aGwerblog to blog kosmetyczny z elementami lifestylu, porad i makijażu.

# Studia, studia, studia... i co dalej?!

          Z góry zaznaczam, że będzie to post prywatny i dość melancholijny. Często w okresie świątecznym, czy to Wielkanoc czy Boże Narodzenie nachodzi mnie na przemyślenia. Ten rok ma przynieść wiele zmian więc i jest nad czym myślieć! W każdym razie jeżeli nie interesują Cię moje przemyślenia to tego posta możesz pominąć, zaś jutro na pewno znajdziesz tu coś kosmetycznego.

          Jestem na ostatnim roku magisterki, dokładnie na ostatnim semestrze, dokładnie zostały mi niecałe 3 miesiące studiów... 5 lat minęło jak... mrugnięcie! No dosłownie chwila moment. Zostało mi kilka drobnych zaliczeń, które w większości są banalnie proste i tylko skończyć magisterkę, obronić się i...? No właśnie. I co? Co dalej? Że już nie będę studentką?! Że niby muszę już iść do normalnej pracy?! Że niby 5 dni w tygodniu po 8h za 1000zł brutto?! Nie no, że NAPRAWDĘ?!
          Już od pewnego czasu o tym myślę i powoli to do mnie dociera, ale jakoś nie mogę tego pojąć i szczerze? Nie chcę. Nie chcę dorastać. Nie chcę "być odpowiedzialna". Żyję już poza domem rodzinnym prawie dwa lata, więc poniekąd znam już ten świat, ale nie wyobrażam sobie jeszcze życia bez pomocy rodziców. Nie wyobrażam sobie zostać z tym wszystkim totalnie sama i no... żyć? Myśleć o ślubie, dzieciach?! Nie no naprawdę? Kompletnie nie jestem na to gotowa i tak mnie to przeraża, że odechciewa mi się o tym myśleć. Nie jestem gotowa być dorosła, nie chcę dorastać! Czemu nie mogę być wiecznym dzieckiem?! Co z tego, że mam zaraz 25 lat?! Kompletnie nie ma to dla mnie znaczenia, mogę mieć 75 a i tak będę uwielbiać kreskówki i chodzenie do kina na filmy animowane z dużym popcornem! 
          Niby nic się nie zmieni, w końcu dalej będę sobie pracować, dalej będę realizować swoją pasję, tylko po prostu nie będę studentką. W końcu od tego się zaczęło, studiami przedłużyłam sobie młodość, dzięki studiom... właściwie nie odnalazłam tam swojej pasji, no ale może kiedyś mi się przydadzą? Poza tym, przecież nie będę do końca życia na umowie zlecenie, nie będę do końca życia czekać na okazję. Sama muszę ją sobie stworzyć. Mam niesamowicie dużo planów, strasznie dużo pomysłów i trochę mniej zapału zważywszy na to w jakim żyję kraju. Nie kocham Polski i kompletnie nie mam problemu z powiedzeniem tego głośno. Uważam, że kraj nie daje mi żadnych możliwości, a jeżeli daje to w trakcie załatwiania stu milionów zaświadczeń, dowodów, pism odechciewa się wszystkiego i trzeba najlepiej mieć 50 lat doświadczenia, 25 lat i małe wymagania finansowe. Boję się przyszłości w tym kraju stąd moja panika. Dostanę dotację, dostanę kredyt. Okej wszystko fajnie, ale co jeżeli mój plan nie wypali? Co jeżeli mi nie wyjdzie? No przecież nie może mi nie wyjść. NIE MOŻE. Zawsze jednak pozostaje pytanie, ale jeżeli...?
          Nie wyobrażam sobie takiego życia, nie chcę wyobrażać sobie takiego życia, gdzie nie spełniają się moje plany! Chcę się realizować i bardzo chciałabym zarabiać na mojej pasji. Wiadomo, że nie wszystko mamy co chcemy, a długo mówiłam cytat z Herkulesa "Marzenia są dla frajerów", ale jednak mam nadzieję, że mi się uda. Mam nadzieję, że może i jestem frajerem z marzeniami, ale mnie się uda! Mimo, że boję się jak... sam skurwysyn, to mi się uda wbrew wszystkiemu, wbrew temu śmierdzącemu krajowi, wbrew przeszkodom, wbrew wszystkim i udowodnię każdej osobie, że można się zrealizować, że można coś osiągnąć i być szczęśliwym robiąc to co się kocha.
Ale co jeżeli nie?!

