aGwerblog to blog kosmetyczny z elementami lifestylu, porad i makijażu.

Semilac Business Line, 14 kolorów i nowe pyłki Semilac Flash

semilac-business-line

Kolekcja Semilac Business Line pojawiła się na rynku kilka tygodni temu. Nie muszę chyba Wam mówić, że nowy design buteleczek całkowicie do mnie przemawia? Ja mogłabym żyć tylko z białymi gadżetami. Jestem uzależniona od tego koloru i wcale nie jest mi wstyd. Podobnie jak każdego dnia mogłabym nosić inny kolor z najnowszej kolekcji. Dzisiaj mam przyjemność pokazać Wam aż 14 nowych kolorów z kolekcji Semilac Business Line i trzy nowe pyłki Flash, będzie co podziwiać. Szykujcie się na dopisanie kolejnych pozycji na swoich wishlistach!

semilac-business-line

Semilac, Business Line

Nowa linia lakierów marki Semilac powstała z myślą o kobietach biznesu. Delikatne, neutralne, subtelne kolory będą nadawać się zarówno do pracy, jak i na ważne spotkania. Co więcej dobór kolorów umożliwia noszenie pięknych paznokci również na co dzień czy na zajęcia. Subtelność barw sprawia, że dłonie wyglądają elegancko, kobieco i nienachalnie. Kolekcję Business Line wyróżniają białe, bardzo gustowne buteleczki, którym nie można odmówić uroku.

W nowej kolekcji znalazło się aż 36 nowych kolorów. Musicie przyznać, że wybór jest niesamowity i choć kolory mogą się wydawać dość podobne, to każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego. Większość lakierów kryje już przy drugiej warstwie, ale najlepiej nałożyć je co najmniej na hardi milk. W przypadku słabiej kryjących polecam zastosować biały lakier, ale szczerze mówiąc spokojnie wystarczą trzy cieniutkie warstwy dla pełnego krycia. Poniżej możecie zobaczyć aż 14 kolorów z kolekcji biznesowej.

semilac-business-line

Semilac, Aurora flash

Ostatnio Semilac wypuścił masę nowych pyłków. Miałyśmy okazję oglądać te zmieniające kolor pod wpływem promieni UV czy istne neony. Wybór jest naprawdę ogromny, ale Semilac na tym nie poprzestaje! Ostatnio do tej całkiem sporej gromadki dołączyły trzy nowe pyłki. Każdy z nich jest wyjątkowy i daje zupełnie inny efekt. Można je wcierać palcem lub specjalnym aplikatorem, który dostępny jest w ofercie marki. 

Aurora Gold & Geeen 681, który tworzy przepiękną, opalizującą na złoto i zielono taflę. Na białym lakierze prezentuje się pięknie. Ten pyłek wcieramy w top no wipe.
Aurora Pink 682, to różowo-złota piękność. Ja dostrzegam w niej odrobinę zieleni. Podobnie jak poprzedni pyłek, ten również wcieramy w top no wipe.
Mermaid 683, czyli klasyczna różowo-złoto-pomarańczowa syrenka. Nie daje na paznokciach efektu tafli, ale maleńkie drobinki pięknie odbijają światło. Ten pyłek wcieramy w warstwę dyspersyjną. 

semilac-aurora-flash

semilac-aurora-flash

Nie wiem jak Wy, ale dla mnie takie kolory to must have. Niezależnie od tego czy idę na ważną imprezę, szykuje mi się wyjazd czy chcę po prostu wyglądać elegancko, to  zawsze się u mnie sprawdzą. Pasują do większości stylizacji, a dłonie prezentują się w nich bardzo kobieco. Kiedyś nie prędzej sięgnęłabym po ostry róż lub kobalt, ale aktualnie kocham się właśnie w takich kolorach,  a urozmaicenie manicure jakimś pyłkiem to zawsze strzał w dziesiątkę!  

semilac-business-line

Który kolor z kolekcji Semilac Business Line podoba Wam się najbardziej?

Czytaj dalej ›

7 trików na nieskazitelny podkład bez efektu maski

jak-uniknac-efektu-maski

Efekt maski, to chyba największa zmora podczas wykonywania makijażu. Jeżeli zależy nam na mocnym kryciu i doskonałym zakamuflowaniu niedoskonałości, musimy pogodzić się z efektem maski. Kropka, temat zamknięty. A co jeżeli Wam powiem, że to wcale nie prawda? Bo jest kilka naprawdę prostych sposobów, dzięki którym możemy sprawić że podkład będzie dobrze krył, a nikt nie okrzyknie nas tapeciarą roku. Dziś zdradzam Wam aż siedem trików, które są pomocne przy wykonywaniu codziennego makijażu, dzięki którym będzie wyglądał naturalnie i w dodatku będzie trwały.

Jak uniknąć efektu maski?

Teraz nastąpi ten moment, w którym wszystkie sobie pomyślicie - przecież wiemy! Otóż okazuje się, że to wcale nie prawda i jeszcze wiele kobiet nie jest świadomych tego, jak istotna w makijażu jest pielęgnacja. To zawsze pierwsza i absolutnie fundamentalna kwestia jeżeli mówimy o pięknym makijażu. Dobranie odpowiednich kosmetyków, regularne nawilżanie skóry jest kluczowym elementem również jeżeli chcemy uniknąć tzw. "tapety". Pamiętajcie o tym, aby na pierwszym miejscu zawsze była pielęgnacja, później szukanie odpowiednich kosmetyków kolorowych. Ponadto bardzo istotne jest dobranie odpowiedniego koloru podkładu. Zbyt ciemny i zbyt jasny podkład będzie się odcinał od naszej szyi czy chociażby uszu i jeżeli postawimy danego dnia na mocniejsze krycie, zdecydowanie bardziej będzie się to rzucać w oczy. 

