aGwerblog to blog kosmetyczny z elementami lifestylu, porad i makijażu.

Rewolucja w codziennej pielęgnacji | MIYA myPOWERelixir


Tamten rok bez dwóch zdań należał do kremów myWONDERbalm, które spisały się w swojej roli doskonale. MIYA, to polska marka stworzona przez dwie pełne pasji kobiety. Ania Koss i Ania Białas-Bednarczyk, po raz kolejny wyszły na przeciw nowoczesnym, aktywnym kobietom, którym zależy na doskonałej jakości i wszechstronnym działaniu kosmetyków, po które sięgają każdego dnia. myPOWERelixir, to nowość w szeregach MIYA, którą warto się zainteresować. Naturalne serum rewitalizujące, możemy stosować nie tylko przy pielęgnacji twarzy, a bogaty skład pozwala używać je nawet osobom ze skórą atopową. Więcej o możliwościach serum przeczytacie w dzisiejszym poście. Mam też dla Was konkurs i kod rabatowy!
➥ myWONDERbalm, czyli naturalne kremy na każdą kieszeń

serum-MIYA

MIYA myPOWERelixir u kogo się sprawdzi?

U każdej z Was, która poszukuje kompleksowej, naturalnej pielęgnacji w jednym produkcie. Ten kosmetyk skierowany jest do kobiet, którym zależy na odżywieniu i wzmocnieniu skóry, przy minimalnym wysiłku. To eliksir, który naturalnie odżywia, dodaje energii, blasku i skutecznie odżywia zmęczoną i szarą skórę. Doskonała propozycja dla minimalistki.

Eliksir zamknięty jest w szklanym słoiczku o pojemności 50ml. Jego konsystencja jest stała i zamienia się w olejek zaraz pod wpływem ciepła palców i przy aplikacji na skórę. Bardzo przypomina mi tym olej kokosowy, który zresztą znajduje się w jego składzie. Pachnie słodkimi cytrynowymi ciasteczkami. Jest delikatnie słodki i jednocześnie odrobinę cytrynowy - jestem na tak!

Zastrzyk energetyczny 

Sekret produktów MIYA to przede wszystkim bezkompromisowe podejście do jakości. Wyjątkowy skład, stworzony na bazie naturalnych olejków i składników roślinnych, to ukłon w stronę wymagającej, nawet atopowej skóry. Najnowszy produkt MIYA myPOWERelixir zawiera antyoksydanty, witaminy, kwasy Omega 3+6 i unikatową kompozycję 11 drogocennych składników, które pozytywnie wpływają na stan naszej skóry. W składzie znajdziemy między innymi: olejek ryżowy, jojoba, chia, kokosowy, ekstrakt z planktonu, masło mango czy witamny E i F. Bogaty skład sprawia, że eliksir nie tylko uelastycznia skórę, poprawia jej koloryt i wzmacnia. Pozytywnie wpływa również na koloryt skóry, dodaje jej naturalnego blasku, wygładza drobne zmarszczki, dodaje energii i napina kontur twarzy. Podobnie jak kremy myWONDERbalm, serum nie zawiera parabenów, sztucznych barwników, silikonów, PEG-ów, olejów mineralnych ani glikolu propylenowego. Jest hipoalergiczne, więc będzie doskonałym produktem pielęgnacyjnym dla cery podatnej na podrażnienia.

MIYA-myPOWERelixir

Kompleksowa pielęgnacja z MIYA

Bardzo podoba mi się fakt, że produkty MIYA dostosowują się do potrzeb wielu kobiet. Serum możemy stosować na wiele sposobów i dzięki temu, każda użytkowniczka pokocha je za coś innego. Możemy je stosować po prostu jako serum pod krem, który używamy do codziennej pielęgnacji. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby eliksir stosować zamiast niego. W moim przypadku sprawdziło się to doskonale, bo latem zawsze ograniczam pielęgnację do minimum. To jednak nie wszystko, bo myPOWERelixir można również używać jako krem pod oczy, olejek do masażu twarzy lub maseczka na noc. Wystarczy nałożyć grubszą warstwę przed snem i pozwolić jej działać przez całą noc. Lubię nakładać go zaraz po wyciągnięciu słoiczka z lodówki, chłodny olejek koi skórę i daje przyjemne uczucie orzeźwienia. 

Bogaty w olejki skład skusił mnie, aby sięgnąć po olejek nie tylko przy pielęgnacji twarzy. Jeżeli macie problem z suchymi skórkami w okół paznokci wystarczy wsmarować w nie odrobinę olejku. Myślę, że sprawdzi się również jako krem do bardzo suchych dłoni. To doskonała alternatywa dla zniszczonych końcówek. W jednym małym słoiczku mamy zamkniętą ogromną moc, którą ograniczają tylko nasze potrzeby.

MIYA-myPOWERelixir

#JestemGotowa, a Ty?