           Okej, spokój. Usiądę sobie, wezmę dziesięć głębokich wdechów i wypiję Desperadosa. Może mi przejdzie? 
- aGwer

Zobacz też:

43 komentarze :

  1. Przeraża mnie wizja całkowitej dorosłości, sama jestem dopiero na 2 roku wiec ta wizja jest jeszcze dosyć odległa ale i tak mnie przeraża. W tym momencie na pewno nie jestem na to gotowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a ja po 5 roku DALEJ nie jestem gotowa... Obwiniam za to Polskę ^^

      Usuń
    2. A ja jestem przed maturą i już sobie nie wyobrażam..

      Usuń
  2. Jestem półtora roku po studiach i masakra.. narzeka się bo narzeka, wiadomo sesje, a potem taka tęsknota.. chcę na studia :( życie jest potem beznadziejne, też żyję dalszymi marzeniami, bo jakoś trzeba funkcjonować eh... Chociaż dalej czuję się jak dziecko;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem warto marzyć, i iść za marzeniami. Wychodzę z zasady, że zawsze warto spróbować i co najwyżej płakać, że się nie udało, niż poprostu nie spróbować. Może zbyt lekko stąpam po ziemi, albo i nawet latam pomiędzy różowymi obłoczkami, bo nie chcę robić czgoś czego nie lubię. Nawiwnie wierzę, że połącze prace z pasją, a jak studia to tylko związane z muzyką, może w tym roku się uda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje motto to "Zawszę warto spróbować" także niczego nie skreślam i łapię wszystkie okazje, ale czasem jednak łapie się na pesymistycznych wizjach...

      Usuń
  4. Obawy i lęki będą zawsze, co Ci mogę powiedzieć? Ja już w wieku 22 lat się usamodzielniłam, wyprowadziłam z domu, wzięłam ślub, zaryzykowałam i założyłam firmę. Polska jest jaka jest, może nie starcza mi na moje wszystkie zachcianki i mimo, że już 3 lata po ślubie i od tego wydarzenia dalej nie jestem gotowa na dzieci, to nie mogę za wszystko obwiniać naszego kraju. Z takim podejściem daleko nie zajdziemy. Więc czas spiąć pośladki, dać z siebie 200% i wierzyć, że będzie dobrze i że zrealizujesz swoje marzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to nie jest tak że CAŁKOWICIE obwiniam kraj, nie. Bo uważam, że jak się CHCE to można WSZYSTKO i WSZĘDZIE. tylko trzeba znaleźć sposób aby to osiągnąć, uważam jedynie że Polska nam młodym nam to utrudnia, chociaż wiele się zmieniło i nie zaprzeczę że jest znacznie lepiej.
      Taki też mam zamiar :)

      Usuń
    2. Jacy ludzie taki kraj:P Narzekanie mamy we krwi. Ale wierzę, że Ci się uda, nie ma się co źle nastawiać;) Pozytywne myślenie to już połowa sukcesu!

      Usuń
  5. W sumie mam podobne odczucia. Też kończę magistra w tym roku, choć ja tak łatwo wcale nie mam (a podobno pedagogika taka łatwa hmmm). W dodatku mieszkam w małym mieście, gdy w sumie jest mnóstwo marketów i banków i niewiele więcej. Pracy nie ma, albo "kolesiostwo".... Nadal mieszkam z rodzicami, bo raz pracę mam a raz nie (albo krótko) lub za takie grosze, że aż się człowiek zastanawia czy przypadkiem nie trafił do jakiegoś alternatywnego świata (lub gorzej) czy coś....