Jeżeli te sprawy mamy już jasne, musicie wiedzieć, że poza pielęgnacją, jest kilka elementów, które mają wpływ na to jak wygląda podkład i jaka jest jego trwałość. W dzisiejszym poście pokażę Wam 7 przydatnych trików, które może pomogą Wam uniknąć wpadek lub rozwiążą problemy związane z codziennym makijażem, które spędzały Wam sen z powiek.

jak-uniknac-efektu-maski

Odpowiednia baza

Bardzo duży wpływ na wygląd podkładu, ma zastosowana pod niego baza. Jeżeli zależy nam na tym, aby podkład nie dość, że ładnie wyglądał, to dodatkowo wytrzymał na twarzy cały dzień, powinnyśmy zainwestować w dobrą bazę. Ja bardzo często używam baz nawilżających, które pozostawiają skórę miękką i delikatnie połyskującą. W ten sposób mam pewność, że wszystkie ewentualnie suche miejsca, będą pod podkładem wyglądać dobrze. Ostatnio zachwycam się Smashbox, Photo Finish Primerizer, którą od niedawna używam. Mam nadzieję, że sprawdzi się u mnie na dłuższą metę. Drugą bazą, którą polecam do stosowania na większe wyjścia jest baza wygładzająca, wypełniająca pory. Ja wciąż najbardziej lubię tę z Makeup For Ever, Step 1, Smoothing Primer. Pozwala ona na wyrównanie struktury skóry, a nałożony na nią podkład wygląda nieskazitelnie. Nakładanie jej w ➥ odpowiedni sposób, może dać naprawdę fajny efekt!

Sposób na bazę pod cienie

Skąd się wzięła baza pod cienie, skoro mówimy o podkładzie? No właśnie! Moim ostatnim odkryciem jest stosowanie jej nie tylko na powieki, ale... na nos i linię uśmiechu! Bazy pod cienie bardzo często mają to do siebie, że wygładzają skórę i są zastygające. W końcu ich głównym zadaniem jest zwiększenie przyczepności cieni i poprawa ich trwałości. Dokładnie to samo zadanie może pełnić baza pod cienie nałożona w inne miejsca. W moim przypadku doskonale sprawdził się ten sposób na nosie, z którym od zawsze miałam problem. W tej chwili naprawdę rzadko muszę się martwić o to, że podkład starł mi się z nosa. W mniej intensywne dni, wystarczy abym przed nałożeniem podkładu, wklepała w nos odrobinę zastygającego korektora lub matowy, kremowy cień. Ten sposób też się sprawdza, ale nie tak dobrze jak baza pod cienie. Zbiera Wam się podkład w linii uśmiechu? Baza pod cienie! Nie dość, że delikatnie wygładza i wypełnia to miejsce, to zapobiega rolowaniu podkładu.

jak-uniknac-efektu-maski

Większe krycie

Nie lubię nakładać zbyt wielu warstw podkładu. Jeżeli mam mało czasu, nie mam ochoty marnować go na dokładanie podkładu w miejsca, które wymagają większego zakamuflowania. Aby uniknąć efektu maski i jednocześnie osiągnąć wysoki poziom krycia nakładam pod podkład korektor. Oczywiście tylko w miejsca, które potrzebuję ukryć. Najlepiej sprawdza się do tego korektor zastygający, ponieważ nie dość, że zniweluje widoczność niedoskonałości, to przedłuży trwałość całego makijażu. Dzięki temu, wystarcza nam mniejsza ilość podkładu, przez co efekt na skórze jest lżejszy i bardziej naturalny.

Zasada odwrotności

Sposób, o którym zaraz Wam opowiem był popularny kilka lat temu. Nie wiem właściwie czemu wciąż nie jest o nim głośno, bo to naprawdę świetny sposób na zwiększenie trwałości podkładu. Ponadto wygląda on bardziej naturalnie i nie tak pudrowo, jak przy klasycznej kolejności aplikacji. Na czym to polega? Wystarczy nałożyć odrobinę kremu na twarz i po wchłonięciu za pomocą gąbeczki nałożyć na całą twarz puder, a dopiero później podkład - również za pomocą gąbeczki. To naprawdę fajny sposób! Ta metoda nie sprawdza się z każdym kremem, ale jeżeli używacie czegoś lekkiego - nie powinno być problemu. Nie dość, że makijaż trzyma się nieco dłużej, to podkład zyskuje bardziej naturalne wykończenie i wygląda lżej. Polecam całość jeszcze delikatnie przypudrować, a nałożony na końcu puder delikatnie przyklepać gąbeczką. 

jak-uniknac-efektu-maski

jak-uniknac-efektu-maski

Gąbeczka w dłoń

Stosowanie gąbek do aplikacji podkładu, to raczej żadna rewolucja, prawda? Ten trend panuje od dawna i nie sądzę, aby szybko się to zmieniło. Jeżeli jeszcze nie nakładacie podkładu w ten sposób, to koniecznie spróbujcie. Nie bez powodu najwięksi wizażyści na świecie mają je w swoich kufrach. Jednak ja chcę Was nakłonić do tego, abyście nałożyły zmoczoną gąbeczką puder! Łatwiej wpracować go w skórę, a w związku z tym, że gąbka jest mokra, pozostawia na skórze naturalne wykończenie. Zauważyłam też, że w ten sposób podkład utrzymuje się bez konieczności poprawek, trochę dłużej. Ponadto, tak jak wspomniałam w poprzednim akapicie, polecam "doklepać" puder, po aplikacji pędzlem, bo gąbka wchłonie nadmiar pudru i makijaż stanie się bardziej flowless.

Od środka

Podkład nakładam zawsze w ten sam sposób. Zaczynam od środkowej części twarzy (i różowych policzków) i im mniej produktu mam na gąbeczce, tym bardziej zbliżam się do zewnętrznej części twarzy. Bardzo często przy skroni czy linii włosów nie potrzebujemy już takiego krycia jak w środkowej części czy na policzkach. Więc po co pakować go na całą twarz? Jeżeli mamy już dobrze dobrany podkład, powinien doskonale stopić się z naszą skórą. Zawsze polecam aplikować podkład w te miejsca, które wymagają mocniejszego wyrównania koloru. Poza tym...

jak-uniknac-efektu-maski

Zdrowy rozsądek

Im mniej produktu tym lepiej! W tym wszystkim liczy się po prostu umiar. Stosowanie zasady im mniej tym lepiej, zawsze przynosi zadowalające efekty. Oczywiście jeżeli borykacie się z dużymi niedoskonałościami, czy mocnymi przebarwieniami, to niektórych kroków (jak np. korektor czy kamuflaż) nie jesteście w stanie pominąć. Czasem jednak zmiana kolejności, zastosowanie innego produktu może całkowicie odmienić makijaż. Baza, korektor, podkład i puder, to takie cztery podstawowe kroki, ale jeżeli nałożymy te produkty w umiarkowanej ilości, makijaż może wyglądać naprawdę świetnie!