Nigdy nie chciałam stosować olejków w mojej pielęgnacji. Zawsze od nich uciekałam, bo bałam się obciążenia, nieprzyjemnej lepkiej warstwy po aplikacji i uczucia tłustej skóry. Bałam się, że w przypadku tego serum będzie podobnie, na szczęście moje obawy nie mają pokrycia w rzeczywistości. Serum nie wchłania się błyskawicznie, ale już po dłuższej chwili możemy cieszyć się dobrze nawilżoną, rozświetloną skórą. Nie pozostawia uczucia lepkiej warstwy, której tak się obawiałam, skóra jest gładka i przyjemna w dotyku. Wystarczy dosłownie odrobina aby pokryć olejkiem całą twarz, dzięki czemu serum starczy na wiele miesięcy. Bardzo lubię sięgać po nie wieczorem i z samego rana, prosto z lodówki. Zauważyłam, że moja skóra wygląda znacznie lepiej i zauważalnie się uspokoiła. Aktualnie stosuję w pielęgnacji tylko myPOWERelixir i widzę poprawę w jej stanie. Wszelkie niedoskonałości zniknęły, skóra jest bardzo dobrze nawilżona, rozpromieniona i napięta, a każdy podkład na tak wypielęgnowanej skórze wygląda dobrze.

Wszystkie produkty marki MIYA możecie dostać online na stronie producenta www.miyacosmetics.com, w mintishop i na stronie empik.com, a stacjonarnie w SuperPharm. Natomiast pozostałe produkty są dostępne w wybranych Rossmannach, Kontigo, Hebe i placówkach Cosmedica.

A ja mam dla Was kod rabatowy na zakup myPOWERelixir i kremów myWONDERbalm na stronie www.miyacosmetics.com. Wystarczy, że przy zamówieniu wpiszecie "Agwer", a otrzymacie 20% rabatu i darmową wysyłkę! Kod ważny jest tylko do końca tygodnia (25.06) więc warto skorzystać!

Ja #JestemGotowa na rewolucję w codziennej pielęgnacji, a Ty?

Jeżeli tak, to śmigajcie na Instagram, gdzie możecie wygrać dla siebie myPOWERelixir.





Czytaj dalej ›

Akwarele i błękit Chiodo Pro, Blue Sky i Light Purple

chiodo-pro-blue-sky

Od lat jestem fanką niebieskich paznokci i niezmiennie za nimi szaleję. Choć ostatnimi czasy chyba dorosłam, bo częściej sięgam po lakiery nude (o czym już chyba wspominałam 700 razy). Przepiękny błękit Blue Sky marki ChiodoPRO, całkowicie skradł moje serce już od pierwszego użycia. To taki odcień błękitu, który pasuje do bardzo jasnej, ale i ciemnej karnacji, do wielu stylizacji i swoją subtelnością oczaruje każdą z Was. Idealna propozycja na lato, ale coś czuję, że zimą też będzie wyglądać bardzo dobrze. Dziś pokażę Wam bardzo prostą, ale efektowną stylizację w połączeniu z lakierem Light Purple.
➥ Nudziak na co dzień
➥ Idealna mięta na paznokciach


chiodo-pro-blue-sky

chiodo-pro-blue-sky

Chiodo PRO, Blue Sky

To pastelowy, rozbielony kobalt, który w bajeczny sposób podkreśla opalone dłonie i jednocześnie wygląda bardzo subtelnie. W rzeczywistości kolor jest nieco bardziej intensywny, ale na paznokciach wciąż wygląda lekko i dziewczęco. Pełne krycie osiąga przy dwóch cieniutkich warstwach, lakier jest stosunkowo gęsty, ale dobrze się rozprowadza. Nie zauważyłam żeby smużył lub rozlewał się przy skórkach, utwardza się w lampie LED w ciągu 30s. Po skończonym malowaniu możemy się cieszyć pięknym kolorem o wysokim połysku.

Chiodo PRO Light Purple

Kolejny pastelowy odcień, ale tym razem fiolet, który wpada lekko w róż. Moim zdaniem przepięknie komponuje się z lakierem Blue Sky, bo razem tworzą bardzo dziewczęcą, lekką kompozycję. Podobnie jak w przypadku poprzedniego lakieru i ten kolor ma mocną pigmentację, kryje po dwóch warstwach, dobrze się rozprowadza i nie smuży. Ten kolor jest o tyle ciekawy, że w zależności od światła bardziej wpada w róż, a czasem bardziej w fiolet.

W moim manicure połączyłam oba kolory lekkim i abstrakcyjnym wzorkiem na dwóch paznokciach. Chodziło mi o to, aby uzyskać efekt akwareli i z większym lub mniejszym powodzeniem mi to wyszło. Na nieutwardzonym jeszcze lakierze Blue Sky, malowałam cienkim pędzelkiem smugi za pomocą koloru Light Purple. Całość za pomocą tego samego narzędzia bardzo niedbale mieszałam, przeciągałam, aby uzyskać kontrolowany chaos przypominający akwarele. Dzięki temu manicure mimo swojej prostoty i subtelności, robił wrażenie.

chiodo-pro-blue-sky

Cały manicure trzymał się na moich paznokciach równe trzy tygodnie. Ponieważ zaczął drażnić mnie odrost, zafundowałam sobie nowy mani. Lakiery Chiodo PRO bardzo dobrze trzymają się płytki, nie pękają i nie zauważyłam żadnych odprysków. Oczywiście zdjęcie lakieru wymaga spiłowanie nałożonego wcześniej topu, ale poza tym kolory schodzą bez większych oporów. Wszystkie lakiery marki Chiodo dostaniecie na stronie producenta www.chiodo.pl, a ja do końca tygodnia mam dla Was konkurs z kolekcją zaprojektowaną przez Edytę Górniak. Po więcej szczegółów zajrzyjcie na Facebooka:


Czy Wy też latem lubicie sięgać po pastelowe kolory na paznokciach?

