek. Ich ogromną zaletą jest bardzo naturalne wykończenie z delikatnym połyskiem. Bardzo mi się podoba, że nie mają wykończenia z wysokim połyskiem. Vision Lipstick, to fajna opcja na lato bo bardzo miękko suną po ustach, wyglądają subtelnie mimo mocnej pigmentacji i zawsze możemy wklepać je palcem. Dzięki temu uzyskamy bardzo lekki, dziewczęcy efekt. Sugestie aplikacji uważam za trafione, choć jedna konturówka pasuje aż do dwóch odcieni pomadek - oczywiście w wersji nude.

Myślę, że nie jest dla Was żadnym zaskoczeniem, że bardzo lubię produkty marki Golden Rose. Uważam, że oferowane przez nich produkty za bardzo przyzwoite ceny, są po prostu bardzo fajnej jakości. Jak usłyszałam o nowej aplikacji pomyślałam sobie: WOW! To naprawdę bardzo praktyczny pomysł. Często spotykałam się z tym, że nawet Panie na stoiskach nie były pewne jaką dobrać konturówkę, a nowa aplikacja na pewno ułatwi to zadanie kupującym i ekspedientkom. Dla mnie to bardzo fajna opcja i na pewno będę z niej korzystać. Aplikację możecie pobrać ze ➥ sklepu Play.

Jak Wam się podoba nowy sposób na dobranie idealnej konturówki?

Czytaj dalej ›

Rewolucja w codziennej pielęgnacji | MIYA myPOWERelixir


Tamten rok bez dwóch zdań należał do kremów myWONDERbalm, które spisały się w swojej roli doskonale. MIYA, to polska marka stworzona przez dwie pełne pasji kobiety. Ania Koss i Ania Białas-Bednarczyk, po raz kolejny wyszły na przeciw nowoczesnym, aktywnym kobietom, którym zależy na doskonałej jakości i wszechstronnym działaniu kosmetyków, po które sięgają każdego dnia. myPOWERelixir, to nowość w szeregach MIYA, którą warto się zainteresować. Naturalne serum rewitalizujące, możemy stosować nie tylko przy pielęgnacji twarzy, a bogaty skład pozwala używać je nawet osobom ze skórą atopową. Więcej o możliwościach serum przeczytacie w dzisiejszym poście. Mam też dla Was konkurs i kod rabatowy!
➥ myWONDERbalm, czyli naturalne kremy na każdą kieszeń

serum-MIYA

MIYA myPOWERelixir u kogo się sprawdzi?

U każdej z Was, która poszukuje kompleksowej, naturalnej pielęgnacji w jednym produkcie. Ten kosmetyk skierowany jest do kobiet, którym zależy na odżywieniu i wzmocnieniu skóry, przy minimalnym wysiłku. To eliksir, który naturalnie odżywia, dodaje energii, blasku i skutecznie odżywia zmęczoną i szarą skórę. Doskonała propozycja dla minimalistki.

Eliksir zamknięty jest w szklanym słoiczku o pojemności 50ml. Jego konsystencja jest stała i zamienia się w olejek zaraz pod wpływem ciepła palców i przy aplikacji na skórę. Bardzo przypomina mi tym olej kokosowy, który zresztą znajduje się w jego składzie. Pachnie słodkimi cytrynowymi ciasteczkami. Jest delikatnie słodki i jednocześnie odrobinę cytrynowy - jestem na tak!

Zastrzyk energetyczny 

Sekret produktów MIYA to przede wszystkim bezkompromisowe podejście do jakości. Wyjątkowy skład, stworzony na bazie naturalnych olejków i składników roślinnych, to ukłon w stronę wymagającej, nawet atopowej skóry. Najnowszy produkt MIYA myPOWERelixir zawiera antyoksydanty, witaminy, kwasy Omega 3+6 i unikatową kompozycję 11 drogocennych składników, które pozytywnie wpływają na stan naszej skóry. W składzie znajdziemy między innymi: olejek ryżowy, jojoba, chia, kokosowy, ekstrakt z planktonu, masło mango czy witamny E i F. Bogaty skład sprawia, że eliksir nie tylko uelastycznia skórę, poprawia jej koloryt i wzmacnia. Pozytywnie wpływa również na koloryt skóry, dodaje jej naturalnego blasku, wygładza drobne zmarszczki, dodaje energii i napina kontur twarzy. Podobnie jak kremy myWONDERbalm, serum nie zawiera parabenów, sztucznych barwników, silikonów, PEG-ów, olejów mineralnych ani glikolu propylenowego. Jest hipoalergiczne, więc będzie doskonałym produktem pielęgnacyjnym dla cery podatnej na podrażnienia.