Obstawiam, że nie muszę wspominać o takich oczywistościach jak np. mgiełka utrwalająca? Jeżeli wychodzicie na całonocną imprezę, to fajny gadżet, który warto mieć pod ręką i spryskać twarz przed wyjściem. Niweluje pudrowość, scala wszystkie warstwy makijażu i utrwala go na wiele godzin. Ja wciąż bardzo lubię ➥ fixer z KOBO, ale mgiełki utrwalające ma w swoim asortymencie coraz więcej marek (np. Inglot, Golden Rose, PÜR Cosmetics, MUFE, ➥ Urban Decay), więc na pewno znajdziecie coś dla siebie.

Co sprawia Wam największą trudność podczas wykonywania makijażu?

Czytaj dalej ›

15 inspirujących kont na Instagramie


inspirujace-konta-na-instagramie

Uwielbiam Instagram! Chyba zresztą już to wiecie, bo nie raz o tym wspominałam. To chyba moja ulubiona aplikacja, na której uwielbiam marnować spędzać czas. Ostatnio coraz bardziej ciągnie mnie do tych bardziej lifestylowych kont i właśnie dziś w większości będą takie perełki choć większość z nich i tak się kręci w okół tematyki beauty. Zamierzałam pokazać Wam 5 kont, które są naprawdę ogromną skarbnicą inspiracji. Przeglądając jednak moje obserwacje doszłam do wniosku, że jest to niewykonalne i wybrałam aż 15! Ostrzegam, że na pewno się zakochacie. To co? Zapraszam na ogromną dawkę inspiracji!

15 inspirujących kont na Instagramie

Początkowo planowałam pokazać Wam tylko mniejsze konta. Jednak na mojej liście znalazło się kilka większych i ostatecznie postawiłam na totalny miszmasz. W moim zestawieniu znajdują się zarówno znane, duże konta, ale i mniejsze, nieodkryte jeszcze piękności.

@idaliastyle

Czy ja Magdę muszę Wam przedstawiać? Idaliastyle, to jedno z piękniejszych kont, które śledzę i uważnie obserwuję od dawna. Wspaniałe poczucie estetyki, urokliwe kompozycje i genialne zdjęcia, to i wiele estetycznych doznań znajdziecie na Instagramie Magdy.

inspirujace-konta-na-instagramie

@milena.kropka

Co ja poradzę, że uwielbiam takie zdjęcia? Milena potrafi niesamowicie oddać jesienną atmosferę i właśnie za to uwielbiam jej zdjęcia. Dużo pysznego jedzenia, kawy, kocyków, ładnych widoków i kwiatów - czyli coś, co tygryski lubią najbardziej!


inspirujace-konta-na-instagramie

@roseandvanilla

Kingi niesamowicie klimatyczne konto już kiedyś Wam polecałam, ale wciąż uważam, że powinna trafiać swoją stylistyką do większej ilości ludzi. Tutaj jest tak niesamowicie, że chciałoby się zostać na zawsze. Polecam Wam koniecznie sprawdzić ten profil, bo naprawdę przyciąga!

inspirujace-konta-na-instagramie

@pani_kas_kas

Profil Kasi, to jeden pierwszych w takim kobiecym, lifestylowym klimacie jaki zaczęłam śledzić już dawno temu. Do dziś uwielbiam jej zdjęcia i bardzo chętnie zaglądam na jej konto. Podobnie jak większość dzisiejszych kont mamy tu bardzo kobiecy, przytulny klimat.

inspirujace-konta-na-instagramie

@moje_imonderabilia

Czy jest tu ktoś, kto jeszcze nie zna Żanety? Jeżeli tak, to natychmiast klika w link powyżej i wpada na jej Instagram. Żaneta od początku zachwyciła mnie swoim stylem, doskonałym okiem i sposobem uchwycenia pięknych kadrów. Tematyka mocno beauty, czyli coś dla Was!

inspirujace-konta-na-instagramie

@mgd_lvck_

Nie mam zielonego pojęcia dlaczego Magda ma ta tak mało obserwacji. Jej profil jest genialny! Abstrahując od mocno kobiecej, codziennej i lifestylowej tematyki, to jej fotografie są po prostu obłędne. Taka stylistyka zdecydowanie do mnie przemawia. 

inspirujace-konta-na-instagramie

@mrsgasky

Na koncie Beaty na pewno oczarują Was przepiękne kompozycje, jasne zdjęcia i jej wspaniałe poczucie estetyki. Ten profil przegląda się z ogromną przyjemnością. Jeżeli lubicie kosmetyki i ogólnie tematykę beauty, to profil Beaty powinien się Wam spodobać!

inspirujace-konta-na-instagramie

@szaryland

Dużo tu dzisiaj szarości, ale niech Wam się Marta nie kojarzy z nudną szarością. Jej konto jest pełne przepięknych dodatków do domu, książek, świec i papierniczych drobiazgów, które uwielbiam! Ponadto jej zdjęcia są niesamowicie przyjemne dla oka. Polecam Wam do niej zajrzeć!

inspirujace-konta-na-instagramie

@minimaliving

Czy Kasię muszę Wam przedstawiać? To chyba najpiękniejszy profil na Instagramie, który swoją estetyką uderza w samo sedno! Czyste zdjęcia, przepiękne kompozycje, cudowne dodatki i to "coś" co sprawia, że od zdjęć ciężko oderwać wzrok. Ja jestem absolutnie zakochana!


inspirujace-konta-na-instagramie

@my_lifestyle31

Malwinę odkryłam niedawno i żałuję, że nie śledziłam jej wcześniej! Podobnie jak większość przedstawionych dzisiaj dziewczyn na jej koncie jest bardzo przytulnie. Otulane kocami kubki pełne pysznej kawy, książki, paznokcie i kobiece klimaty, to coś, co Malwina naprawdę potrafi pokazać!