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci tylko tyle, że najpierw kiedy skończyłam studia, przeżyłam szok i byłam przerażona że to już, że zaczyna się dorosłe życie. Dziś, trzy lata po, jestem znacznie bardziej szczęśliwa, niż podczas całych studiów. Nie mogę narzekać. Ułoży się, zobaczysz, to tylko kwestia czasu, przyzwyczajenia i...pozytywnego podejścia, bo i to jest bardzo ważne.
    No i taki banał, ale bardzo ważny - dzieciństwo się nie kończy, zmieniają się tylko okoliczności i obowiązki. Nie można odpuszczać marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chciałam uniknąć takiej sytuacji i zaraz po maturze poszłam do pracy, na studia zaoczne, po roku wyprowadziłam się z domu. Teraz mam już 7 letni staż, wypracowaną pozycję, nie pracuję za 1000zł/mc ;) I z przerażeniem patrzę na moich znajomych z klasy, którzy obronili się rok/dwa lata temu i dalej siedzą w domu na garnuszku rodziców.. jest to dla mnie swego rodzaju upośledzenie naszego pokolenia.
    Ty wydajesz się osobą "mega" ogarniętą, więc myślę, że dasz sobie radę w życiu i znajdziesz coś co będzie Ci sprawiać satysfakcję (także tę finansową) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam o takiej opcji, ale nie żałuję mojej decyzji. Nie chciałam od razu iść do pracy, chciałam jeszcze... poszaleć i odnaleźć pasję. Udało mi się to, więc teraz będę dążyć do realizacji celu. Lepiej późno niż wcale :D

      Usuń
    2. Więc teraz nie narzekaj, tylko zepnij się i do boju ;)
      A tak całkiem serio, to skoro zdecydowałaś się na studia + życie na garnuszku rodziców, to jedynie trochę opóźniłaś sobie wejście w dorosłość, ale to nieukninione. Każdy przez to przechodzi i tak naprawdę wcale się tego nie zauważa w codziennym życiu ;) Tym bardziej, że nie wiem czy dobrze wnioskuję, ale domyślam się, że rodzice dalej będą Ci pomagać - to jest naprawdę bardzo komfortowa sytuacja, móc studiować i "szaleć', a dopiero potem powoli, powoli stawać na własnych nogach :) Więc nie patrz na dorosłość jako na coś strasznego, ale pomyśl, że z takim zapleczem można wiele i na pewno uda Ci się zrealizować chociaż część z planów :)
      Swoją drogą ja też wyprowadziłam się z domu i zaczęłam życie na własny rachunek, bez żadnego wsparcia, bardzo wcześnie, bo w wieku 21 lat i nie żałuję - owszem, jest ciężko, praca, studia zaoczne, mieszkanie - masa zajęć, wydatków, itp., czasem zastanawiam się, za co dojechać do końca miesiąca, ale nie żałuję, bo z roku na rok mam coraz lepszą pracę, coraz wyższą pensję. I czasem aż nóż mi się otwiera w kieszeni, kiedy słyszę utyskiwania na nasz kraj, na brak pracy, itd. od osób, które 5 lat tylko studiowały i świeżo po chciałyby zarabiać tyle, co osoba z kilkuletnim stażem - ok, ma się już te 25 lat i 1600zł może wydawać się śmieszne, ale od czegoś trzeba zacząć i to normalne, że żaden pracodawca nie da na starcie młodej osobie bez doświadczenia 3000zł netto, na to trzeba sobie trochę zapracować i popracować. Znam trochę temat od strony pracodawcy i naprawdę, niekiedy oczekiwania młodych kandydatów w porównaniu do ich wiedzy i kompetencji są niewspółmierne. Można zarabiać nieźle, można nawet bardzo dobrze, ale zazwyczaj dopiero po kilku latach zasuwania za mniejszą kasę i budowania sobie pozycji. I ot, cała filozofia, akurat to, czy kraj daje możliwości, niewiele ma do tego. Z moich obserwacji wynika, że możliwości jest bardzo dużo, tylko trzeba się wziąć do konkretnej pracy, a reszta przyjdzie z czasem, cierpliwości :)
      Trzymam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia :)

      P.S. Proszę nie odbieraj tego fragmentu o wygórowanych oczekiwaniach personalnie, bo nie taki był mój zamysł - nie znam Ciebie i Twojej sytuacji, to raczej refleksja na podstawie obserwacji i rozmów z moimi znajomymi, ich znajomymi, osobami, które rekrutuję, itd. ;)