Czytaj dalej ›

Niedzielnik | czym robię zdjęcia, o kompleksach i miejsce, które chciałabym zobaczyć


Od samego początku traktowałam niedzielnik jako miejsce do poruszania tematów, które nie do końca pasują do tematyki bloga. Chciałam tutaj dzielić się moją codziennością i rozwijać luźne tematy związane po prostu z tym, co robię każdego dnia. Ponieważ ostatnio dostałam sporo pytań odnośnie tego czym robię zdjęcia i jak je obrabiam pomyślałam, że niedzielnik będzie doskonałą okazją, żeby trochę Wam o tym opowiedzieć. Poza tym opowiem Wam też o pewnym miejscu, które bardzo chciałabym odwiedzić. Może wyda się to Wam dziecinne, ale myślę, że jeżeli czytacie mnie od dawna, zrozumiecie dlaczego podróż w to miejsce jest moim małym marzeniem.
➥ Najlepszy prezent dla blogera
➥ Kilka sposobów na odstresowanie
➥ Dlaczego kocham bajki i o kryzysie w blogowaniu

niedzielnik

Historia mojej fotografii

Od zawsze określałam siebie jako fotografa amatora. Wciąż zresztą tak o sobie myślę, bo nigdy nie skończyłam żadnego kursu, ani nie byłam w żadnej szkole. Od zawsze chodziło mi to po głowie, ale nie złożyło się nigdy abym czegoś takiego się podjęła. Zdjęciami bawię się przeszło od szesnastego lub siedemnastego roku życia, więc jakby nie patrzeć będzie już dobre dziesięć lat. Zaczynałam oczywiście od zdjęć siebie (wtedy to jeszcze nie było modne!) i chociaż nie istniało pojęcie "selfie" dysk miałam nimi zawalony. Później zaczęła się fascynacja krajobrazem, przyrodą i otaczającymi mnie ludźmi. Swego czasu robiłam nawet sesje zdjęciowe moim koleżankom. Pozwoliło mi to na szkolenie warsztatu i wyrobienie oka. Bardzo długo działałam na automacie, ale założenie bloga, całkowicie zmieniło moje podejście do fotografii. Zaczęłam się uczyć, kombinować z ustawieniami, sięgnęłam po książki o podstawach i zdjęcia zaczęły wychodzić coraz lepsze. Chociaż nie zajęłam (i pewnie nie zajmę) się tym nigdy profesjonalnie, to wciąż sprawia mi to niesamowitą frajdę.

A jak macie ochotę się pośmiać podsyłam Wam pod spodem trzy zdjęcia. Możecie zobaczyć jakie fotografie spełniały moje wymagania parę lat wcześniej i porównać je z tymi, które robię aktualnie. Różnica jest kolosalna prawda? Zaznaczam, że nie cofnęłam się do samych początków, więc wyobraźcie sobie jakie to musiało być złe! Zresztą, wystarczy zajrzeć do postów z 2013 roku, a będziecie miały ubaw po pachy! Gwarantuję. 

niedzielnik

niedzielnik

niedzielnik

Czym robię zdjęcia i jak je obrabiam?

Dokładny post o samej obróbce zdjęć, co i jak robię krok po kroku na pewno się na blogu jeszcze pojawi. Notabene post o ➥ przygotowaniu zdjęć na bloga przed publikacją już się pokazał. Ale pokrótce opowiem Wam jak cały proces u mnie wygląda, bo często ostatnio o to pytacie. Musicie jednak pamiętać, że najważniejszy w tym wszystkim jest Wasz styl i to, jak chcecie pokazać daną rzecz na fotografii. Nie omieszkam wspomnieć też o tym, że znajomość podstaw może zdecydowanie ułatwić Wam pracę z aparatem!

Już od prawie 5 lat robię zdjęcia aparatem Nikon D5100. Posiadam do niego oczywiście obiektyw kitowy 18-105mm oraz klasyczną niezawodną stałkę 50mm. i mój ulubiony obiekty, którym najczęściej robię zdjęcia produktów na bloga, również stałkę 35mm. Te trzy obiektywy póki co sprawdzają się u mnie najlepiej. Niezbędnikiem przy zdjęciach, które robię jest oczywiście blenda do doświetlania oraz lampa pierścieniowa (od niedawna 65W). Niestety w moim małym mieszkanku jestem mocno ograniczona kiepskim światłem, dlatego blenda i dodatkowe oświetlenie, to dla mnie punkt obowiązkowy.

U mnie cały proces zrobienia zdjęcia zaczyna się przy tworzeniu kompozycji. Staram się aby zdjęcie było kompletne, miało kilka spójnych ze sobą elementów, ale jednocześnie nie było przeładowane przedmiotami. Staram się ustawienia aparatu dopasować do warunków oświetleniowych jakie panują danego dnia. Zwiększam lub zmniejszam ISO (choć staram się pracować na najniższym), manipuluję czasem naświetlania i zmieniam przysłonę jeżeli jest to koniczne. Dzięki temu mniej czasu mogę poświęcić na późniejszą obróbkę. Zawsze robię zdjęcia w formacie RAW, dzięki czemu każde z nich jestem w stanie odpowiednio rozjaśnić czy poprawić kolor. Do pierwszej obróbki używam programu Lightroom, którym jestem aktualnie zafascynowana i badam jego możliwości. Ostateczne przygotowanie zdjęcia robię już w Photoshopie, którego używam od wielu lat. Jest oczywiście masa darmowych programów do obróbki zdjęć jak Phtoscape, Gimp czy Phohofiltre, ale ja nigdy z nich nie korzystałam. Znacie już cały mój sprzęt i kolejność z jaką wykonuję każde zdjęcie. Lubię się tym zajmować, więc proces przygotowania przed publikacją na blogu czy na Instagramie lub Facebooku trochę trwa, ale efekt końcowy jest tego wart. Zresztą poniżej możecie zobaczyć zdjęcie przed i po obróbce oraz efekt finalny przygotowania innego zdjęcia. Triki jakie używam w tych programach na pewno Wam jeszcze pokażę, dajcie znać czy w ogóle ten temat Was interesuje na tyle, aby robić o nim osobny post.