inspirujace-konta-na-instagramie

@singer.m.o.m

Nie obawiajcie się! Karolina nie prowadzi typowego parentingowego Instagramu. Choć czasem pojawia się na zdjęciach jej pociecha, to zazwyczaj raczy nas estetycznymi kadrami swojego przytulnego świata. Uwielbiam jej estetykę i klasę jaką reprezentują zdjęcia. 

inspirujace-konta-na-instagramie

@mygreyhome

Moja imienniczka na pewno zachwyci Was pięknymi zdjęciami swojej codzienności. Kwiaty, kawa, świeczki, pyszne gofry, kosmetyki i książki - nie wiem jak Wy, ale ja jestem kupiona! Aga zdecydowanie zasługuje na większą uwagę. Zajrzyjcie do niej, bo warto!

inspirujace-konta-na-instagramie

@sophiemakeup

Już chyba wiecie, że kocham czystą i estetyczną fotografię? Własnie takie są zdjęcia Sophie. Oczarowała mnie prostotą, elegancją i czystością swoich kompozycji. Poza tym, podobnie jak ja jest miłośniczką książek, pięknych dodatków i oczywiście... kosmetyków!

inspirujace-konta-na-instagramie

@milionrazy

To chyba jeden z najbardziej przytulnych Instagramów jakie obserwuje. Ciepły klimat zdjęć wprowadza przyjemną jesienną atmosferę. Marlena z małą czarną (lub latter), kocem i lampkami potrafi wykonać cuda, a ja zawsze z zachwytem oglądam jej zdjęcia. Zajrzyjcie koniecznie!

inspirujace-konta-na-instagramie

@smalleveryday_joys

Dominika rozkochała mnie w sobie swoimi zdjęciami. Są bardzo przytulne, klimatyczne i pełne codziennych radości. Kawa, kwiaty, koc, lampki, drewniane elementy to całkowicie moje klimaty! Uwielbiam konta tego typu, a to powinno mieć zdecydowanie więcej obserwatorów. 
inspirujace-konta-na-instagramie

Mam nadzieję, że wpadniecie do dziewczyn, bo te miejsca są naprawdę magiczne i pełne inspiracji. Jestem też bardzo ciekawa czy je znacie, bo jeżeli nie - raz dwa klikajcie w Instagram.

Jakie są Wasze ulubione konta na Instagramie?

Czytaj dalej ›

MAC Studio Fix Fluid

podklad-mac-studio-fix

MAC Studio Fix Fluid, to chyba jeden z tych podkładów, który zna każda szanująca się kobieta uzależniona od kosmetyków. Czyli, mówmy szczerze - każda blogerka z branży beauty. Jestem pewna, że go znacie, a jeżeli nie, to zaraz Was sobie przedstawię. Długo zbierałam się do napisania recenzji, bo mimo wielu testów, wciąż nie do końca wiem co o nim myślę. Nic już więcej z niego raczej nie wyciągnę, więc pora na recenzję. Jeżeli jesteście ciekawe czy ten podkład się u mnie sprawdził, to zapraszam na post.
➥ Najlepszy podkład drogeryjny
➥ MAC Face & Body, trudna miłość

podklad-mac-studio-fix

MAC Studio Fix Fluid

Podkład MAC Studio Fix Fluid dostępny jest w salonach MAC lub w perfumeriach Douglas. Za buteleczkę o pojemności 30ml musimy zapłacić 140zł. Producent obiecuje, że jest to podkład o średnim kryciu, który daje na skórze efekt naturalnego matu. Jego dodatkowym atutem ma być niwelowanie widoczności porów, wygładzenie skóry i długotrwały efekt. Ponadto podkład jest wzbogacony o SPF 15. Opis producenta wydaje się całkiem zachęcający, a ja skusiłam się na niego również pod wpływem pozytywnych opinii innych blogerek i Youtuberek. 

Mój kolor kupiłam w salonie w Poznaniu i po konsultacji wybrałam odcień NC15. Była wtedy promocja -30%, a to zawsze jest dobry powód na robienie zakupów kosmetycznych. Skusiłam się więc też na pomadkę, ale o niej (a może o całej kolekcji pomadek MAC - dajcie znać w komentarzu!) opowiem Wam innym razem. Zanim przejdę do właściwości podkładu, to chcę wspomnieć o jednej rzeczy, która na start może zniechęcić. Podkład, który poza promocją kosztuje aż (!) 140zł kupujemy bez pompki. Naprawdę? Po doświadczeniu z ➥ Estee Lauder Double Wear wiedziałam, że bez pompki nie wyjdę salonu. Uważam, że za taką kwotę podkład powinien być dostępny ze wszystkimi niezbędnymi elementami. Na szczęście pompka jest naprawdę dobra, nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość podkładu. Poza tym butelka jest szklana, ciężka i smukła, więc wiemy za co płacimy.

podklad-mac-studio-fix
















Jak sprawdził się u mnie podkład MAC Studio Fix?

Skoro już sobie po marudziłam na opakowanie, zajmijmy się teraz właściwościami podkładu. Faktycznie muszę się zgodzić z tym, że ma średnie krycie, które można bez problemu stopniować. Jesteśmy w stanie osiągnąć nim mocniejsze zakrycie niedoskonałości, ale im więcej go nałożymy, tym słabiej to wygląda. Przynajmniej na mojej cerze (dla przypomnienia: mieszana, naczynkowa) robi się z niego nieestetyczna maska. Nie radzi sobie też zakrywaniem moich naczynek bez dodatkowej pomocy zielonej bazy lub ➥ korygującego kremu CC. Chociaż nie mam problemu z suchą cerą, od czasu do czasu zdarzają się u mnie przesuszenia i ten podkład niestety bardzo nieestetycznie je podkreśla. Moim zdaniem nie sprawdzi się do cery suchej chyba, że nałożymy pod niego naprawdę dobrą bazę nawilżającą. Na szczęście nie roluje się, nie ciemnieje, nie tworzy plam i ładnie stapia się ze skórą.