MIYA-myPOWERelixir

Kompleksowa pielęgnacja z MIYA

Bardzo podoba mi się fakt, że produkty MIYA dostosowują się do potrzeb wielu kobiet. Serum możemy stosować na wiele sposobów i dzięki temu, każda użytkowniczka pokocha je za coś innego. Możemy je stosować po prostu jako serum pod krem, który używamy do codziennej pielęgnacji. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby eliksir stosować zamiast niego. W moim przypadku sprawdziło się to doskonale, bo latem zawsze ograniczam pielęgnację do minimum. To jednak nie wszystko, bo myPOWERelixir można również używać jako krem pod oczy, olejek do masażu twarzy lub maseczka na noc. Wystarczy nałożyć grubszą warstwę przed snem i pozwolić jej działać przez całą noc. Lubię nakładać go zaraz po wyciągnięciu słoiczka z lodówki, chłodny olejek koi skórę i daje przyjemne uczucie orzeźwienia. 

Bogaty w olejki skład skusił mnie, aby sięgnąć po olejek nie tylko przy pielęgnacji twarzy. Jeżeli macie problem z suchymi skórkami w okół paznokci wystarczy wsmarować w nie odrobinę olejku. Myślę, że sprawdzi się również jako krem do bardzo suchych dłoni. To doskonała alternatywa dla zniszczonych końcówek. W jednym małym słoiczku mamy zamkniętą ogromną moc, którą ograniczają tylko nasze potrzeby.

MIYA-myPOWERelixir

#JestemGotowa, a Ty?

Nigdy nie chciałam stosować olejków w mojej pielęgnacji. Zawsze od nich uciekałam, bo bałam się obciążenia, nieprzyjemnej lepkiej warstwy po aplikacji i uczucia tłustej skóry. Bałam się, że w przypadku tego serum będzie podobnie, na szczęście moje obawy nie mają pokrycia w rzeczywistości. Serum nie wchłania się błyskawicznie, ale już po dłuższej chwili możemy cieszyć się dobrze nawilżoną, rozświetloną skórą. Nie pozostawia uczucia lepkiej warstwy, której tak się obawiałam, skóra jest gładka i przyjemna w dotyku. Wystarczy dosłownie odrobina aby pokryć olejkiem całą twarz, dzięki czemu serum starczy na wiele miesięcy. Bardzo lubię sięgać po nie wieczorem i z samego rana, prosto z lodówki. Zauważyłam, że moja skóra wygląda znacznie lepiej i zauważalnie się uspokoiła. Aktualnie stosuję w pielęgnacji tylko myPOWERelixir i widzę poprawę w jej stanie. Wszelkie niedoskonałości zniknęły, skóra jest bardzo dobrze nawilżona, rozpromieniona i napięta, a każdy podkład na tak wypielęgnowanej skórze wygląda dobrze.

Wszystkie produkty marki MIYA możecie dostać online na stronie producenta www.miyacosmetics.com, w mintishop i na stronie empik.com, a stacjonarnie w SuperPharm. Natomiast pozostałe produkty są dostępne w wybranych Rossmannach, Kontigo, Hebe i placówkach Cosmedica.

A ja mam dla Was kod rabatowy na zakup myPOWERelixir i kremów myWONDERbalm na stronie www.miyacosmetics.com. Wystarczy, że przy zamówieniu wpiszecie "Agwer", a otrzymacie 20% rabatu i darmową wysyłkę! Kod ważny jest tylko do końca tygodnia (25.06) więc warto skorzystać!

Ja #JestemGotowa na rewolucję w codziennej pielęgnacji, a Ty?

Jeżeli tak, to śmigajcie na Instagram, gdzie możecie wygrać dla siebie myPOWERelixir.