      Usuń
    3. Wiesz to nie tak, że kraj jest be i w ogóle najgorszy! Jest kiepsko, tego ukrywać nie będę i jak pisałam nie pomaga, a utrudnia.
      I z jednej strony masz racje, jakoś trzeba sobie zapracować na pensję, problem polega na tym, że nie bardzo jest... JAK. Bo po pewnym czasie robią redukcję i lecisz, albo teraz albo później. Ano i nie zapominajmy o cudownej umowie zlecenie, gdzie gówno jest dla pracownika, a pracodawca ma więcej w kieszeni. Myślę, że gdyby w kraju było inaczej to i byłyby więcej etatów i mniejsze bezrobocie. Aczkolwiek jak pisałam nie zwalam wszystkiego na kraj (choć uważam, że dużo w nim winy) i wiem, że wiele zależy ode mnie.
      Jasne, że nie będę zarabiać od razu 3000zł, ale... czemu nie? A może akurat mi się uda? Może akurat moje kwalifikacje i wiedza będą warte nawet więcej? :)
      Wszystko okaże się w praniu! :)

      Dzięki :)

      Usuń
  8. Marzenia i dazenie do ich realizacji sa najwazniejsze. Ja w tym roku bede we wrzsniu na spotkaniu z okazji …. 25 rocznicy ukonczenia studiow… Czasem mysle, ze to jakas pomysla w obrachunku, bo mam wrazenie jakby to bylo wczoraj. Z drugiej jednak strony tyle sie zmienilo od tamtej pory, ze az mi sie wierzyc nie chce. Gdyby jakas wrozka powiedizla mi 25 lat temu jak bedzie wygladac moje zycie w 2014 roku, to uznalabym ja za puknieta oszustke…. A jednak ! Marzenia rosna razem z nami i nigdy ale to nigdy nie wolno dopuszczac do siebie mysli, ze moze sie nie udac. A jesli cos nie wyjdzie, to bedziesz wtedy sie zastanawiac co dalej i jak rozwiazac klopot. Dlatego nie martw sie koncem studiow, tylko ciesz sie na nowy ciekawy rozdzal twego zycia. No i pomysl, ze wiele osob chcialoby miec 25 lat :)))
    Buziaki
    Nika

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie nooo Agwer nie nakręcaj się tak negatywnie, koniec studiów nie oznacza, że od razu musisz wychodzić za mąż, mieć dzieci i nie możesz oglądać kreskówek :) Natomiast sytuacja w kraju jest faktycznie chora i smutna. Ja kocham Polskę za historię, kocham tą ziemię ale smutne jest to co obecnie robią z nami politycy. Naprawdę jest ciężko młodym osobom... Jednak próbuj nie dołować się czymś, czego jeszcze nie ma. Jesteś młoda, zdrowa, zdolna, ambitna - to już wiele... Życzę Ci żeby wszystko się powoli poukładało. Często te trudne doświadczenia sprawiają, że stajemy się lepsi i silniejsi choć w danym momencie tego nie potrafimy dostrzec... Ściskam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nakręcam się negatywnie, tzn. wiem że może to tak wygląda, ale chodziło mi o wyrzucenie z siebie obaw i strachu przed tym co będzie POTEM. Koniec studiów to koniec ważnego etapu, a ja nie wiem czy chcę go zamykać...
      Ale wierzę, w to że jednak się uda :)

      Usuń
    2. Rozumiem, mną miotają podobne emocje teraz czy podołam rodzicielstwu a z racji wieku teoretycznie wydaje się, że powinnam. Ale jest to strach przed nieznanym :)

      Usuń
    3. Tak, dokładnie tak. Masz całkowitą rację.
      A macierzyństwo to najpiękniejsza sprawa w życiu kobiety podobno, więc... powodzenia! :)

      Usuń
  10. Jakbym siebie słyszała, lecz ja dopiero 18 skończę, więc studia jeszcze przede mną, :)
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też jestem na 5tym roku, na razie nie panikuję, czas pokaże jak to będzie.
    Co studiujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kulturoznawstwo... Także kompletnie niezwiązane z tym co chcę robić, ale jak miałam 19 lat nie miałam pomysłu co chcę robić. Gdybym teraz wybierała studia wybrałabym coś kompletnie innego.