Nie mogę odmówić mu trwałości i ładnego wygładzenia skóry. Może niekoniecznie radzi sobie z niwelowaniem porów, ale same musicie przyznać, że skóra wygląda całkiem ładnie. Niestety podkład lubi podkreślić każde załamanie skóry, np. koło nosa i choć nie mamy tutaj do czynienia z mocno matującym podkładem, to skóra wygląda dość sucho. To, co przeszkadza mi w tym podkładzie najbardziej, to fakt, że czuję go na skórze cały czas. Początkowo myślałam, że to kwestia pudru i próbowałam z kilkoma, ale okazało się, że to wina podkładu. Mam wrażenie, że zawsze jak go dotknę to się przesuwa i rusza. Nie lubię tego uczucia, dlatego rzadko sięgam po ten podkład. Zwracam też Waszą uwagę na dość intensywny zapach. Jak nigdy nie przeszkadzał mi ten, który towarzyszy większości produktom MAC, tak przy podkładzie Studio Fix Fluid jest bardzo intensywny. Nie podoba mi się to, ale to subiektywna opinia. Niektórym ten fakt może nie przeszkadzać.

mac-studio-fix-nc15

podklad-mac-studio-fix

Niestety, nie rozumiem zachwytów nad tym podkładem. Jest bardzo przeciętny, a za taką kwotę (nawet mniejszą) można kupić lepszy podkład lub taki, który daje dokładnie taki sam efekt. Już mówiąc szczerze, wolę Estee Lauder, który choć nie zakrywa w 100% moich naczynek, to jest niewyczuwalny, zastyga i lepiej się trzyma. Na korzyść podkładu MAC Studio Fix przemawia fakt, że ilość odcieni w salonach marki jest naprawdę ogromna. Przez ciepłe, chłodne, jasne i ciemne, co pozwala na dobranie idealnego podkładu dla siebie. Zresztą większość (jak nie wszystkie) podkłady marki mają tak duży wybór kolorów. To kolejna trudna miłość z podkładem tej firmy i na pewno nie kupię go ponownie, ale cieszę się, że go sprawdziłam.

Jaki podkład sprawdza się u Was najlepiej?

Czytaj dalej ›

3 polskie marki kosmetyczne, które robią to dobrze

polskie-marki-kosmetyczne

Polskie marki kosmetyczne, naprawdę robią to dobrze! Nie mamy się czego wstydzić, bo w naszym kraju jest kilka marek, które tworzą naprawdę niesamowite produkty. Ponieważ miałam przyjemność kilka z nich poznać z bliska, wpadł mi do głowy pomysł na post, w którym pokażę Wam te polskie marki kosmetyczne, które tworzone są przez ludzi z pasją, a ich produkty są świetnej jakości. Jak zaczęłam robić listę, to trochę tych marek się zebrało, więc jeżeli dobrze pójdzie i pomysł Wam się spodoba - zrobimy sobie z tego mały cykl i co jakiś czas podsunę Wam kilka polskich marek godnych uwagi.

polskie-marki-kosmetyczne

MIYA Cosmetics

Wydaje mi się, że wszyscy już znają tę markę i kremy, które stworzyły dziewczyny. Miałam niesamowitą przyjemność, że jako jedna z nielicznych blogerek w Polsce otrzymałam ich produkty do testów w pierwszej kolejności i wiecie co? Zakochałam się, a ta miłość trwa do dzisiaj. O ➥ kremach myWONDERBALM pisałam dokładnie rok temu i wciąż je wszystkim polecam. Zużyłam już dwa opakowania kokosowego I'm Coco Nuts (i zaraziłam tą miłością Alę), a Call Me Later z masłem Shea, to mój ulubiony krem na noc. Do mnie idea tych uniwersalnych kremów bardzo przemawia. Możemy stosować je na dzień, na noc, a nawet na dłonie, co jest doskonałym ułatwieniem w podróży. Naturalne składniki, brak parabenów, silikonów czy olejów mineralnych sprawia, że mogą je stosować nawet osoby ze skórą wrażliwą. W dodatku możemy je dostać w bardzo przystępnej cenie 29.90zł. Cudownie prawda?

Stosunkowo niedawno dziewczyny wypuściły do sprzedaży ➥ myPOWERelixir. Serum, które można stosować pod krem, ale i solo. Mój eliksir jest już na wykończeniu, choć mam nadzieję, że starczy mi go jeszcze na zimowe wieczory. Marka MIYA Cosmetics prężnie się rozwija i powoli wprowadza na rynek coraz więcej produktów. Ostatnią nowością jest lekki olejek do demakijażu i oczyszczania. Jako, że nie jestem fanką olejków do tego zadania, trochę się go obawiam, ale mam nadzieję, że to będzie kolejny produkt MIYA, który pokocham. Jako, że uwielbiam wspierać polskie marki, szczególnie te kosmetyczne, gorąco Was zachęcam do sprawdzenia kosmetyków stworzonych przez dwie Anie, kobiety z ogromną pasją!


polskie-marki-kosmetyczne

MELLI care

Z marką MELLI care spotkałam się stosunkowo niedawno i jestem pod wrażeniem. To marka, która powstała z myślą o tych z nas, którzy mają problemy z odpowiednim doborem pielęgnacji do naszej wymagającej i problematycznej skóry dłoni lub stóp. Założycielka - Ola - posiadająca ogromne doświadczenie w branży kosmetycznej, postanowiła wyjść na przeciw potrzebom suchej, wrażliwej, łuszczącej się skóry dłoni i stóp. Oli ojciec od wielu lat zmaga się z cukrzycą i to własnie jego choroba była motorem do działania i stworzenia produktów, które poradzą sobie nawet z dużymi problemami skórnymi. Aktualnie w asortymencie marki są tylko trzy produkty: krem do rąk, krem do stóp oraz peeling do tych części ciała. Kosmetyki nie należą do najtańszych, ale są naprawdę genialne, ponadto mają sporą pojemność (krem do rąk ma aż 300ml), a naturalne składniki mówią same za siebie. Oczywiście ostateczna decyzja o zakupie należy doWas, ale myślę, że warto poznać tę markę z bliska.