Warner Bros Studio, Making of Harry Potter

Czy już rozumiecie czemu chciałabym się tam wybrać? Okej, mówiąc szczerze najbardziej marzy mi się wycieczka do Los Angeles i Universal Studio, ale póki co skupmy się może na tych bardziej przyziemnych miejscach. Wycieczka do Londynu wydaje mi się bardziej prawdopodobna niż wyprawa do Stanów. Jako ogromna fanka świata Harrego Pottera, książek i filmów nie mogę przejść obojętnie obok tego miejsca. Na liście moich marzeń do spełnienia jest wizyta w studio, w którym stworzony był ten magiczny świat, który tak często gości w moim domu i moim sercu. Uwielbiam wracać do książek o Harrym i nawet jako (PRAWIE) trzydziestolatka, czuję niesamowitą więź z całą sagą. Może to chore i wiem, że się powtarzam! Jednak bardzo chciałabym móc kiedyś powiedzieć, że tam byłam, widziałam i mogę skreślić to miejsce z mojej listy. W końcu marzenia są po to by je spełniać, prawda?

Post udostępniony przez a G w e r b l o g (@agwer_blog)

Każdy z nas ma kompleksy

Temat, który dotyczy każdego z nas, a ja ostatnio sporo o tym myślałam. Bardzo bym chciała, abyście wiedziały, że jeżeli jest coś, czego w sobie nie lubicie, co Was krępuje - nie jesteście z tym same. Każda z nas ma jakieś kompleksy i każda z nas zwalczy z nimi na swój sposób. Najważniejsze jest to, aby nie zawładnęły Waszym życiem. Ale może przejdziemy do rzeczy, co?

Kompleksy towarzyszyły mi przez całe życie.  Oczywiście zawsze chodziło o to, że byłam grubsza niż wszystkie inne dziewczyny. Z czasem jednak zrozumiałam, że ja wcale nie byłam wtedy gruba. Niezaprzeczalnie miałam więcej ciała niż moje koleżanki, ale nigdy nie byłam strasznie gruba. Choć oczywiście taka się czułam, bo całe moje otoczenie mocno dawało mi to odczuć. Wiecie, że dzieci, które są grubsze są gorsze? Wiecie, że są wyzywane, poniżane, wykorzystywane? Ja też byłam wyzywana, też na wuefie zawsze wybierali mnie jako ostatnią i też zawsze czułam się przez to gorsza. Fakt, że 6 lat trenowałam taniec nowoczesny nie zmienił zbytnio mojej sytuacji, bo ja po prostu jestem pulchna. Od zawsze. Regularne treningi 3-4 razy w tygodniu po 2-3h, a ja wciąż miałam nadwagę. Przez wiele lat czułam się źle ze swoim ciałem, nie lubiłam poznawać swoich ludzi, czułam się gorsza bo byłam gruba. Dalej zresztą jestem. Na szczęście w pewnym momencie swojego życia trafiłam w takie towarzystwo, dla którego nie liczył się rozmiar moich spodni, a w najtrudniejszym dla mnie momencie - założyłam bloga. Nałożenie się tych dwóch elementów pozwoliło mi w końcu zaakceptować siebie taką jaka jestem, niezależnie od tego jak wyglądam.

Przez wiele lat walczyłam z własnymi słabościami i przegrywałam. Bardzo się zaniedbałam i chociaż nigdy nie byłam idealna, to właśnie teraz mogę śmiało powiedzieć, że kocham siebie taką jaka jestem, a do ideału jest mi bardzo daleko. Jestem na etapie walki o zdrowie, chcę zadbać o siebie DLA SIEBIE, nie dlatego aby inni mnie zaakceptowali. Chociaż to właśnie tusza przez całe moje życie była moim największym kompleksem, dziś to po prostu jestem ja. Nieprzyjemne doświadczenia, uczucie odrzucenia, zagubienie i emocje, które mi wtedy towarzyszyły, pozwalają mi być odporną na ewentualny atak. Nabrałam odporności i z perspektywy czasu rozumiem, że nie jestem taka brzydka i słaba jaką się czułam. Wiem, jakie mam kompleksy, dzięki czemu nie są już moim słabym punktem i nikt nie może ich wykorzystać przeciwko mnie.

niedzielnik

Drobna dawka inspiracji

Zawsze sobie obiecuję, że następny niedzielnik będzie przepełniony inspirującymi tekstami. Za każdym razem kończy się na tym, że wrzucam Wam tylko te, które naprawdę mocno przykuły moją uwagę. Właśnie dlatego mam dla Was dzisiaj 3 teksty, każdy z innej dziedziny, które powinnyście w tym tygodniu przeczytać.