Czytaj dalej ›

Akwarele i błękit Chiodo Pro, Blue Sky i Light Purple

chiodo-pro-blue-sky

Od lat jestem fanką niebieskich paznokci i niezmiennie za nimi szaleję. Choć ostatnimi czasy chyba dorosłam, bo częściej sięgam po lakiery nude (o czym już chyba wspominałam 700 razy). Przepiękny błękit Blue Sky marki ChiodoPRO, całkowicie skradł moje serce już od pierwszego użycia. To taki odcień błękitu, który pasuje do bardzo jasnej, ale i ciemnej karnacji, do wielu stylizacji i swoją subtelnością oczaruje każdą z Was. Idealna propozycja na lato, ale coś czuję, że zimą też będzie wyglądać bardzo dobrze. Dziś pokażę Wam bardzo prostą, ale efektowną stylizację w połączeniu z lakierem Light Purple.
➥ Nudziak na co dzień
➥ Idealna mięta na paznokciach


chiodo-pro-blue-sky

chiodo-pro-blue-sky

Chiodo PRO, Blue Sky

To pastelowy, rozbielony kobalt, który w bajeczny sposób podkreśla opalone dłonie i jednocześnie wygląda bardzo subtelnie. W rzeczywistości kolor jest nieco bardziej intensywny, ale na paznokciach wciąż wygląda lekko i dziewczęco. Pełne krycie osiąga przy dwóch cieniutkich warstwach, lakier jest stosunkowo gęsty, ale dobrze się rozprowadza. Nie zauważyłam żeby smużył lub rozlewał się przy skórkach, utwardza się w lampie LED w ciągu 30s. Po skończonym malowaniu możemy się cieszyć pięknym kolorem o wysokim połysku.

Chiodo PRO Light Purple

Kolejny pastelowy odcień, ale tym razem fiolet, który wpada lekko w róż. Moim zdaniem przepięknie komponuje się z lakierem Blue Sky, bo razem tworzą bardzo dziewczęcą, lekką kompozycję. Podobnie jak w przypadku poprzedniego lakieru i ten kolor ma mocną pigmentację, kryje po dwóch warstwach, dobrze się rozprowadza i nie smuży. Ten kolor jest o tyle ciekawy, że w zależności od światła bardziej wpada w róż, a czasem bardziej w fiolet.

W moim manicure połączyłam oba kolory lekkim i abstrakcyjnym wzorkiem na dwóch paznokciach. Chodziło mi o to, aby uzyskać efekt akwareli i z większym lub mniejszym powodzeniem mi to wyszło. Na nieutwardzonym jeszcze lakierze Blue Sky, malowałam cienkim pędzelkiem smugi za pomocą koloru Light Purple. Całość za pomocą tego samego narzędzia bardzo niedbale mieszałam, przeciągałam, aby uzyskać kontrolowany chaos przypominający akwarele. Dzięki temu manicure mimo swojej prostoty i subtelności, robił wrażenie.

chiodo-pro-blue-sky

Cały manicure trzymał się na moich paznokciach równe trzy tygodnie. Ponieważ zaczął drażnić mnie odrost, zafundowałam sobie nowy mani. Lakiery Chiodo PRO bardzo dobrze trzymają się płytki, nie pękają i nie zauważyłam żadnych odprysków. Oczywiście zdjęcie lakieru wymaga spiłowanie nałożonego wcześniej topu, ale poza tym kolory schodzą bez większych oporów. Wszystkie lakiery marki Chiodo dostaniecie na stronie producenta www.chiodo.pl, a ja do końca tygodnia mam dla Was konkurs z kolekcją zaprojektowaną przez Edytę Górniak. Po więcej szczegółów zajrzyjcie na Facebooka:


Czy Wy też latem lubicie sięgać po pastelowe kolory na paznokciach?