Ja od kilku tygodni używam kremu patchouli & lemon hand cream i jestem zachwycona! Bardzo dobrze nawilża skórę, daje uczucie ulgi, zapach choć dość intensywny nie jest nachalny, co bardzo mi się podoba. Krem pozostawia dłonie przyjemnie miękkie, nawilżone i gładkie. Nie pozostawia nieprzyjemnego, lepkiego filmu, krem wchłania się dość szybko, ale nie błyskawicznie. Bardzo go lubię, szczególnie wieczorami. Radzi sobie też z moim mocnym przesuszeniem na prawej dłoni, a nie każdy krem jest w stanie to załagodzić. Dla mnie ogromnym plusem kremu MELLI care jest pompka. Zdecydowanie ułatwia to jego aplikację. Buteleczka stoi sobie u mnie na biurku i dzięki pompce sięgam po niego codziennie, bo jest to po prostu wygodne.

polskie-marki-kosmetyczne

Sminko.pl

Własnie odebrałam przesyłkę od dziewczyn i nie mogę nie wspomnieć o Sminko! Czy tylko mi się zdaje, czy większość z Was już kojarzy te rzęsy? Nie muszę Wam chyba przedstawiać Marty "Zmalowanej". To właśnie ona wraz ze swoją przyjaciółka Magdą założyły sklep sminko.pl, który już od roku podbija serca miłośniczek pięknych rzęs. Ja od samego początku wspierałam ten pomysł i czuję się zaszczycona mogąc być ich ambasadorką. Musicie wiedzieć, że nie zgodziłabym się promować produktu, którego nie lubię lub jest słaby, a tutaj nie ma mowy o kiepskiej jakości. W asortymencie sklepu oczywiście dominują rzęsy, ale dziewczyny zaprojektowały swatchmakery - czyli specjalne naklejki, które ułatwiają nam zrobienie ładnych swatchy (np. cieni, róży czy nawet pomadek). Dostępne są też kalendarze dla wizażystów, karty makijażu i niesamowite Facecharty! 

W tym momencie sklep Sminko.pl, ma ogromny wybór modeli sztucznych rzęs. Przez leciutkie i delikatne rzęsy (Alice, Rose, Scarlet), po ekstremalnie intensywne (Marta, Freak, Angelina). Wszystkie modele mają bardzo elastyczne, czarne paski, które wygodnie leżą na powiekach. Czekam aż pojawią się modele na przezroczystym pasku i inne rzęsy mogą nie istnieć! Nie jednokrotnie widziałyście je w moich makijażach, bo to są naprawdę bardzo dobre rzęsy. Jeżeli jesteście zwolenniczkami pokreślonego spojrzenia, nie możecie przejść obojętnie obok Sminko. Pamiętajcie też, że dziewczyny często robią promocje!

polskie-marki-kosmetyczne

Same widzicie, że polskie marki kosmetyczne też oferują produkty wysokiej jakości. Ja zawsze wzdycham do kosmetyków z za oceanu, zawsze niesamowicie kuszą swoją niedostępnością, ale... przecież mamy tyle zdolnych ludzi w Polsce, którzy tworzą fantastyczne produkty. Od dawna staram się wspierać polskich twórców i mam zamiar Was też do tego przekonać. 

Macie swoją ulubioną polską markę kosmetyczną?

Więcej o polskich markach, nie tylko kosmetycznych możecie poczytać na blogu Justyny www.kupujepolskieprodukty.pl

PS. Dziewczyny! Ola, właścicielka marki MELLI care specjalnie dla Was, moich cudownych czytelniczek przygotowała rabat aż 25% na cały asortyment (poza produktami przecenionymi). Może akurat się skusicie? Kod rabatowy to ag2017 ważny do 19.11.2017!

Czytaj dalej ›

Niedzielnik #25 | wyzwanie foto na Instagramie, PKP i książka pełna emocji

niedzielnik

W końcu nadeszła pora na niedzielnik! Wiem, dałam ciała i zamiast tygodniowej przerwy musiałyście czekać na niego aż dwa tygodnie. Dość intensywna końcówka października i masa spraw w pierwszym tygodniu listopada, trochę pokrzyżowały mi plany. Za to mam Wam masę rzeczy do opowiedzenia! Przygotowałam też małe, krótkie wyzwanie fotograficzne na Instagramie, o które ostatnio Was pytałam. Zainteresowanie było ogromne, więc to chyba dobry moment żeby spróbować prawda? Wszystkie informacje o wyzwaniu znajdują się na końcu niedzielnika.

niedzielnik

Jesienna chandra

Nie dopada mnie chandra, brak weny czy spadek energii. Rzadko kiedy czuję się tak jak teraz. Naprawdę nie cierpię na tak duży spadek energii i lubię te dni, kiedy nie mam w co ręce włożyć. Ostatnio jednak robię wszystko, żeby odkładać obowiązki na ostatnią chwilę. Pierwsze co zawsze przychodzi mi na myśl, to koc, książka i herbata. Może jakiś dobry film i smaczna przekąska. Jak tylko myślę o tym, co muszę zrobić nie mam siły wychodzić spod kołdry. Od kilku dni towarzyszy mi dziwne uczucie. Jakbym ciągle była niewyspana, zmęczona, jakby nic mi się nie chciało i co gorsza, nic nie miało sensu. Nie chcę się użalać, po prostu mówię co czuję.

Myślę, że to wszystko przez pogodę. Chociaż kocham jesień i wciąż uskuteczniam #projektjesień starając się chwytać chwile, to... Brakuje mi jakiejś motywacji. Jest mi smutno, mam dziwne samopoczucie i sporo negatywnych myśli. Nie wiem dziewczyny, strasznie mnie chyba przytłoczyła ta szarówka za oknem. Pomarudziłam sobie kilka dni i doszłam wczoraj do wniosku, że to ostatni moment, w którym mówię o moim kiepskim samopoczuciu. Wygadałam się, powiedziałam co mi leży na wątrobie i od nowego tygodnia wracam ze zdwojoną siłą. Szykuje nam się wyjazd nad morze, plany na Sylwestra prawie gotowe, więc nie ma co się przybijać. Prawda? :)

niedzielnik

niedzielnik

Książka, którą MUSICIE przeczytać

Nie wiem czy już Wam kiedyś o tym mówiłam, ale z natury jestem bardzo wrażliwa. Mam w sobie sporo empatii, współczucia i czasem mam wrażenie, że czuję za dużo, za mocno. Zazwyczaj mi to nie przeszkadza, ale jeżeli czytam książkę jedząc śniadanie i nie mogę przełknąć nawet gryza kanapki, bo zalewam się łzami, to już nie jest tak przyjemnie. Albo kiedy nie mogę zasnąć bo łzy cisną mi się do oczu w trakcie czytania i zamiast się wyciszyć, tylko się rozbudzam. Przeżywam każde zdanie i wczuwam się w życie bohaterów. To są te momenty, w którym mogłabym nabrać trochę dystansu, ale nie potrafię.