Dlaczego nie warto jeździć na konferencje dla blogerów? - Ala podała nam 5 powodów, dlaczego lepiej sobie odpuścić takie wyjazdy, ale dobrze wczytajcie się w ten tekst. Czy faktycznie odradza brać udział w takich wydarzeniach?
Jak zacząć z Google Analytics? - coś dla początkujących lub osób, które wciąż nie ogarniają tak istotnej sprawy jak Google Analytics. Jeżeli interesujecie się blogowaniem na poważnie, radzę zaczerpnąć wiedzy z tego materiału.
Bell Hypoallergenic Powder Lipstick - Karolina pisała ostatnio o tanich, dobrych pomadkach marki Bell, które mnie również mega się spodobały. Koniecznie o niej zajrzyjcie jeżeli chcecie wybrać kolor dla siebie!


Jakie jest Wasze wymarzone miejsce, w które chciałybyście pojechać?

Czytaj dalej ›

Nowości kosmetyczne | tarte, MAC, Semilac

nowosci-kosmetyczne

Nie jestem odporna na YouTube. Chyba jest już dla Was jasne, że większość moich zakupów, to efekt oglądania zagranicznych YouTuberów, którzy kuszą trudno dostępnymi w Polsce kosmetykami? Jak już to sobie wyjaśniliśmy, a ja wytłumaczyłam mój zakupoholizm, możemy przejść do rzeczy. Ostatnio jest niesamowicie głośno o marce, którą znam już od dość dawna. Tarte robi furorę na zagranicznym YouTubie już od kilku lat, a na polskim dopiero od niedawna. Jako uzależniona od oglądania kanałów beauty blogerka kosmetyczna wiedziałam, że któregoś dnia trafi do mnie ten słynny korektor. Nie byłam pewna jak go zdobędę, gdzie go kupię, ale w maju w końcu znalazł się w moich zbiorach. 

nowosci-kosmetyczne

Nowości Semilac

Będąc w lutym na pokazie marki Semilac, zachwyciłam się możliwościami jakie dają żele Semi Art. Ponieważ moje ambicje związane z paznokciami są coraz większe, chciałam nauczyć się tworzyć ciekawe wzorki. Tym oto sposobem, moją dość bogatą już kolekcję lakierów hybrydowych, zasilił zestaw żeli Semi Art. Nie sądzę abym od teraz potrafiła zrobić sobie na kciuku portret mojego kota, ale jest zdecydowanie lepiej. Żele maję ekstremalnie mocny pigment i są na tyle gęste, że pozwalają na bardzo precyzyjne zdobienia. Co to są Semi Arty? Jak ich używać? O wszystkim dowiecie się już niedługo, ponieważ mam w przygotowaniu materiał, w którym odsłaniam przed Wami cudowne właściwości tych żeli. W końcu też doczekałam się świetnej jakości pushera i świetnych pędzelków. Oczywiście wśród nowości marki, dotarła też do mnie ➥ kolekcja SemiBeats zaprojektowana przez samą Margaret, która zachwyca kolorami. 

nowosci-kosmetyczne

Mała obsesja na punkcie MAC Cosmetics

Miałam dość długą przerwę od kosmetyków tej firmy. Trudny dostęp w Szczecinie (punkt w Douglasie się nie liczy!) powodował, że MAC zszedł u mnie na drugi plan. Jednak potrzeba uzupełnienia kufra o kilka produktów, zaowocowała małymi zakupami przy okazji wizyty w Poznaniu. Korektor mineralny to stały składnik moich makijaży i do niego wracam najczęściej. Zresztą sporo produktów ➥ MAC lubię i często używam. Natomiast podkład Studio Fix i puder z tej samej serii, to dla mnie totalna nowość. Po kilkukrotnym zastosowaniu podkładu, mam dość mieszane uczucia, ale puder to zupełnie inna bajka. Na pewno na blogu znajdzie się recenzja i odpowiedź na pytanie, czy warto kupić te produkty. 

nowosci-kosmetyczne

nowosci-kosmetyczne

Krycie poziom hard

Podkład L'oreal Total Cover, zainteresował mnie oczywiście przez zagraniczny YouTube. Niedostępny w Polsce trafił do mnie dzięki znajomej, która przyjechała z UK i zaszła do mnie na makijaż. Robiłam jego test na InstaStory i po kilkukrotnym noszeniu, dalej nie wiem co o nim myśleć. Na policzkach wygląda fantastycznie, krycie ma na wysokim poziomie, ale nie wiem czemu czasem ciemnieje, a czasem nie. Póki co... nie wiem. Natomiast korektory tarte nie bez powodu znalazły się wśród ulubieńców maja. Nie jestem jednak pewna czy każda z Was je pokocha. Tarte shape tape jest dość specyficzny, bardzo mocno kryje i jest kremowy, niemniej jednak lubi czasem się lekko ciastkować. Szukam na niego najlepszego sposobu, zanim przygotuję recenzję. 

