aGwerblog to blog kosmetyczny z elementami lifestylu, porad i makijażu.

Shady Lady, the Balm

          Kojarzycie piosenkę Modern Talking Cheri cheri lady? Właśnie stąd powstał tytuł tego posta, tak sobie dziś pół dnia podśpiewuję pod nosem tą piosenkę, lubicie ją? Ja od małego ją znam, ponieważ mój ojciec jest wielkim fanem tego zespołu i cały czas na wszelkich rodzinnych zgromadzeniach w domu, umila nam czas ich piosenkami. No ale w końcu to nie o tym miałam pisać... Dziś kilka słów na temat paletki firmy theBalm shady Lady.


          Paletka Shady Lady the Balm składa się z 9 cieni w raczej jesiennej kolorystyce, cienie mają wykończenie raczej perłowe, lub mocna satynka. Wyjątkiem jest czerń, która jest matem nafaszerowanym drobinkami. Każdy cień waży 1,9g i jest całkiem spory. Jeżeli kojarzycie rozmiary cieni w paletkach Sleeka, to one są gdzieś o połowę większe. Moja paletka jest opatrzona numerkiem vol. 3 i z tego co kojarzę póki co jest ostatnią częścią, że tak to nazwę "sagi". 




          Wiem, że to pierdoła nikomu tak naprawdę do życia nie potrzebna, ale lubię jak cienie (i lakiery) mają swoje nazwy. Jest to słodkie i nadaje danemu kosmetykowi charakter, dla mnie to świetny pomysł i jak ja bym kiedyś stworzyła swoją linię kosmetyków (ale ambitnie!) to też każdy z nich nosiłby jakąś swoją indywidualną nazwę. Bardzo lubię wszelkie cienie czy właśnie lakiery, które mają swoje nazwy i chętniej mi się takich używa, choć jak wspomniałam jest to coś, całkowicie bez znaczenia, to jednak zwracam na to uwagę i to w sumie całkiem sporą. Paletka o której mowa, a właściwie jej zawartość jest opatrzona w nazwy cieni, z czego ogromnie się cieszę! Kolory w niej zawarte dają możliwość stworzenia delikatnego makijażu dziennego, ale i takiego z mocniejszym akcentem. Bez problemu można z niej wyczarować również coś na wieczór. Bez dwóch zdań jest to paletka bardzo uniwersalna i kolory jakie nam oferuje będą pasować do wielu twarzy, koloru oczu jak i koloru skóry.
          Jeżeli chodzi o wykończenie to mamy tutaj do czynienia w większości z mocniejszą satyną, bo perłą bym jednak tych cieni nie nazwała. Są bardzo miękkie przez co ich aplikacja jest mega wygodna, podobnie jak rozcieranie, gdzie niestety tracą nieco na kolorze, ale większość cieni tak ma. Poza tym świetnie się nimi pracuje, właściwie prawie wcale się nie osypują i mają genialną trwałość, co zresztą zobaczycie na ostatnim zdjęciu, gdzie wrzuciłam Wam foto makijaż po ponad 12h noszenia, bez żadnych poprawek. Z tego co zauważyłam przy napisach widnieje informacja, że te cienie możemy również używać jako liner lub eyeliner, widać to głwnie przy cieniach w ostatniej kolumnie po prawej i w ostatnim rzędzie, przypuszczam, że dobrze się będą sprawować z wodą lub z Duraline - na pewno to sprawdzę!







          Teraz pokażę Wam dwa makijaże, które ostatnio wykonałam tą właśnie paletką. Pierwszy z nich jest delikatniejszym dzienniaczkiem (jak na mnie, a wiecie że lubię mocniejsze oko) z odrobiną koloru. Właściwie do jego stworzenia użyłam tylko trzech cieni: envious erin, open to offers olwen oraz come-hither hearther tylko w kąciku dałam odrobinkę lusty lee, na rozświetlenie. Na dolną linię wodną poszła kredka z essence Big bright eyes, a tusz to ukochany Lovely Pump up. Jak dla mnie to bardzo przyjemny dzienniaczek pasujący właściwie do każdego stroju i zarówno do delikatnych jak i nieco mocniejszych ust.




          Drugi makijaż to już pewnie dla niektórych coś na wieczór ze względu na kreskę eyelinera, aczkolwiek ja w tym makijażu byłam w pracy i absolutnie nie uważam go za makijaż, który jest ZA mocny. Wiem jednak, że wiele z Was jak i wiele moich znajomych taki makijaż uznałoby już go za wieczorowy, imprezowy lub chociaż na jakieś wyjście na piwo. Ja jednak uwielbiam kredkę na oku nawet w dzień, więc dla mnie rewelka. W tym makijażu użyłam też trzech cieni, ale tym razem były to: safe bet annetteopen to offers olwen, all the way annie. Eyeliner to Miss Brodway z ostatniego Pinki Joy i powiem, wam że mimo moich obaw, całkiem fajnie się trzymał! Makijaż strasznie mi się podobał i wcale nie chciałam go zmywać, no ale cóż wiadomo... ;)



          Ufffffff! Kto dotrwał do końca?! Gratuluję! Ale bardzo chciałam Wam dokładnie omówić tą paletkę i pokazać co udało mi się nią zmalować, ale mam jeszcze mega dużo pomysłów na nią, także spokojnie możecie się spodziewać jeszcze inne makijaże wykonane Shady (shady) Lady! Podobało się? Dajcie koniecznie znać! :)

- aGwer

Zobacz też:

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz. Twoje zdanie jest dla mnie naprawdę ważne :)
Jeżeli tekst Ci się spodobał, udostępnij go!

PS. To nie jest miejsce na reklamę.

Makijaże krok po kroku