Właśnie tak było z "Promyczkiem" Kim Holdem.  Tę książkę pochłonęłam bardzo szybko, a jest dość długa (ponad 500 stron) i z każdym rozdziałem coraz bardziej nie chciałam jej skończyć. Od pewnego momentu czułam jakie będzie zakończenie tej historii i mimo, że byłam praktycznie pewna, prawie do samego końca miałam nadzieję, że będzie inaczej. Kim Holdem niesamowicie potrafi człowieka rozbawić, rozłożyć na łopatki poczuciem humoru bohaterów, ale potrafi też ścisnąć za serce. Tak ścisnąć, że czytając książkę zaczynasz się zastanawiać nad swoim życiem i swoimi decyzjami.

Promyczek, czyli Kate to główna bohaterka tej książki. Jest... po prostu jak promyczek. Niesamowicie pozytywna, pełna energii, miłości, empatii. Kocha życie i kocha swoich przyjaciół. Jej niesamowitą zaletą jest to, że chce przeżyć życie na maksa, chce wyciągnąć z niego jak najwięcej, niczego nie żałować, nie mieć wyrzutów sumienia i czerpać radość z każdego dnia. Kate spotyka na swojej drodze niesamowitych ludzi i chociaż sama ma za sobą trudne przeżycia, potrafi odmienić ich codzienność i sprawić, że całkowicie odmienia się ich życie. Jej najlepszym przyjacielem jest Gus, z którym właściwie się wychowała. Kiedy wyjeżdża na studia ich relacja wciąż się nie zmienia, a Kate w nowym miejscu poznaje ludzi, z którymi bardzo szybko się zaprzyjaźnia, a oni nie potrafią już bez niej żyć. Chciałabym poznać taką Kate. Chciałabym kiedyś spotkać osobę tak pełną życia jak ona. Nie zdradzę Wam o czym jest ta książka, co dzieje się z Promyczkiem i jej przyjaciółki. Same musicie się o tym przekonać, bo wiecie co? Tę książkę naprawdę, NAPRAWDĘ warto przeczytać. Bardzo się cieszę, że po nią sięgnęłam (w sumie dzięki Wam) i długo będę o niej pamiętać.

Przed chwilą skończyłam też czytać kontynuację "Promyczka". Książka nosi tytuł "Gus" i to nie jest w żaden sposób kolejna część jakiejś sagi. To po prostu dalsze życie bohaterów. Nie zachwyciła mnie już tak jak "Promyczek", bo to bardzo prosta historia, ale wiecie co? Kim naprawdę potrafi wycisnąć z człowieka ostatnie krople łez. Nawet zwykła codzienność opisana przez tę autorkę potrafi zrobić wrażenie. Myślę, że "Gus", to nie jest obowiązkowa lektura, ale po "Promyczka" powinnyście sięgnąć jak najszybciej. Żeby uniknąć pytań, ebooki dostaniecie na virtualo.pl.

niedzielnik

Zdecydowanie podróżowanie pociągiem nie jest dla każdego. Sama nie jestem idealna, ale wydaje mi się, że będąc w podróży staramy się innym ułatwiać niż utrudniać życie. Wszyscy musimy przeboleć te kilka godzin w ciasnym przedziale, przetrwać tę niezręczną ciszę w najbardziej komfortowych warunkach jak to tylko możliwe. Osobiście nie jestem konfliktowa, raczej uprzejma i spędzam podróż czytając książkę i słuchając muzyki. W każdym razie - nikomu nie zawadzam. Niestety ludzie są różni i nie każdy lubi ułatwiać innym życie. Dlatego czasem zdarzy się Pani, która siedząc koło Ciebie rozmawia sama ze sobą. Śmieje się pod nosem, podgląda Twoje reakcje i udaje, że wcale nie widzisz co robi. Ewentualnie trafisz do przedziału, gdzieś przez 4h będziesz musiała kiwać głową, bo babcia na przeciwko stwierdza, że wyglądasz jak ktoś, kto ma ochotę poznać całe jej życie. Więc opowiada, a Ty słuchasz. O kupkach wnuczka, o nowym psie  sąsiadki, który podsikuje jej wycieraczkę przed drzwiami. Albo o siostrze, która już nie żyje, ale za życia była wredną krową, chociaż bardzo ją kochała i tęskni. Ewentualnie trafisz na faceta, który jest kretynem i nie rozumie, że zakaz palenia nad drzwiami przedziału oznacza... ZAKAŻ PALENIA i co pół godziny wychodzi do toalety (z której Ty też niestety musisz czasem skorzystać) na papierosa, gdzie również jest wielki znak z zakazem palenia. Wspomniałam, że wszędzie wiszą informacje i trąbią o tym, że w całym pociągu obowiązuje całkowity zakaz palenia?
Aha. Bo Pan nie zrozumiał.

Podobnie jak panowie, którzy postanowili urządzić sobie imprezę na końcu wagonu. Oczywiście z piwkiem i papieroskiem. Nie miałabym generalnie nic do tego. Każdy obiera swoją drogę życia, ale panowie postanowili zapraszać co ładniejsze Panie korzystające z ubikacji, aby dołączyły do imprezy. Tak, ja również miałam ten zaszczyt. Nie, nie skorzystałam. Choć brzmiało kusząco.