Nie miałam jeszcze czasu pobawić się cieniami Affect, ale pigmentacje mają niezłą. Bardzo podobają mi się nowe kolory, choć zieleń nie znajdzie u mnie zbytnio zastosowania, to cała reszta jest mega użytkowa. Na pewno pokażę Wam te cienie z bliska przy najbliższej okazji.

blog-kosmetyczny

Włosomaniaczka pełną parą

Wciąż jestem włosomaniaczką, nic się w tej kwestii nie zmieniło. Ostatnio jednak testuję tyle nowości do włosów, że sama nie kupuję za dużo. Niemniej jednak musiała uzupełnić braki i kupiłam kolejne opakowanie ➥ suchego szamponu Batiste. Nie mam pojęcia, które to już, ale zawsze muszę mieć go pod ręką. Ostatnio jednak szukam czegoś lżejszego dla włosów, może macie jakiś swój typ? Skusiłam się też na nową wcierkę z Green Pharmacy, która zebrała sporo pozytywnych opinii. Wróciłam do serum, które parę lat temu dobrze się u mnie sprawdziło. Chętnie bym je poużywała, ale zaginęło gdzieś w tym kosmetycznym chaosie. 

Wcale nie poszalałam w tym miesiącu. Tak naprawdę w maju uzupełniłam braki w kufrze i w pielęgnacji włosów. Może trochę też zaspokoiłam swoją ciekawość jeżeli chodzi o podkład z L'oreal czy żele Semi Art. Ale za to szykuje się dla Was sporo fajnego materiału! W końcu blog kosmetyczny, to miejsce w którym dzielę się z Wami wrażeniami z ich stosowania. 

Jakie kosmetyki kupujecie najczęściej? Pielęgnacja czy kolorówka?

Czytaj dalej ›

Blendowanie cieni: 7 najpopularniejszych błędów


Blendowanie cieni to chyba najczęstszy problem, z którym się do mnie zwracacie. Wychodząc Wam na przeciw przygotowałam artykuł o 7 najpopularniejszych błędach przy blendowaniu, które mogą utrudniać wykonywanie codziennego makijażu. Na każdy z tych nich, przygotowałam też proste rozwiązanie. Musicie zdać sobie sprawę, że podstawą każdego makijażu jest blendowanie, blendowanie i jeszcze raz blendowanie. Przy dziennym czy wieczorowym podkreślaniu oka, umiejętność odpowiedniego roztarcia cieni jest na wagę złota. Dzisiaj pomogę Wam pokonać tę trudność i mam nadzieję, że od teraz będziecie sobie radzić bez problemu!
➥ 9 najlepszych pędzli do blendowania

blendowanie-cieni

Najpopularniejsze błędy w blendowaniu cieni

Prowadząc lekcje makijażu, rozmawiając z moimi klientkami lub z niejedną z Was doszłam do wniosku, że pewne rzeczy związane z rozcieraniem cieni wcale nie są takie oczywiste. Coś, co dla mnie jest całkowicie naturalne, dla innych stanowi problem, z którym nie potrafią sobie poradzić lub nie mogą odnaleźć jego źródła. Okazuje się, że bardzo często (również i w tym przypadku) rozwiązanie jest tak banalne, że trudno jest na nie wpaść. Sama często łapię się na tym, że zamiast sięgnąć po najprostsze rozwiązanie, wolę kombinować. Ale po co? Dzisiaj podpowiem Wam jak nie robić błędów przy blendowaniu cieni.

Źle przygotowana powieka

Odpowiednie przygotowanie powieki pod makijaż, to absolutna podstawa każdego makijażu. Niezależnie od tego, czy robicie szybki make up do pracy w biurze, czy planujecie zaszaleć przed wyjściem z dziewczynami - przygotujcie powiekę! Nałożenie bazy lub korektora nie wystarczy aby zapewnić sobie trwały i ładnie rozblendowany makijaż. Niewyschnięta baza utrudnia rozcieranie cieni, nawet jeżeli będziecie to robić najdroższym pędzlem na świecie. Dajcie jej 30 sekund aby zastygła i dopiero potem działajcie dalej. Mówiąc to, mam na myśli wykonanie kolejnego kroku, o którym często zapominacie: przypudrowanie powieki. Nie trzeba oczywiście robić tego pudrem (ale nie widzę przeciwwskazań). Możecie sięgnąć po jasno beżowy cień, który doskonale sprawdzi się w tej roli. Po co to robić? Na przypudrowanej, nielepiącej się powiece dużo łatwiej będzie rozdymić nałożony cień, nie będą robić się plamy i łatwiej będzie uzyskać płynne przejścia kolorów.

Za dużo produktu

Nabieranie większej ilości cienia nie sprawi, że prościej go będzie później rozblendować. Wręcz przeciwnie! W takiej sytuacji zdecydowanie łatwiej zrobicie sobie plamę, którą trudniej będzie doprowadzić do porządku. Jakie jest rozwiązanie? Oczywiście banalne! Wystarczy delikatnie strzepnąć nadmiar produktu z pędzla lub nie wciskać go zbyt mocno w produkt. Możecie go otrzepać o dłoń, o blat albo musnąć czubkiem pędzla suchy ręcznik lub chusteczkę. Problem z głowy.