      Usuń
  12. Mam podobnie, tylko że ja jestem na 2 roku licencjata, ale boję się przyszłości okropnie, bo wszystko jest takie niepewne :(

    OdpowiedzUsuń
  13. ja 3 dni temu skończyłam 26 lat i też mnie naszły różne myśli ;-) co prawda mam pracę po studiach, ale nie jest to taka praca 8h pięć dni w tygodniu, ale... no właśnie powinnam się rozejrzeć za czymś stabilniejszym i podjąć jakąś decyzję, ale to niełatwe. Dzieci też nie planuję :P raz się czuję jak nastolatka a raz jak stara baba ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja mam bardzo podobne myśli. Czasem czuję się, jakby ktoś oblał mnie zimną wodą :) Pamiętam, jak byłam mała i chodziłam z mamą po urzędach, to już wtedy byłam zdziwiona i przestraszona, że przecież to też mnie czeka. Samodzielność, dbanie o swoje, papierologia. Wszystko niechcący sobie trochę przedłużyłam, kiedy rzuciłam pierwsze studia i dostałam się na drugie. Jestem na pierwszym roku, a rocznikowo powinnam być na czwartym. Sporo straciłam, ale niczego nie żałuję :) Bo jestem w miejscu, w którym chciałam być już dawno. Trochę mnie to odmłodziło, nie narzekam ;) Tym bardziej, że kiedy siedziałam w domu bezczynnie, to zewsząd napływały informacje o ślubach, dzieciach, rozwodach moich rówieśniczek, to było mocno przytłaczające. Nadal jestem przerażona wizją siebie w białej sukni/z wózkiem. Ale pocieszające jest to, że nikt nas do tego tak naprawdę nie zmusza! :)
    Jeśli chodzi o to, że kraj mocno nas ogranicza - to smutne, ale prawdziwe. Niestety, ale nie zawaham się, jeśli będę musiała wyjechać za chlebem zagranicę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę właśnie, że przytłoczyło mnie to, że w okół mnie wszyscy rodzą (!), zaręczają się, biorą śluby, a ja stoję w miejscu... Może to stąd taki melancholijny nastrój?

      Usuń
  15. Mieszkam sama już od około 6 lat. Na początku było mi bardzo cięzko, tęskniłam za mamą (miałam 19 lat), brakowało mi pieniędzy (utrzymywałam się sama).Przez kilka lat ze względu na brak doświadczenia nie mogłam znaleźć "normalnej" pracy i byłam kelnerką. Była to naprawdę ciężka praca i chociaż już nigdy w życiu nie chcę tak pracować to jednak czegoś mnie nauczyła. Zdobyłam pewnośc siebie, której mi brakowało, nauczyłam się płynnie mówić po angielsku i nabyłam obycia, wiedziałam jak się zachowac w danej sytuacji. Gdy zmieniałam pracę starałam się nauczyć w niej czegoś nowego. W końcu sama zaczęłam kierować restauracją. Nie było różowo ale zdobyłam kolejne cenne doświadczenia i wreszcie miałam co wpisac w cv. W końcu zmieniłam całkowicie branżę i wylądowałam w banku:) Ale ta praca strasznie mnie stresowała ( a raczej mój kierownik) I postanowiłam ją zmienić. Teraz mam w końcu pracę, którą lubię. Może nie zarabiam nie wiadomo jak dużo, ale wystarczająco i mam umowe o pracę.

    Wiem, że się rozpisałam, ale chciałabym Ci tylko powiedzieć, że marzenia nie są dla frajerów tylko dla ludzi odważnych:) Możesz się zamartwiać całe życie i "płynąc z nurtem". Ale możesz też chwycić byka za rogi i sama ustalać zasady. Nie mam doświadczenia w obecnej pracy, Nie spełniałam tez wszystkich wymagań. A jednak mnie przyjęto. Dlaczego? Bo wiedziałam, że się nadaję.

    Każdy człowiek musi w końcu wydorośleć. Ale nie znaczy to, że musi porzucić marzenia. Ja jestem dorosła, niezalezna (finansowo bo tak to uzależniona od swojego chłopaka:), i am normalną pracę. Ale uwielbiam siedzieć w domu w grubych różowych skarpetach z futerkiem, z kubkiem gorącej herbaty (kubek obowiązkowo z sówką) i oglądać Monster High (czasami:). Albo siedzieć z moim chłopakiem i wielką michą popcornu i oglądać Pingwiny z Madagaskaru:)
    Bycie dorosłym to nie bycie poważnym i ustatkowanym. To dla mnie po prostu wzięcie odpowiedzialności za swoje życie i podejmowane decyzje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem realistką. Zdaję sobie sprawę z tego, że będzie trudno, ale to wcale nie znaczy i nie jest równe temu, że się nie uda.
      Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. W końcu o to właśnie chodzi.