Czytaj dalej ›

Niedzielnik | czym robię zdjęcia, o kompleksach i miejsce, które chciałabym zobaczyć


Od samego początku traktowałam niedzielnik jako miejsce do poruszania tematów, które nie do końca pasują do tematyki bloga. Chciałam tutaj dzielić się moją codziennością i rozwijać luźne tematy związane po prostu z tym, co robię każdego dnia. Ponieważ ostatnio dostałam sporo pytań odnośnie tego czym robię zdjęcia i jak je obrabiam pomyślałam, że niedzielnik będzie doskonałą okazją, żeby trochę Wam o tym opowiedzieć. Poza tym opowiem Wam też o pewnym miejscu, które bardzo chciałabym odwiedzić. Może wyda się to Wam dziecinne, ale myślę, że jeżeli czytacie mnie od dawna, zrozumiecie dlaczego podróż w to miejsce jest moim małym marzeniem.
➥ Najlepszy prezent dla blogera
➥ Kilka sposobów na odstresowanie
➥ Dlaczego kocham bajki i o kryzysie w blogowaniu

niedzielnik

Historia mojej fotografii

Od zawsze określałam siebie jako fotografa amatora. Wciąż zresztą tak o sobie myślę, bo nigdy nie skończyłam żadnego kursu, ani nie byłam w żadnej szkole. Od zawsze chodziło mi to po głowie, ale nie złożyło się nigdy abym czegoś takiego się podjęła. Zdjęciami bawię się przeszło od szesnastego lub siedemnastego roku życia, więc jakby nie patrzeć będzie już dobre dziesięć lat. Zaczynałam oczywiście od zdjęć siebie (wtedy to jeszcze nie było modne!) i chociaż nie istniało pojęcie "selfie" dysk miałam nimi zawalony. Później zaczęła się fascynacja krajobrazem, przyrodą i otaczającymi mnie ludźmi. Swego czasu robiłam nawet sesje zdjęciowe moim koleżankom. Pozwoliło mi to na szkolenie warsztatu i wyrobienie oka. Bardzo długo działałam na automacie, ale założenie bloga, całkowicie zmieniło moje podejście do fotografii. Zaczęłam się uczyć, kombinować z ustawieniami, sięgnęłam po książki o podstawach i zdjęcia zaczęły wychodzić coraz lepsze. Chociaż nie zajęłam (i pewnie nie zajmę) się tym nigdy profesjonalnie, to wciąż sprawia mi to niesamowitą frajdę.

A jak macie ochotę się pośmiać podsyłam Wam pod spodem trzy zdjęcia. Możecie zobaczyć jakie fotografie spełniały moje wymagania parę lat wcześniej i porównać je z tymi, które robię aktualnie. Różnica jest kolosalna prawda? Zaznaczam, że nie cofnęłam się do samych początków, więc wyobraźcie sobie jakie to musiało być złe! Zresztą, wystarczy zajrzeć do postów z 2013 roku, a będziecie miały ubaw po pachy! Gwarantuję. 

niedzielnik

niedzielnik

niedzielnik

Czym robię zdjęcia i jak je obrabiam?

Dokładny post o samej obróbce zdjęć, co i jak robię krok po kroku na pewno się na blogu jeszcze pojawi. Notabene post o ➥ przygotowaniu zdjęć na bloga przed publikacją już się pokazał. Ale pokrótce opowiem Wam jak cały proces u mnie wygląda, bo często ostatnio o to pytacie. Musicie jednak pamiętać, że najważniejszy w tym wszystkim jest Wasz styl i to, jak chcecie pokazać daną rzecz na fotografii. Nie omieszkam wspomnieć też o tym, że znajomość podstaw może zdecydowanie ułatwić Wam pracę z aparatem!

Już od prawie 5 lat robię zdjęcia aparatem Nikon D5100. Posiadam do niego oczywiście obiektyw kitowy 18-105mm oraz klasyczną niezawodną stałkę 50mm. i mój ulubiony obiekty, którym najczęściej robię zdjęcia produktów na bloga, również stałkę 35mm. Te trzy obiektywy póki co sprawdzają się u mnie najlepiej. Niezbędnikiem przy zdjęciach, które robię jest oczywiście blenda do doświetlania oraz lampa pierścieniowa (od niedawna 65W). Niestety w moim małym mieszkanku jestem mocno ograniczona kiepskim światłem, dlatego blenda i dodatkowe oświetlenie, to dla mnie punkt obowiązkowy.