Za mocny nacisk

Jeżeli zbyt mocno będziecie przyciskać pędzel do powieki, to kolor nie będzie wcale bardziej intensywny. Zdecydowanie więcej czasu spędzicie później na próbie jego roztarcia, również mocno naciskając, ale wiecie co? To bez sensu. W ten sposób zrobi się Wam tylko nieestetyczna plama. Proponuję stosować leciutkie muskanie skóry, delikatne ruchy aby kolor rozprowadzał się płynnie i równomiernie. Jeżeli zależy Wam na mocniejszym efekcie dokładajcie miarowo koloru, wklepcie go innym pędzlem lub palcem. Nie przyciskajcie puchatego pędzelka w trakcie bledowania zbyt mocno do powieki. Efekt pandy murowany, bo nie dość, że cień się osypie, to na pewno zrobicie sobie nieestetyczny, trudny do naprawienia ślad.

jak-blendowac-cienie

Nieodpowiedni pędzel

Problem każdej z nas, bo nikt nie wynalazł jeszcze ideału. Nie będę ukrywać, że bardzo często tanie, chińskie pędzle z plastiku nadają się tylko do wizyty w śmieciach. Pędzle to narzędzia, które mają starczyć na lata i ułatwiać, a nie utrudniać wykonanie makijażu. Polecam w te produkty zainwestować bo oszczędzacie w ten sposób swój czas, nerwy i na dłuższą metę pieniądze. Powyżej pokazałam Wam 5 pędzli, które moim zdaniem perfekcyjnie sprawdzą się dla każdego. 
  1. Puchaty pędzel na płaskiej skuwce w lekko przedłużonym kształcie, klasyk nad klasykami najlepszy do każdej powieki (tutaj MAC 217, zamiennik Zoeva 227)
  2. Puchaty okrągły, najbardziej prosty w obsłudze pędzel, którym przy odrobinie wprawy można wykonać cały dzienny makijaż (tutaj Zoeva 228)
  3. Cieniutki, mocno rozczapierzony pędzel z rzadkim włosiem, który będzie doskonały do ostatecznego roztarcia lub dodania mgiełki koloru (Zoeva 224)
  4. Średniej wielkości, niezbyt mocno zbita kuleczka, a właściwie większy pencil brush będzie świetny do blendowania małej przestrzeni i dolnej powieki (Zoeva 231)
  5. Mocno zbity, duży pencil w moim przypadku idealny do kończenia makijażu, mocno rozciera granice i doskonale blenduje przejścia między cieniami (Stage Line)

Wybranie odpowiednich pędzli, to klucz do tego aby wskoczyć na następny poziom. Jestem przekonana, że jak zdecydujecie się na zakup lepszych pędzli, Wasz makijaż od razu będzie wyglądał lepiej. Trochę ćwiczeń, kilka kombinacji i codzienny rytuał stanie się niesamowitą przyjemnością.

Złe ruchy

To problem, na który zaradzić może już tylko praktyka. Technik blendowania cieni jest po prostu tyle, ile osób się tym zajmuje. Każda wizażystka ma swój patent i na pewno każda z nas dałaby Wam inne rady. Aby dokładniej poznać techniki, dobrać makijaż do twarzy i kształtu oka, polecam wybrać się na ➥ lekcję makijażu. Natomiast absolutną podstawą rozcierania są koliste, okrągłe, delikatne ruchy w odpowiednich miejscach. Przeciąganie pędzla z jednego punktu do drugiego jednocześnie kręcąc (!) pędzelkiem. Przed wszystkim należy to robić z głową, a nie machać nim gdzie  Was fantazja poniesie. 

Stopniowanie kolorów

Stopniowe rozcieranie kolorów, to funadment każdego makijażu. Nawet jeżeli macie jeszcze niewprawioną rękę, dociskacie pędzel trochę za mocno, stopniowanie kolorów jest kluczem do sukcesu. Do uzyskania idealnej chmurki koloru, nie możecie zaczynać od najciemniejszych cieni. Dużo trudniej będzie Wam doprowadzić do idealnego roztarcia, zaczynając np. od czerni (która notabene i tak jest bardzo trudna w pracy). Aby efekt końcowy był godny podziwu, musicie zacząć od jaśniejszego odcienia i przechodzić przez średnie do najciemniejszych barw. Stopniowanie kolorów jest krokiem, którego nie możecie pominąć.

jak-blendowac-cienie

Teraz powiem największy banał EVER i jak go przeczytacie, pewnie więcej Wasza myszka tutaj nie kliknie. Ale wiecie co? Praktyka czyni mistrza. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, a blendowanie przestanie być Waszym problemem. Podczas codziennego wykonywania makijażu poznacie kształt swojego oka i ruchy, jakie dają najlepszy efekt. Jeżeli zastosujecie się do moich porad, niekoniecznie wszystkich, to mam nadzieję, że już niedługo będziecie mogły się pochwalić pięknie rozlendowanymi cieniami. 

W makijażu tak naprawdę nie ma twardych zasad, które trzeba przestrzegać. To cudowna sztuka, która pozwala na zabawę, eksperymenty i kreatywność. Znajomość podstaw pomaga otworzyć umysł i robić to po prostu lepiej! Oczywiście, jeżeli macie ochotę wykonać makijaż graficzny, pobawić się się kolorami i formami makijażu - śmiało! Ja dziś rozprawiłam się z podstawowymi problemami, które możecie napotkać w swojej przygodzie z codziennym makijażem. 

Jakie jeszcze trudności napotykacie w swoim makijażu?