Mimo wszystko kocham podróżować. Fajnie jest mieć o czym opowiadać, z czego się pośmiać i wspominać dziwne sytuacje. Nawet jeżeli to jedynie podróż do Warszawy, a Ty nie przewidziałaś imprezy w pociągu i nawiedzonej współpasażerki. Historia starszej Pani może okazać się niesamowitą opowieścią pełną emocji, palący Pan może raz dwa wysiąść z pociągu, a Ty możesz poznać w pociągu kogoś naprawdę fajnego, No i oczywiście zostają wspomnienia. To właśnie jest fajne w podróżowaniu!


FOTOGRAFICZNE WYZWANIE NA INSTAGRAMIE

To był tak spontaniczny pomysł, że dalej jestem w szoku jak bardzo Wam się spodobał! Kompletnie nie spodziewałam się takiego odzewu! Na InstaStories ponad 200 osób wykazało zainteresowanie taką zabawą i mam nadzieję, że chociaż część z nich (z Was) weźmie udział w tym krótkim, ale kreatywnym wyzwaniu. Nie do końca wiedziałam jak się do tego zabrać, żeby to miało ręce i nogi więc wybaczcie mi, jeżeli całość wyjdzie chaotycznie. Jeżeli mój pomysł wypali, i będziemy to robić regularnie, to pewnie będę bardziej zorganizowana. To teraz przejdźmy do szczegółów wyzwania!

O co chodzi?
Chodzi o to, żeby poruszyć własną kreatywność i wyjść ze strefy komfortu. Pokombinować, pobawić się zdjęciami, kompozycją, dodatkami i własnymi możliwościami. Niezależnie od tego czy robicie zdjęcia wypasioną lustrzanką, czy po prostu aparatem w telefonie, jeżeli macie konto na Instagramie - możecie brać udział! Nie przejmujcie się niczym, po prostu postarajcie się zrobić ładne, pasujące do tematyki zdjęcie.

Jak wziąć udział w wyzwaniu?
Wystarczy, że każdego dnia wyzwania opublikujecie  zdjęcie na swoim koncie na Instagramie. Każdy dzień będzie odpowiadał innemu tematowi abyście mogły trochę pokombinować. Dla mnie jest bardzo ważne żebyście każde zdjęcie oznaczyły hashtagiem #fotowyzwanieagwer (foto wyzwanie agwer), żebym mogła Was znaleźć. Chciałabym wszystkie Wasze prace pokazać na Insta Stories lub, jeżeli zbierze się ich trochę więcej, na blogu. Postaram się też każdego dnia wyzwania pokazywać na Stories prace, które podobają mi się najbardziej albo wszystkie - to zależy ile osób się wkręci w zabawę. Jak chcecie poinformować o wyzwaniu na swoim Instagramie lub pod zdjęciami, koniecznie to zróbcie! Im nas więcej tym lepiej :) Żeby Was zachęcić, ja również wezmę udział w wyzwaniu i mam nadzieję, że podołam!

Harmonogram i tematy wyzwania
Chciałam żebyście miały czas na przygotowanie zdjęć. Nie musicie robić ich danego dnia, bo wiadomo, że z czasem bywa różnie. Jeżeli macie możliwości w danym momencie przygotować kilka zdjęć - bardzo proszę! Będziecie miały gotowe na zapas! Ja starałam się wybrać tematy które możecie interpretować bardzo dowolnie. Każdy dzień to inne hasło, które czeka na Waszą interpretacje.
Wyzwanie będzie trwało 20-26.11, a ja postaram się w ciągu tygodnia od jego zakończenia przygotować podsumowanie na Insta Stories lub na blogu. 

1) poniedziałek 20.11 - Dzień dobry
2) wtorek 21.11 - Uśmiechnij się
3) środa 22.11 - Mamy jesień
4) czwartek 23.11 - Niezbędnik
5) piątek 24.11 - Rozejrzyj się
6) sobota 25.11 - Ja
7) niedziela 26.11 - Coraz bliżej święta

Mam nadzieję, że sam pomysł, propozycje tematów i forma wyzwania Wam się podoba. Bardzo chciałam, aby w wyzwaniu panowała dowolność interpretacji, abyście mogły dopasować zdjęcia do siebie i swoich kont. Aha! Jeżeli któregoś dnia nie zdążycie opublikować zdjęcia, nie przejmujcie się, nic straconego! Po prostu zróbcie to później. Ważne abyście dodały 7 różnych zdjęć na 7 różnych tematów do 26 listopada. Chyba wszystko prawda? Jeżeli o czymś zapomniałam, dajcie znać!

niedzielnik

Do przeczytania:

Zdjęcia na instagram - fotografia Flat lay - czyli krótki poradnik, jak robić ładne zdjęcia na Instagram w stylu flat lay. Może się Wam to przydać jak będziecie się przygotowywać do wyzwania!
5 kroków do lepszych zdjęć na bloga - i Instagram też, czyli o czym warto pamiętać i co trzeba wiedzieć, aby robić ładne zdjęcia. Praktyczne porady dla początkujących.
7 tanich kosmetyków, które warto kupić - można powiedzieć, że to taka złota siódemka, do której lubię wracać. Polecane kosmetyki są ze mną od bardzo dawna, powinnyście je poznać!
Aktualizacja włosów - oraz efekty kuracji przyspieszającej porost. Czyli coś dla włosomaniaczek i tych z Was, które borykają się z nadmiernym wypadaniem lub nie mogą zapuścić włosów.
Przegląd pędzli M brush - jeżeli chcecie się dowiedzieć, czy warto zainwestować w pędzle zaprojektowane przez Maxineczę, koniecznie zajrzyjcie do postu.


Uff! To był naprawdę długi niedzielnik. Nie wiem czy nie najdłuższy ze wszystkich, które się do tej pory pojawiły. Mam nadzieję, że się za mną stęskniłyście, bo ja za Wami tak! Koniecznie dajcie znać, czy bierzecie udział w wyzwaniu. Jestem mega ciekawa co nam z tego wyjdzie! Przy okazji komentarza, jeżeli znacie książki podobne do "Promyczka", to zostawcie tytuł i autora, chętnie przeczytam coś w podobnym kimacie.

Jakie macie plany na nowy tydzień?

Czytaj dalej ›

Makijaże krok po kroku