      Usuń
  16. ja się cieszę, że przede mną jeszcze trochę, a jeszcze bardziej chce sobie przedłużyć idąc na doktorat, ale szczerze? nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła się samorealizować, kiedy w końcu będę musiała zadbać sama o siebie. Moze to dziwne, ale ja od małego byłam uczona że trzeba dorosnąć i cieszę się, że tą naukę dostałam, bo wiem że koniec studiów nie będzie końcem świata, tylko po prostu brakiem przelewu od rodziców. Jeśli się kocha to co się robi to nie jest to takie ważne. Na studia poszłam dzięki swojej pasji i dzięki Bogu, jest to dość opłacalne w Polsce i o dziwo jest praca za więcej niż minimum. Szkołę, którą wzięłam sobie jako taki zapas też to całkiem fajna sprawa. i wiesz dobrze, że Twój kurs też jest świetną sprawą. Trzeba myśleć pozytywnie na to, że będzie można się samemu realizować w stu procentach!

    OdpowiedzUsuń
  17. Też w lipcu bronię mgr (mam nadzieję) i też przeraża mnie ta "rzeczywistość" po studiach.... :/ Najgorsze jest to, że po 5 latach studiów doszłam do wniosku, że nie go końca mam ochotę pracować w tym zawodzie...A kończę FiR.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wcale się nie dziwię Twojemu przerażeniu. Życie w naszym kraju jest naprawdę niełatwe, zwłaszcza jeśli ma się jakieś aspiracje i oczekiwania.

    OdpowiedzUsuń
  19. Szczerze mówiąc też ostatnio miałam takie przemyślenia i jakoś nie wyobrażam sobie siebie w roli bardziej dorosłej. Co prawda tak jak Ty mieszkam poza domem już 4 lata, ale jest jednak ta świadomość, a tu w przyszłym roku mgr i co dalej?!

    OdpowiedzUsuń
  20. zawsze można drugi kierunek rozpocząć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, myślałam o tym. Ale jednak muszę się skupić na karierze zawodowej teraz! A na studia zawsze przyjdzie czas ;P

      Usuń
  21. U mnie pojawiają się podobne obawy, choć kończę studia magisterskie to pozostaje mi jeszcze ostatni rok z drugiego kierunku, ale tak coś się kończy w moim życiu, czas stanąć przed nowym, nieznanym.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja jestem na pierwszym roku studiów i patrząc w przyszłość będę miała ogromne problemy ze znalezieniem pracy. Ciągle wymyślam jakieś nowe kursy na które idę tylko po to aby w przyszłości czegoś się złapać. Ale czy o to chodzi w tym całym życiu? Aby robić coś czego się nie lubi tylko po to aby mieć pracę bo z marzeń nie wykarmi się rodziny? Ja otwarcie mówię o emigracji bo tu nie ma perspektyw. Mam rodzinę w kanadzie i po studiach chcę tam jechać ale do tego czasu nauka języka ehh Ciężko jest porzucać swoje korzenie ojczyznę i mówić w innym języku tylko dlatego, że ten kraj nie ma nic do zaoferowania. Przeraża mnie to i osłabia jak o tym myślę. Jeżeli cudem znajdę pracę to zostanę ale i tak nie w moim mieście bo tu takich możliwości nie ma. Chciała bym normalnie żyć ale tu się nie da. Ja mieszkam jeszcze z rodzicami. Chcieli byśmy z chłopakiem zamieszkać razem ale jak, skoro tylko on ma pracę a za wynajem żądają jak za zborze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam o emigracji, moja przyjaciółka wyjechała do Danii i już po roku wynajęli sobie mieszkanie. Teraz zmieniają pracę i wyprowadzają się na 100m mieszkanie... Bajka. Mają tyle lat co ja i znacznie lepszą sytuację. Chociaż nowy kraj, nowy język...
      Ale niestety, tu mnie trzyma mój TŻ, więc póki on nie pojedzie ja też nie.