U mnie cały proces zrobienia zdjęcia zaczyna się przy tworzeniu kompozycji. Staram się aby zdjęcie było kompletne, miało kilka spójnych ze sobą elementów, ale jednocześnie nie było przeładowane przedmiotami. Staram się ustawienia aparatu dopasować do warunków oświetleniowych jakie panują danego dnia. Zwiększam lub zmniejszam ISO (choć staram się pracować na najniższym), manipuluję czasem naświetlania i zmieniam przysłonę jeżeli jest to koniczne. Dzięki temu mniej czasu mogę poświęcić na późniejszą obróbkę. Zawsze robię zdjęcia w formacie RAW, dzięki czemu każde z nich jestem w stanie odpowiednio rozjaśnić czy poprawić kolor. Do pierwszej obróbki używam programu Lightroom, którym jestem aktualnie zafascynowana i badam jego możliwości. Ostateczne przygotowanie zdjęcia robię już w Photoshopie, którego używam od wielu lat. Jest oczywiście masa darmowych programów do obróbki zdjęć jak Phtoscape, Gimp czy Phohofiltre, ale ja nigdy z nich nie korzystałam. Znacie już cały mój sprzęt i kolejność z jaką wykonuję każde zdjęcie. Lubię się tym zajmować, więc proces przygotowania przed publikacją na blogu czy na Instagramie lub Facebooku trochę trwa, ale efekt końcowy jest tego wart. Zresztą poniżej możecie zobaczyć zdjęcie przed i po obróbce oraz efekt finalny przygotowania innego zdjęcia. Triki jakie używam w tych programach na pewno Wam jeszcze pokażę, dajcie znać czy w ogóle ten temat Was interesuje na tyle, aby robić o nim osobny post.






Warner Bros Studio, Making of Harry Potter

Czy już rozumiecie czemu chciałabym się tam wybrać? Okej, mówiąc szczerze najbardziej marzy mi się wycieczka do Los Angeles i Universal Studio, ale póki co skupmy się może na tych bardziej przyziemnych miejscach. Wycieczka do Londynu wydaje mi się bardziej prawdopodobna niż wyprawa do Stanów. Jako ogromna fanka świata Harrego Pottera, książek i filmów nie mogę przejść obojętnie obok tego miejsca. Na liście moich marzeń do spełnienia jest wizyta w studio, w którym stworzony był ten magiczny świat, który tak często gości w moim domu i moim sercu. Uwielbiam wracać do książek o Harrym i nawet jako (PRAWIE) trzydziestolatka, czuję niesamowitą więź z całą sagą. Może to chore i wiem, że się powtarzam! Jednak bardzo chciałabym móc kiedyś powiedzieć, że tam byłam, widziałam i mogę skreślić to miejsce z mojej listy. W końcu marzenia są po to by je spełniać, prawda?

Post udostępniony przez a G w e r b l o g (@agwer_blog)

Każdy z nas ma kompleksy

Temat, który dotyczy każdego z nas, a ja ostatnio sporo o tym myślałam. Bardzo bym chciała, abyście wiedziały, że jeżeli jest coś, czego w sobie nie lubicie, co Was krępuje - nie jesteście z tym same. Każda z nas ma jakieś kompleksy i każda z nas zwalczy z nimi na swój sposób. Najważniejsze jest to, aby nie zawładnęły Waszym życiem. Ale może przejdziemy do rzeczy, co?

Kompleksy towarzyszyły mi przez całe życie.  Oczywiście zawsze chodziło o to, że byłam grubsza niż wszystkie inne dziewczyny. Z czasem jednak zrozumiałam, że ja wcale nie byłam wtedy gruba. Niezaprzeczalnie miałam więcej ciała niż moje koleżanki, ale nigdy nie byłam strasznie gruba. Choć oczywiście taka się czułam, bo całe moje otoczenie mocno dawało mi to odczuć. Wiecie, że dzieci, które są grubsze są gorsze? Wiecie, że są wyzywane, poniżane, wykorzystywane? Ja też byłam wyzywana, też na wuefie zawsze wybierali mnie jako ostatnią i też zawsze czułam się przez to gorsza. Fakt, że 6 lat trenowałam taniec nowoczesny nie zmienił zbytnio mojej sytuacji, bo ja po prostu jestem pulchna. Od zawsze. Regularne treningi 3-4 razy w tygodniu po 2-3h, a ja wciąż miałam nadwagę. Przez wiele lat czułam się źle ze swoim ciałem, nie lubiłam poznawać swoich ludzi, czułam się gorsza bo byłam gruba. Dalej zresztą jestem. Na szczęście w pewnym momencie swojego życia trafiłam w takie towarzystwo, dla którego nie liczył się rozmiar moich spodni, a w najtrudniejszym dla mnie momencie - założyłam bloga. Nałożenie się tych dwóch elementów pozwoliło mi w końcu zaakceptować siebie taką jaka jestem, niezależnie od tego jak wyglądam.