Czytaj dalej ›

Niedzielnik | Nagroda Beauty#, o pracy w domu i 3 filmach, do których zawsze wracam


Dzisiejszy niedzielnik jest dla mnie szczególnie ważny, bo jestem Wam coś winna. Obiecałam Wam, że opowiem Wam więcej o nagrodzie z konferencji Meet Beauty, pokażę Wam statuetkę i opowiem co i jak. Brak czasu i inne obowiązki trochę przesunęły ten temat na dalszy plan, ale jest! Dzisiaj poza statuetką Beauty# opowiem Wam trochę o pracy w domu i o filmach, do których zawsze wracam i nigdy mi się nie nudzą. To co? Poranna lub popołudniowa kawa w dłoń i zapraszam Was na kolejną odsłonę niedzielnika!

Post udostępniony przez a G w e r b l o g (@agwer_blog)

Nagroda Beauty#

Nawet nie wiecie jak długo zbierałam szczękę z podłogi jak dostałam maila z wiadomością o nagrodzie. Parę dni to trwało, ale w końcu to do mnie dotarło. Nagrody Beauty# były wręczane na trzeciej edycji konferencji Meet Beauty, a mój blog został przez Was wybrany jako najlepszy blog makijażowy w Polsce. Do teraz jestem w szoku, niesamowicie szczęśliwa i ogromnie się ciesze z tego wyróżnienia. Dziękowałam Wam na Instagramie kilkukrotnie i tak naprawdę, to dzięki Wam aGwerblog od prawie 5 latu jest, jaki jest i gdyby nie Wy, pewnie już dawno bym z tego wszystkiego zrezygnowała. Kocham blogować, dla mnie to cudowna codzienność, którą mam przyjemność dzielić z Wami. To, co mogę powiedzieć kolejny raz, to dziękuję! Blogowanie to cudowne zajęcie, które od półtorej roku mogę nazwać swoją pracą i wiecie co? Kocham to!

Bardzo dziękuję też całej ekipie Meet Beauty, agencji BLOGmedia i firmie Pierre Rene za cudowną nagrodę i piękną statuetkę!


Jak to jest pracować w domu?

Temat pracy w domu chciałam poruszyć już jakiś czas temu. Zawsze chciałam być swoim szefem. Moi rodzice od lat prowadzą firmę, więc pewnie mnie tym zarazili. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jak w ogóle wygląda praca w domu. Mogę spać do południa? Chodzić cały dzień w piżamie i nikt nie każe mi robić tego, czego nie lubię? No bajka! I jeżeli mam być z Wami szczera, to faktycznie jest bajka. Może nie tak banalna, prosta i sielankowa jakby mogło się wydawać, ale to jednak moja bajka i sama ją piszę. Dosłownie i w przenośni.

Przy pracy w domu kluczem jest dobra organizacja. Oczywiście, początkowo spałam do której chciałam i zaczynałam pracę po obiedzie. Doszłam jednak do wniosku, że kompletnie się to u mnie nie sprawdza, bo się po prostu rozleniwiam. Jeżeli pracujemy w domu, konieczna jest samokontrola i dyscyplina, żeby wykonać wszystkie obowiązki. Mnie uratował Bullet Journal, dzięki niemu jestem znacznie lepiej zorganizowana, planuje swoje działania z wyprzedzeniem i wiem, co zostało do zrobienia. Praca w domu jest o tyle trudniejsza, że jesteś swoim szefem i sama musisz dopilnować wykonywanych przez siebie obowiązków. To jednocześnie wada i zaleta prowadzenia swojej działalności. Ale nigdy, nikt nie wmówi mi, że nie warto - bo warto!


3 filmy, do których zawsze wracam

Forrest Gump - to film, który jest ze mną właściwie od dzieciństwa. Mój tata bardzo często go oglądał i chyba własnie przez niego pokochałam Forresta. Jego życie, doskonale wplecione w ważne wydarzenia historyczne w Stanach Zjednoczonych za każdym razem chwyta mnie za serce. O tym filmie pisałam nawet pracę zaliczeniową na studia, więc pewnie między innymi dlatego mam do niego sentyment. Po wielkiej miłości do filmu sięgnęłam po książkę i niestety bardzo mocno się rozczarowałam.
Skazani na Shawshank - film, który powstał na podstawie książki S. Kinga, a ja zanim się o tym dowiedziałam, obejrzałam film co najmniej pięć razy. Pokazał mi go mój B. i od razu mnie urzekł (film, bo B. urzekł mnie już daaaawno). Podoba mi się złożoność nakładających się na siebie postaci, ciekawa historia i intrygujące zakończenie. Ten film wzrusza i bawi, a do bohaterów bardzo łatwo jest się przywiązać. Jeżeli jeszcze go nie widziałyście, polecam!
Apollo 13 - czy mówiłam już, że uwielbiam Toma Hanksa? Widziałam chyba wszystkie jego filmy, a na pewno zdecydowaną większość. Apollo 13 to niesamowita historia opowiedziana w piękny sposób. Ja zawsze uronię łezkę i za każdym razem daje się porwać w ten świat, który niesamowicie wykreował Ron Howard. Klasyka nad klasykami, na którą od czasu do czasu mam ochotę. Też tak macie?

Drobna dawka inspiracji


Dziś mam dla Was tylko jedną inspirację. Właściwie niekoniecznie inspirację, a zaproszenie na konkurs. Wczoraj ruszyła zabawa na moim Facebooku AGwer, w której do wygrania jest zestae lakierów hybrydowych Chiodo. Informacje i zgłoszenia są na FB.


A jak Wam minął ostatni tydzień?


Czytaj dalej ›

Makijaże krok po kroku