      Usuń
  23. Ja jeszcze rok, ale magisterkę już piszę, bo na psychologii jest część empiryczna i muszę badania robić;p A przyszłość... kto wie co przyniesie. Mam nadzieję, że Tobie to co byś chciała a mnie pracę w HR ;]

    OdpowiedzUsuń
  24. Każdy oczywiście ma inną historię, więc opowiem swoją ;). Ja swoje wchodzenie w dorosłość przeżyłam w...USA ;). Na koniec 5 roku wyjechałam na pół roku do Stanów i ominął mnie okres łez na ostatnich zajęciach na studiach. Po powrocie napisałam pracę magisterską, więc nie myślałam aż tak bardzo, że jestem...bezrobotna. Bo cóż, miałam już kilkuletnie doświadczenie pracy biurowej (akurat miałam takie szczęście, że krótko imałam się prac w których sobie dorabiasz - gazetki, sklepy itp), do tego byłam święcie przekonana, że z pracą w USA w CV to pracodawcy będą płakać zatrudniając mnie :D Po napisaniu magisterki przeżyłam szok kulturowy: pracodawcy wcale tak chętnie mnie nie zatrudniali i wylądowałam na lekko ponad miesiąc w sklepie, a później imałam się różnych dziwnych zajęć na prowizję (uchroń mnie Panie Boże przed czymś takim!), aż ostatecznie zostałam zatrudniona w zawodzie, który mnie najbardziej satysfakcjonował. Muszę przyznać, że mieszkając z rodzicami miałam ten komfort, że MOGŁAM sobie przebierać w pracach, inni, którzy musieli zarabiać i wylądowali na kilka lat w sklepach/obsłudze klienta/ call centrach - tak dobrze już nie mają.

    Nie obwiniajmy jednak Polski aż tak bardzo. W całej Europie (w USA zresztą też) jest duże bezrobocie wśród młodych ludzi i tak naprawdę tylko nieliczni mają zapewnione zatrudnienie po ukończeniu studiów (a najlepiej zawodówki). Żyjemy po prostu w ciężkich czasach i niełatwo jest się wybić, aczkolwiek nie mówię, że się nie da. Agwer - mogę Ci poradzić tylko, żebyś miała swój cel zawsze przed oczami i dąż do niego. Nabieraj doświadczenia, wyznacz sobie ścieżkę i jeżeli masz taką możliwość - nie imaj się pracy, która Cię nie satysfakcjonuje. Nie mówię, żebyś rzucała pracę i klepała biedę na bezrobociu, tylko cały czas chodź na rozmowy kwalifikacyjne, szukaj kontaktów, a przede wszystkim - nie poddawaj się! Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W koncu nie od razu Krakow zbudowano! Do wszystkiego trzeba dojsc i malymi kroczkami ociagnac cel. Poki co moja praca pozwala mi rowniez na rozwoj i mam nadzieje krok w przod. Zobaczymy co bwdzie dalej :)

      Usuń
  25. ja już niestety doświadczyłam tego "dorastania", bo wszyscy mówili "idź na techniczne studia", "i jeszcze dziewczyna, to po takich studiach będzie praca". A tu jednak zderzenie z rzeczywistością...studia skończone, tytuł jest, ale co z tego, skoro pracy w zawodzie brak?! a sorry! co ja gadam! w ogóle ciężko jest o jakąkolwiek pracę! Chciałam dorwać jakąś prace, żeby cokolwiek dorobić i w między czasie szukać poważnej pracy, w sieciówkach, pizzeriach itp. a gdzie! tam poszukują tylko studentów, a jak poszukuję pracy na stronach typu pracuj.pl czy gumtree, to najpierw wszystko pięknie opisane, a jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że jest to callcenter lub robota od świtu do nocy za marne grosze... Niestety w tym kraju jest ogromny wyzysk i poszukują zazwyczaj naiwniaków, których przekształcą w tanią siłę roboczą. Niby lepiej mieć ten papierek z tytułem, ale z drugiej to jednak niewiele daje. Ja z ogromną chęcią wyprowadziłabym się z domu i już nie mieszkała na garnuszku rodziców, ale niestety...nie zawsze chcieć oznacza móc

    OdpowiedzUsuń

Twoje zdanie też się liczy! A jeżeli Ci się podoba, udostępnij dalej! :)

To nie jest miejsce na Twoją reklamę.

Makijaże krok po kroku