Przez wiele lat walczyłam z własnymi słabościami i przegrywałam. Bardzo się zaniedbałam i chociaż nigdy nie byłam idealna, to właśnie teraz mogę śmiało powiedzieć, że kocham siebie taką jaka jestem, a do ideału jest mi bardzo daleko. Jestem na etapie walki o zdrowie, chcę zadbać o siebie DLA SIEBIE, nie dlatego aby inni mnie zaakceptowali. Chociaż to właśnie tusza przez całe moje życie była moim największym kompleksem, dziś to po prostu jestem ja. Nieprzyjemne doświadczenia, uczucie odrzucenia, zagubienie i emocje, które mi wtedy towarzyszyły, pozwalają mi być odporną na ewentualny atak. Nabrałam odporności i z perspektywy czasu rozumiem, że nie jestem taka brzydka i słaba jaką się czułam. Wiem, jakie mam kompleksy, dzięki czemu nie są już moim słabym punktem i nikt nie może ich wykorzystać przeciwko mnie.

niedzielnik

Drobna dawka inspiracji

Zawsze sobie obiecuję, że następny niedzielnik będzie przepełniony inspirującymi tekstami. Za każdym razem kończy się na tym, że wrzucam Wam tylko te, które naprawdę mocno przykuły moją uwagę. Właśnie dlatego mam dla Was dzisiaj 3 teksty, każdy z innej dziedziny, które powinnyście w tym tygodniu przeczytać.

Dlaczego nie warto jeździć na konferencje dla blogerów? - Ala podała nam 5 powodów, dlaczego lepiej sobie odpuścić takie wyjazdy, ale dobrze wczytajcie się w ten tekst. Czy faktycznie odradza brać udział w takich wydarzeniach?
Jak zacząć z Google Analytics? - coś dla początkujących lub osób, które wciąż nie ogarniają tak istotnej sprawy jak Google Analytics. Jeżeli interesujecie się blogowaniem na poważnie, radzę zaczerpnąć wiedzy z tego materiału.
Bell Hypoallergenic Powder Lipstick - Karolina pisała ostatnio o tanich, dobrych pomadkach marki Bell, które mnie również mega się spodobały. Koniecznie o niej zajrzyjcie jeżeli chcecie wybrać kolor dla siebie!


Jakie jest Wasze wymarzone miejsce, w które chciałybyście pojechać?

Czytaj dalej ›

Nowości kosmetyczne | tarte, MAC, Semilac

nowosci-kosmetyczne

Nie jestem odporna na YouTube. Chyba jest już dla Was jasne, że większość moich zakupów, to efekt oglądania zagranicznych YouTuberów, którzy kuszą trudno dostępnymi w Polsce kosmetykami? Jak już to sobie wyjaśniliśmy, a ja wytłumaczyłam mój zakupoholizm, możemy przejść do rzeczy. Ostatnio jest niesamowicie głośno o marce, którą znam już od dość dawna. Tarte robi furorę na zagranicznym YouTubie już od kilku lat, a na polskim dopiero od niedawna. Jako uzależniona od oglądania kanałów beauty blogerka kosmetyczna wiedziałam, że któregoś dnia trafi do mnie ten słynny korektor. Nie byłam pewna jak go zdobędę, gdzie go kupię, ale w maju w końcu znalazł się w moich zbiorach. 

nowosci-kosmetyczne

Nowości Semilac

Będąc w lutym na pokazie marki Semilac, zachwyciłam się możliwościami jakie dają żele Semi Art. Ponieważ moje ambicje związane z paznokciami są coraz większe, chciałam nauczyć się tworzyć ciekawe wzorki. Tym oto sposobem, moją dość bogatą już kolekcję lakierów hybrydowych, zasilił zestaw żeli Semi Art. Nie sądzę abym od teraz potrafiła zrobić sobie na kciuku portret mojego kota, ale jest zdecydowanie lepiej. Żele maję ekstremalnie mocny pigment i są na tyle gęste, że pozwalają na bardzo precyzyjne zdobienia. Co to są Semi Arty? Jak ich używać? O wszystkim dowiecie się już niedługo, ponieważ mam w przygotowaniu materiał, w którym odsłaniam przed Wami cudowne właściwości tych żeli. W końcu też doczekałam się świetnej jakości pushera i świetnych pędzelków. Oczywiście wśród nowości marki, dotarła też do mnie ➥ kolekcja SemiBeats zaprojektowana przez samą Margaret, która zachwyca kolorami. 

nowosci-kosmetyczne

Mała obsesja na punkcie MAC Cosmetics

Miałam dość długą przerwę od kosmetyków tej firmy. Trudny dostęp w Szczecinie (punkt w Douglasie się nie liczy!) powodował, że MAC zszedł u mnie na drugi plan. Jednak potrzeba uzupełnienia kufra o kilka produktów, zaowocowała małymi zakupami przy okazji wizyty w Poznaniu. Korektor mineralny to stały składnik moich makijaży i do niego wracam najczęściej. Zresztą sporo produktów ➥ MAC lubię i często używam. Natomiast podkład Studio Fix i puder z tej samej serii, to dla mnie totalna nowość. Po kilkukrotnym zastosowaniu podkładu, mam dość mieszane uczucia, ale puder to zupełnie inna bajka. Na pewno na blogu znajdzie się recenzja i odpowiedź na pytanie, czy warto kupić te produkty. 

nowosci-kosmetyczne

nowosci-kosmetyczne

Krycie poziom hard

Podkład L'oreal Total Cover, zainteresował mnie oczywiście przez zagraniczny YouTube. Niedostępny w Polsce trafił do mnie dzięki znajomej, która przyjechała z UK i zaszła do mnie na makijaż. Robiłam jego test na InstaStory i po kilkukrotnym noszeniu, dalej nie wiem co o nim myśleć. Na policzkach wygląda fantastycznie, krycie ma na wysokim poziomie, ale nie wiem czemu czasem ciemnieje, a czasem nie. Póki co... nie wiem. Natomiast korektory tarte nie bez powodu znalazły się wśród ulubieńców maja. Nie jestem jednak pewna czy każda z Was je pokocha. Tarte shape tape jest dość specyficzny, bardzo mocno kryje i jest kremowy, niemniej jednak lubi czasem się lekko ciastkować. Szukam na niego najlepszego sposobu, zanim przygotuję recenzję. 

Nie miałam jeszcze czasu pobawić się cieniami Affect, ale pigmentacje mają niezłą. Bardzo podobają mi się nowe kolory, choć zieleń nie znajdzie u mnie zbytnio zastosowania, to cała reszta jest mega użytkowa. Na pewno pokażę Wam te cienie z bliska przy najbliższej okazji.

blog-kosmetyczny

Włosomaniaczka pełną parą

Wciąż jestem włosomaniaczką, nic się w tej kwestii nie zmieniło. Ostatnio jednak testuję tyle nowości do włosów, że sama nie kupuję za dużo. Niemniej jednak musiała uzupełnić braki i kupiłam kolejne opakowanie ➥ suchego szamponu Batiste. Nie mam pojęcia, które to już, ale zawsze muszę mieć go pod ręką. Ostatnio jednak szukam czegoś lżejszego dla włosów, może macie jakiś swój typ? Skusiłam się też na nową wcierkę z Green Pharmacy, która zebrała sporo pozytywnych opinii. Wróciłam do serum, które parę lat temu dobrze się u mnie sprawdziło. Chętnie bym je poużywała, ale zaginęło gdzieś w tym kosmetycznym chaosie. 

Wcale nie poszalałam w tym miesiącu. Tak naprawdę w maju uzupełniłam braki w kufrze i w pielęgnacji włosów. Może trochę też zaspokoiłam swoją ciekawość jeżeli chodzi o podkład z L'oreal czy żele Semi Art. Ale za to szykuje się dla Was sporo fajnego materiału! W końcu blog kosmetyczny, to miejsce w którym dzielę się z Wami wrażeniami z ich stosowania. 

Jakie kosmetyki kupujecie najczęściej? Pielęgnacja czy kolorówka?

Czytaj dalej ›

Makijaże krok po kroku